Dawno temu, kiedy jeszcze byłam młoda, pamiętam pewną historię, która wydarzyła się w naszej rodzinie. Gdy Władysław pracował w Warszawie, poznał Zofię. Tam właśnie się pobrali. Gdy Zofia zaszła w ciążę, Władysław postanowił przywieźć ją do domu swoich rodziców na wieś pod Lublinem. Rodzice Władysława jednak nie byli zbyt szczęśliwi z tej nowiny.
Dziewczyna spadła nagle na głowę z mnóstwem obowiązków: gotowała dla całej rodziny, prała ubrania, sprzątała dom, doiła krowę, myła stodołę, a czasem nawet rąbała drewno. Zofia często wykonywała pracę należącą do mężczyzn, lecz najcięższe chwile przeżywała wtedy, gdy do domu schodzili się goście rodziców Władysława. Zazwyczaj było ich co najmniej siedmiu wszystkich trzeba było obsłużyć i nakarmić.
Przygotowywała więc góry jedzenia, lecz nie mijała godzina, a na stole niewiele już zostawało. Zmęczona, siadała na rogu stołu i nakładała sobie w końcu kawałek schabu. Teściowa spoglądała wtedy na nią i mówiła z przekąsem:
Zosiu, dziś jesz wyjątkowo dużo. Jesteś taka drobna, a pochłaniasz tyle jedzenia po czym wybuchała gromkim śmiechem.
Po kolei goście także zaczynali z niej szydzić. Zofia wstawała więc cicho od stołu i szła do kuchni. Płakała tam gorzko, bo przez cały dzień nie miała nawet okazji nic zjeść. Jej mąż tylko siedział obok i słuchał w milczeniu, jak żona jest poniżana. Z kuchni słyszała jeszcze głos teściowej:
Wczoraj, a propos, spotkałam na rynku moją byłą synową. Pomyśl tylko, ona wciąż mówi do mnie mamo! To była porządna dziewczyna, nie taka jak ta tutaj!
Kiedy wszyscy goście rozeszli się do domów, Zofia posprzątała naczynia i poszła z nimi do kuchni, by je umyć. Teść wszedł za nią.
Stała cicho przy zlewie, a teść patrzył na nią przez dłuższą chwilę. Po minucie czy dwóch odezwał się:
Zosiu, wiesz, że cię nienawidzę?
Dla dziewczyny było to wyjątkowo bolesne usłyszeć takie słowa, więc nie odpowiedziała nic. Teść powtórzył swoje pytanie, więc Zofia w końcu wyszeptała:
Wiem.
To takie dziwne, prawda? Wszystko tu robisz, każdemu pomagasz, nigdy nie powiedziałaś złego słowa, a ja i tak cię nie cierpię. Zresztą, dziwne to, nie sądzisz?
Chyba tak…
Zofia wiedziała, że po tej rozmowie nic się nie zmieni i wszyscy nadal będą z niej kpić. Zastanawiała się, dlaczego to wszystko wytrzymuje…
Czy sama chciałabyś żyć z mężczyzną, który godzi się na to, by jego żona była wiecznie upokarzana?



