Wanda śpieszyła się do domu, taszcząc w rękach ciężkie siatki z zakupami spożywczymi.
Myślami była już przy tym, co trzeba ugotować na kolację, jak nakarmić chłopców i jeszcze z najmłodszym odrobić lekcje.
Z daleka zauważyła, że pod ich blokiem stoi karetka pogotowia. Ogarnął ją niepokój, przyspieszyła kroku mąż ostatnimi czasy słabo się czuł, czyżby akurat teraz coś takiego się stało, że musiano wezwać karetkę?
Do piętnastego mieszkania? zapytała drżącym ze zdenerwowania głosem kierowcę.
Nie, do czternastego. Jakaś starsza pani źle się poczuła… odparł.
Kamień spadł Wandy z serca. Nie do nich. Czyli jednak po sąsiadkę, panią Ninę Augustynowicz, przyjechali. Szkoda jej oczywiście, starsza już kobieta i samotna, a wiek swoje robi osiemdziesiątka tuż-tuż.
O rety, a pani Nina przecież ma kota. Jak zabiorą ją do szpitala, trzeba się Murką zająć rozmyślała Wanda, wspinając się na swoje piętro.
Pod drzwiami sąsiadki panował ruch. Drzwi szeroko otwarte, nosze, a jej mąż, Andrzej, pomaga ratownikowi prowadzić starszą panią.
Zaraz kierowca wróci, razem damy radę mówił ratownik.
Na widok Wandy twarz pani Niny przybrała wyraz ulgi i radości:
Wandziu kochana, zabierają mnie do szpitala. Zostawię ci klucze do mieszkania, zajmij się, proszę, Murką. Karma stoi na stole w kuchni, kuweta już posprzątana, nie zbrzydź się, raz dziennie zmień żwirek. Może na Nowy Rok wrócę wręczyła Wandzie klucz.
Oczywiście, że przypilnuję twojego kota, a ty wracaj szybko do zdrowia! Wanda ścisnęła ciepło ręce sąsiadki.
Proszę leżeć spokojnie, nie wolno się pani ruszać upomniał ją ratownik. A to już jeszcze jeden pomocnik, dobrze, idziemy wszyscy…
Chwileczkę powiedziała pani Nina cicho. Wandziu, mam do ciebie jeszcze jedną prośbę. Na szafce w przedpokoju leży kartka z numerem telefonu. Jeśli coś mi się stanie, zadzwoń tam, proszę. To do mojej córki, Jagody. Od lat nie mamy kontaktu, pokłóciłyśmy się…
Wanda zapewniła ją, że wszystko będzie dobrze, a gdy karetką odjechali, wzięła kartkę, sprawdziła, czy z Murką wszystko w porządku i zamknęła drzwi.
Wyobrażasz sobie, tyle lat mieszkamy obok, a ja nie wiedziałam nawet, że pani Nina ma córkę powiedziała potem do męża, gdy Andrzej wrócił.
Też nigdy nikogo u niej nie widziałem przyznał Andrzej. Będziemy dziś jeść?
Wanda westchnęła i rzuciła się w wir obowiązków, ale wieczorem, gdy chłopcy już spali, a wszystko było ogarnięte, siadła zamyślona z kartką w dłoni.
Spojrzała na zegarek za późno, by dzwonić. Poza tym, nawet jeśli dodzwoni się do nieznanej Jagody, to i tak jej do szpitala nie wpuszczą.
Następnego dnia, odwiedzając Murkę, znów pomyślała o prośbie starszej sąsiadki. Kot z wdzięcznością wskoczył Wandzie na kolana i pomrukiwał, a ona sama wahała się: zadzwonić do Jagody czy nie.
W końcu się przełamała.
Halo, Jagodo odezwała się niepewnie, gdy tamta odebrała. Nie znamy się, jestem sąsiadką pani Niny, państwa mamy. Pogotowie wczoraj zabrało ją do szpitala. Może powinna pani odwiedzić mamę…
Proszę pani, mnie ta kobieta już nie obchodzi usłyszała w odpowiedzi chłodny głos. Od dawna nie mam matki.
Matko Boska, jak tak można! wybuchła Wanda. Nie wiem, co się między wami stało, ale może pani Nina już nie wróci do domu Naprawdę może panią tak uraziła, że nie chce pani jej nawet widzieć?
To nie pańska sprawa, proszę pani! Jagoda w ogóle nie dała się wzruszyć.
Jest pani bez serca! Gdybym ja mogła choć na minutę zobaczyć jeszcze swoją mamę, pół życia bym za to oddała!
Proszę mi wierzyć, jak jej zabraknie, to wszystko się zrozumie. Sześć lat opiekowałam się moją chorą mamą, bywało ciężko i nieprzyjemnie. Nikt, kto nie pracował przy osobie leżącej, nie zrozumie.
A teraz, choć nie ma jej już prawie dziesięć lat, myślę czasem, że lepiej by było, by żyła jeszcze dziesięć lat – choćby i na leżąco!
Wanda zdenerwowana odłożyła słuchawkę.
No i co, Murko zwróciła się do kota. Jeśli twoja pani nie wróci, będziesz musiała zamieszkać ze mną. Mam nadzieję, że z naszym Burkiem się dogadacie. W szpitalu dzisiaj dzwoniłam, pani Nina wciąż bez poprawy…
…Zbliżał się Sylwester. Wanda z mężem wracali z zakupów, Andrzej taszczył pod pachą puszystą choinkę.
Proszę przytrzymać nam drzwi! Wanda pobiegła do klatki schodowej, przez którą właśnie przechodziły dwie kobiety. Andrzeju, szybciej!
Mąż przyspieszył z rozłożystym drzewkiem.
Wanda zerknęła na kobiety wchodzące do budynku i nagle zamarła!
Ojej, to pani?! aż westchnęła. Pani Nino, wyszła pani ze szpitala?!
Tak, uprosiłam lekarzy, poczułam się lepiej, więc pozwolili mi wrócić na Nowy Rok. A poznajcie moją córkę, to Jagoda! twarz Niny Augustynowicz pojaśniała szczęściem.
My się już znamy zaśmiała się Jagoda. Co prawda tylko przez telefon.
Cała ekipa wspólnie ruszyła schodami na górę, Jagoda troskliwie asekurowała matkę pod rękę, a potem cicho szepnęła do Wandy:
Dziękuję, że otworzyła mi pani oczy w odpowiednim momencie. Mogę wpaść później na chwilę?
Oczywiście odpowiedziała zaskoczona Wanda.
Po pół godzinie Jagoda stała u progu mieszkania Wandy i Andrzeja z torcikiem w rękach. Przy herbacie opowiadała:
Pokłóciłyśmy się z mamą dziesięć lat temu o jakąś głupotę nawet już nie pamiętam, o co poszło. Całe życie była nauczycielką, zawsze musiała mnie pouczać, pewnie znów się wtrąciła, a ja się zdenerwowałam.
Obraziłyśmy się na siebie. Przez rok nie rozmawiałyśmy wcale, obie uparte. Potem, co najwyżej, życzenia na święta, i to telefonicznie.
Wtedy powiedziałam jej nawet, że wolałabym, żeby już jej nie było, niż ciągle miała mnie do czegoś napominać.
Jak pani zadzwoniła i powiedziała, że mama jest w szpitalu, przez chwilę poczułam ulgę.
Ale po pani słowach o własnej mamie przeraziłam się. Przecież jak jej zabraknie, zniknie całe moje dzieciństwo, i już nikogo nie nazwę mama, zostanę sama
Jagoda tłumaczyła, że przez dwa dni rozmyślała nad słowami Wandy, a w końcu, przezwyciężając dumę, pojechała do mamy do szpitala.
Nawet nie wie pani, jak od mojego przyjścia jej się polepszyło. Już nigdy jej nie opuszczę! uśmiechnęła się ciepło i pożegnała, wracając do matki.
Co jej takiego powiedziałaś? spytał zdumiony Andrzej, gdy drzwi się zamknęły.
Tylko prawdę, Andrzeju Prawda bywa najważniejsza szepnęła Wanda. Ty, kochanie, nie zapomnij dziś zadzwonić do swojej mamy. Albo może lepiej pojedźmy do niej na Sylwestra? W końcu mamy już teraz tylko jedną mamę na dwoje…



