**Dziennik, 12 marca 2024**
Wiele zależy od losu. Często sami ludzie czynią swoje życie trudnym, nieznośnym, ale w porę zrozumieją, że trzeba wybaczyć, zrozumieć i pokochać. Wtedy wszystko się układa, a życie staje się lżejsze. Hania nie miała ani braci, ani sióstr. Jedynaczka w rodzinie, czasem brakowało jej towarzystwa.
Kiedy jednak wyszła za mąż za Jacka i dowiedziała się, że spodziewają się bliźniaków, nie mogła uwierzyć w swoje szczęście.
Moje dzieci nigdy nie będą czuły się samotne, we dwójkę zawsze będzie weselej ta myśl nieustannie krążyła jej po głowie i rozgrzewała serce.
Wkrótce para dowiedziała się, że urodzą się dziewczynki. Jacek marzył o synu, ale szybko o tym zapomniał. Zosia i Marysia zawładnęły jego sercem bez reszty. Obie córki były śliczne i niemal identyczne. Jacek dziwił się, jak Hania odróżnia je po ledwo dostrzegalnych szczegółach, których on nie widział. Dla niego to była udręka:
Haniu, nie wiem, którą właśnie nakarmiłem, a która jest głodna śmiała się żona i podsuwała mu tę, o której zapomniał.
Jak ty je rozróżniasz? To niemożliwe! Ciągle się gubię mówił, patrząc na córki.
Jedno pozostawało niezmienne jego miłość do nich. Dziewczynki rosły, a Hania, całe dni spędzająca z nimi, była wykończona. Nie mogła doczekać się wieczora, gdy Jacek wróci z pracy i choć na chwilę ją odciąży. Marzyła o odpoczynku, wytchnieniu.
Mam już dość powiedziała pewnego dnia mężowi. Nie mogę nawet na chwilę oderwać od nich wzroku, ciągle gdzieś wchodzą. Weź choć urlop!
Haneczko, wiesz, że teraz nie dostanę wolnego. Jestem jedynym żywicielem rodziny. Rozumiem, że jesteś zmęczona, ale staram się pomagać, jak tylko mogę.
Jacek rzeczywiście starał się po pracy zabierał córki na spacer lub bawił się z nimi w domu, gdy pogoda nie dopisywała.
Pewnego dnia wrócił, otworzył drzwi i usłyszał głośny płacz córek. Wpadł do pokoju Hania spała na kanapie, a gdy ją obudził, okazało się, że jest pijana.
Uspokoił dziewczynki, nakarmił je, a z żoną rozmówił się później.
Haniu, dlaczego się upiłaś? Dzieci płakały, a ty nawet nie słyszałaś.
Bo ja też jestem człowiekiem! Muszę czasem odpocząć. Spróbowałbyś ty całymi dniami biegać od kuchni do dzieci. Wypiłam tylko trochę wina, ale byłam tak zmęczona, że padłam.
Wierzę ci, ale to nie jest rozwiązanie. Wino nigdy nie kończy się dobrze. A dzieci potrzebują opieki.
Jacek wierzył, że Hania jest wykończona, ale sytuacja powtarzała się coraz częściej. Żona coraz więcej piła, a on nie mógł jej przekonać, by przestała. Gdy dziewczynki skończyły cztery lata, podał na rozwód, mając nadzieję, że sąd przydzieli mu obie córki, a nie pijącej matce.
Sędzina zdecydowała inaczej Zosia została z matką, Marysia z ojcem. To była tragedia. Dziewczynki płakały przy rozstaniu, ale wyboru nie było. Jacek z Marysią wyjechali do rodziców do Poznania. Hania została z Zosią.
Córkę nastawiała przeciw ojcu:
Podziękuj swojemu tatusiowi, to on rozdzielił cię z siostrą mówiła do płaczącej Zosi.
W Poznaniu Jacek znalazł pracę, mieszkał z córką u rodziców, którzy pomagali. Marysia szybko przywiązała się do dziadków, a wspomnienia o siostrze bladły w nowym, szczęśliwym życiu.
Życie Zosi było inne. Cz



