Weronika oprowadzała klientów po mieszkaniu i wszystko szło zgodnie z planem, aż do momentu, gdy pojawił się problem z podłogami.

Podczas kolacji z moją przyjaciółką Mariolą, która pracuje jako agentka nieruchomości w Warszawie, usłyszałam jej świeżą, naprawdę soczystą historię z życia zawodowego. Ostatnio miała ciężki okres klientów jak na lekarstwo, a rachunki niestety same się nie płacą. Mimo to Mariola, jak to ona, nie traciła optymizmu i żartowała, że przynajmniej wciąż ma kto ją ścigać po domu dwóch synów i schorowaną mamę, którą się opiekuje.

Pewnego dnia właściciele jednego z mieszkań chcieli umówić pokaz na 7:45 rano, bo tylko wtedy mieli czas oczywiście, bo przecież po co spać jak człowiek. Mariola, chociaż odrobinę przeklinała w duchu, zgodziła się, bo nie chciała stracić potencjalnej okazji. W dzień prezentacji była pod blokiem wcześniej niż śpiewają skowronki i czekała na swoich klientów, którzy niespodzianka przyszli spóźnieni, tłumacząc się korkami, czego w Warszawie podobno nikt się nie spodziewał.

Choć klienci już od wejścia wyglądali na lekko zirytowanych, Mariola stwierdziła, że pokaże się z najlepszej strony. W windzie padło klasyczne pytanie na które piętro? Mariola odpowiada pewnie: Szóste, mieszkanie sześćdziesiąt sześć, mając nadzieję rozwiać ich ewentualne przesądy. Ale w ich oczach nadal widać było lekkie zwątpienie jakby się zastanawiali, czy nie podmieni im drzwi na liczbę trzynaście.

Dotarli więc na wskazany poziom i stanęli pod otwartymi drzwiami. Mariola, pewna, że to gospodarz, zaczęła się przedstawiać, jednocześnie przepraszając klientów za zamieszanie. Niestety, drzwi otworzyła zaskoczona pani w szlafroku, której wyraz twarzy zdradzał jedno: albo zaraz narobi rabanu, albo zaproponuje kawę. Okazało się, że nie miała zielonego pojęcia o żadnym pokazie. Mariola tylko westchnęła i pomyślała sobie coś nieprzyzwoitego o obowiązkowości właścicieli.

Postanowiła jednak nie marnować okazji i z prawdziwą gracją pokazała mieszkanie. Co ciekawe prezentowało się jeszcze lepiej niż na zdjęciach, więc klienci byli nieco oczarowani. Szkopuł w tym, że gdy już się zbierali do wyjścia, Mariola nagle zorientowała się, że drzwi są jakieś inne. Szybka kalkulacja: zamiast na szóstym, byli na piątym piętrze! Próbowała jeszcze dodzwonić się do prawdziwych właścicieli z ogłoszenia, ale czuła się jak podczas kontaktu z ZUS-em zero odpowiedzi, tylko sygnał zajętości.

Klienci byli lekko rozczarowani, ale wtedy niespodzianka: właścicielka przypadkowego mieszkania w szlafroku powiedziała, że razem z mężem już i tak myśleli o przeprowadzce bliżej rodziców do Olsztyna. Uznali to całe zamieszanie za znak od losu i zaproponowali klientom kupno mieszkania za nieco wyższą cenę kilka tysięcy złotych powyżej rynkowej, ale z całym wyposażeniem.

Klienci zgodzili się bez wahania, a Mariola wyszła z opresji bogatsza nie tylko o prowizję ale i niezapomnianą anegdotę na spotkania towarzyskie. Wszystkie strony były zadowolone: właściciele szybko sprzedali mieszkanie i wyjechali do Olsztyna, klienci dostali apartament życia za grosze, a Mariola opłaciła rachunki i jeszcze została jej kasa na pączki. Czasem życie w Polsce to taki kabaret, że lepiej by tego nie wymyślił nawet Bareja i czasem największe pomyłki kończą się najlepiej dla wszystkich.

Rate article
Fajna Tajna
Weronika oprowadzała klientów po mieszkaniu i wszystko szło zgodnie z planem, aż do momentu, gdy pojawił się problem z podłogami.