15 września 2025 r.
Dziś znów przeglądam wspomnienia, które wciąż krążą w mojej głowie niczym liście na wietrze nad Wisłą. Zawsze uważałam się za jedną z kotów choć w rzeczywistości byłam prawdziwą suką średniej wielkości, silną jak dąb i z zębami, które aż krokodyl by pozazdrościł. Moja dobroć nie zna granic, a zazdrość to nie mój przywilej.
Moja miłość do kotów nie zajaśniała od razu. Zaczęła się dopiero po półtora miesiąca od narodzin, w dniu, gdy mała Nikola (tak wtedy zwana) siedziała w błotnistym kałuży. Nie ona, lecz wiosenny deszcz zamieszał wodę, a mała suczka z nieznanej rasy wyłykała się jakby cała moc świata miała w gardle, choć sił jej było niewiele. Głuchy świat nie usłyszał jej lamentu jedynie kot Kacper, którego imię w domu brzmi Kuzia, podszedł, usiadł przy brzegu kałuży i przytulił się do jej drżących łapek.
Kuzia zauważył biały nosek na przedniej łapce Nikoli taki sam, jaki miał on sam. Coś mi się wydaje znajome, pomyślał, choć nie miał pojęcia, skąd mogła się wziąć taka córka. Czy wędrowała z Murką? A może z Łączką? Albo z matką Małgorzatą, którą widział w stodole? Kim była jej matka, że porzuciła szczeniaka w kałuży?
Nikola, chwilowo milcząc, poczuła ciepło i współczucie bijące z Kuciego serca. Przerażona myślą, że może go zostawi, ruszyła w jego stronę, lecz potknęła się i znów wpadła do wody, wydając żałosny jęk. Kuzia, najpierw wynioskiem, po chwili jednak przyznał to jego własna córka! Kiedy kiedyś sam potknął się w życiu, rozumie, co to znaczy.
Kot podszedł, ostrożnie przechylił się nad kałużą, pochylił się nad szczeniakiem, ciężko westchnął i chwycił ją za kark. Była to ciężka rola ojca, ale nie zamierzał się wymigać. Jeśli matka ją zostawiła, on jej nie zostawi. “Czy ja naprawdę ojciec?” mruknął w sobie, ale nie zwlekał.
Wtedy poczułam, że jestem pod bezpiecznym skrzydłem. Zamilkłam, rozluźniłam się i zasnęłam, a Kuzia zaniesie mnie do domu.
Gdy kuzynka nasza właścicielka zobaczyła, co przywiózł do podwórka, wykrzyknęła:
Fryc! Idź zobaczyć, nasz kot przyniósł psa! I to takiego pulchnego, silnego! Nasza nowa strażniczka!
Fryc, właściciel Kuciego, przyjął nas z aprobatą, nie zdając sobie sprawy, że Weronika Kuzmińska (ja) nie zamierzała nikogo bronić. Byłam przecież prawdziwą kotką, córką Kuciego jaka ochrona?
Wychowana przez kota, zawsze dbałam o czystość, polowałam na myszy i ptaszki. Próbowałam wspiąć się na drzewo i płot, lecz moja ciężka, krągła pupka nie pozwalała. Dwa lata później przerosłam Kuciego kilka razy, starałam się walczyć z obcymi kotami i psami, lecz on zawsze wtrącał się:
Z obcymi radzę sobie sam, nie dam się popsuć tak pięknej sierści!
Kuzia nie chciał przyznać, że jestem psem, bo wtedy musiałby przyznać, że nie jest moją prawdziwą córką. Ktoś, kto twierdził co innego, spotkałby surową karę.
Pewnej nocy Kuciego nie było w domu. Nigdy wcześniej tak się nie zdarzyło. Czekałam, wpatrywałam się w płot, wciskałam nos w szczelinę, licząc na zapach ojca. Nic nie przychodziło płot był gładki, a mój nos nie wyczuł jego woni. Serce mi waliło jak oszalałe.
Suka biegała po podwórzu, potem usiadła i wyła donośnie.
Nie puśćcie jej! krzyczała właścicielka, popychając męża. Nie pozwoli, by ktoś spał, dopóki Kucio nie wróci. Znajdzie go, a wrócą razem…
Jak wypuszczona strzała, ruszyłam poza ogrodzenie, zamknęłam oczy i wsłuchałam się w siebie. Wewnątrz podpowiedział mi kierunek, a ja, warcząc z niecierpliwości, pobiegłam tam, gdzie kiedyś mnie znalazł kot.
Moje przeczucie się nie myliło. Kucie był dokładnie tam na wilgotnej ziemi, przy kałuży, którą nie tak dawno wyschła. Był poobijany, wyczerpany.
Tato… wymamrotałam, podchodząc ostrożnie, błagając los, by przeżył. Moje zęby nie mogłyby zranić nawet motyla.
Nos wyczuł dwa zapachy mój i jego. Od razu rozpoznałam je na zawsze.
Kuzia! wykrzyknęłam.
Właściciele wzięli go w kołdry, wciągnęli do samochodu i pędzili najszybciej, jak mogli, do najbliższego weterynarza w Poznaniu, najlepszego w okolicy.
A ja? Biegłam za nimi, dopóki auto nie zniknęło z pola widzenia. Upadłam, czekając. Co myślałam? Bałam się, że Kucie już nie wróci. Strach się potwierdził ludzie przyjechali bez niego.
Nie mogłam uwierzyć! Przeszukałam samochód, powąchałam leki i cicho, cicho zapłakałam. Przez trzy dni ledwo jadłam, piłam tylko wodę, a gniew w sercu rosł. Dlaczego obce psy rozszarpały mojego ojca? Moje własne nie skrzywdziłyby go, a ich zapach poznałabym od razu.
Gniew palił mnie od środka, aż nie mogłam się uspokoić. Z trudem zacząłem jeść, nieustannie spoglądając za płot. Weronika Kuzmińska cierpliwie czekała, aż nadejdzie szansa na ucieczkę.
Dwa tygodnie minęły, a wrota otworzyły się szeroko, gdy właściciele pojechali gdzieś. Wyskoczyłam z podwórka, objechałam całą wioskę, szukając obcych psów, których zapach wciąż był w powietrzu. Znalazłam ich przy drodze, jedzących obcego gęsiaka.
Uklękłam, bo Kucie nauczył mnie, że na polowaniu liczy się cisza. Czekać, podkradać się i nagle uderzyć. Jak zawsze czułam się kotką, nie szczekałam bez potrzeby, przemykałam cicho, tłumiąc wewnętrzny rycz.
W końcu nastąpił szybki atak, jak nauczał mnie ojciec. Kości pękały, sierść latała, skóra rozdzierała się pod moimi pazurami i zębami. Walczyłam jak rozgniewany kot, a nie jak pies. Psy wył, ale nie miały szans tak jak w noc, kiedy Kucie nie wrócił.
Wtedy właścicielka objęła mnie mocno, a mąż odganiał podbite psy.
Niko, uspokój się… To one ugryzły Kucia? Dobrze im odpłaciłaś! Pojechaliśmy, a Kucie już w szpitalu kroplówki, leki. Mówiliśmy ci, że jesteś smutna, bo nie słyszysz…
Zawołałam im imię, które rozbrzmiało w mojej pamięci sprzed dwóch lat, i pobiegłam do samochodu. Kucie był surowy, ale gdy wytrząsnął ślinę z mojego futra, mruknął:
Zwariowałaś, walczyłaś sama? Nie mogłaś mnie poczekać?
Potem dumnie dodał:
Nikt nie widział mojej matki… Teraz wszyscy będą wiedzieć, kim jest córka Kuciego! Najlepsza kotka na świecie!
Delikatnie powąchawszy szwy na jego plecach, żałowałam, że zatrzymali mnie tak wcześnie. Kucie miał rację wciąż jestem kotką, a koty potrafią cierpliwie czekać…
Teraz, szczekając ze wzruszenia, liżę swojego ukochanego tatę. Życie nadal rzuca nam kłody, ale wiem, że pod osłoną matki i ojca przetrwam każdą burzę.



