Wczesne odchodzenie 💡

Wcześnie umierać
Kroczył po nocnym mieście, lekko chwiejny po kilku kieliszkach wódki. Dokąd wylądował? Nie obchodziło go to. Miasto było jego, a nogi same zaprowadzą go do domu. Był zajęty ważniejszą sprawą rozmyślał na głos.

Dlaczego, dlaczego mam takie życie? Mam dwadzieścia siedem lat koledzy już z dziećmi w szkole, a wszystkie dziewczyny po miesiącu odchodzą. Czy to wiesz? Czy jestem twardy? Nie, nie jestem twardy A może tak. Tak mieć powinien każdy facet uśmiechnął się Mikołaj. Jedyną rzeczą, którą udało mi się zrobić, jest biznes. Milionerem nie zostanę w najbliższym czasie, ale na przyjemne życie starczy.

Nagle zatrzymał się, chwycił się za głowę, z oczu popłynęły łzy:

Oddałem fortunę temu lekarzowi, a on mówi: Nic nie mogę zrobić. Oto adres jednego warszawskiego eksperta, ale i on nie pomoże. Jutro wyruszę do tego gościa.

Podszedł do mostu i spojrzał na czarną taflę Wisły:

Utopię się? Rzeka jest głęboka wszystko zniknie w wodzie spojrzał jeszcze raz. Nie, nie zamierzam topić się. Jest zimno, a Sokratek (kot) nie będzie miał co jeść. Wracam do domu.

Ruszył wzdłuż mostu, kiedy dostrzegł pośrodku kobietę w młodym wieku, z plecakiem na piersi, w którym siedziało małe dziecko. Stała, patrząc na wodę, po czym podeszła na poręcze, wstała na górną belkę, rozłożyła ręce i Mikołaj rzucił się do niej. Chwycił ją za talię, przycisnął do siebie i razem upadli na kamienną nawierzchnię. Dziecko zapłakało.

Co ty, głupia? krzyknął Mikołaj, błyskawicznie trzeźwiejąc.
Czego chcesz? Dlaczego wchodzisz tam, gdzie nie proszą? ryknęła.

Wydaje mi się, że powinno ci się skończyć wcześnie skinął w stronę płaczącego malucha. A on jeszcze bardziej. Wstań i wracaj do męża albo do mamy! Kto tam jest?

Nie mam domu, męża ani mamy. Nie mam nikogo!

To jeszcze po co się przytulamy położył ją na nogi razem z dzieckiem. Idźmy.

Nie pójdę z tobą. Może jesteś maniakiem!

Topienie się jest zawsze możliwe, proszę! A z maniakiem to straszne? pociągnął za rękę. Idziemy!

***
Szli nocą po mieście, a dziecko wciąż płakało. W końcu Mikołaj nie wytrzymał:

Dlaczego on ciągle płacze?

Czy chce jeść? zapytała kobieta, przyciskając malucha do piersi.

Daj mu mleka.

Nie mam mleka, ani pieniędzy.

I mózgu też nie mam odparł mężczyzna, spoglądając na nocny market. Tam jest mały sklep spożywczy, chodźmy kupić mleko.

***
Kasjerka i ochroniarz spojrzeli podejrzliwie na nocnych klientów. Mikołaj pewnym krokiem wziął koszyk i skinął w stronę towarzyszki:

Chodźmy, odwrócił się do kasjerki. Gdzie jest mleko?

Tutaj wskazała palcem.

Podeszli do ladówki.

Bierz, ile potrzebujesz! rozkazał Mikołaj.

To wzięła jedną paczkę.

Weź więcej. Ile trzeba, tyle weź! poczekał, aż kobieta wsypała produkty do koszyka. Co jeszcze?

Pieluchy.

Pieluchy?

Leżą tam, uśmiechnęła się.

Bierz!

A chusteczki mokre?

Można.

Podeszli do kasy. Mikołaj włożył kartę.

Przyjmujemy tylko gotówkę oznajmił kasjer.

Wyciągnął pognieciony stos dwuset złotych i podał jedną banknotę.

Nie ma reszty, odpowiedział.

Resztę daj na czekoladę, zirytowany wskazał palcem. Tam.

***
Weszli do mieszkania. Kobieta rozejrzała się zaskoczona, a gospodarz zdjął buty i poszedł do lodówki, wyciągnął rybę i podsunął ją pędzącemu kotu, po czym sięgnął po sok i napił się łapczywie. Po napojeniu podszedł do gościa:

Będziesz spał w tym pokoju wskazał. Kuchnia, łazienka, toaleta. Idę spać.

Poszedł do innego pokoju, zatrzymał się i odwrócił:

Jak masz na imię?

Jagoda.

***
Wygląda na to, że nie jestem maniakiem! weszła do kuchni, włączyła gaz, postawiła czajnik. Och, głupia! Prawie się utopiłam! Gdyby nie ten szaleniec, co byśmy my, Romuald i ja, robili nocą na dworze? Zmarzłoby nas. Jutro i tak mnie wygnają. No dobra, przynajmniej dziś będziemy w cieple.

Czajnik zagotował się. Pobiegła do pokoju, który wskazał, położyła płaczącego malucha na łóżku, wyciągnęła z plecaka butelkę i wróciła do kuchni. Umyła, nalała mleka, rozcieńczyła je wodą. Dzieciak wypił wszystko z apetytem i zasnął. Przetrzeć go chusteczką, założyć pieluchę i położyć obok siebie.

Poszła do toalety, umyła się, wróciła do kuchni i nagle przypomniała sobie, że nie jadła od dawna. Otworzyła lodówkę, ręka sama chwyciła plaster wędzonej kiełbasy i wciągnęła go do ust. Pożuwała, odcięła kawałek bułki, kiełbasy i sera.

Kiedy głód ustąpił, poczuła, że nie zachowała się zbyt elegancko. Machnęła ręką, położyła się na łóżku obok syna i od razu zasnęła.

***
Poranek. W nocy kilka razy wstawała, karmiła synka. Ma osiem miesięcy ciągle głodny. Słyszała, jak gospodarz wstaje przy kuchni. Teraz też wstał.

Czas, powiedziała ostrożnie, żeby nie wybudzić chłopca. Dobre rzeczy nie trwają wiecznie.

On coś kombinował przy patelni. Szybko się umyła i weszła do kuchni.

Siadaj! skinął na krzesło. Zaraz zrobię jajecznicę.

Lepiej ty usiądź! lekko popchnęła go od kuchni.

Wyciągnęła świeży koper, drobno posiekała i posypała jajka. Spojrzała uważnie na szklanki, dokładnie je umyła i nalała kawę.

Wciąż rozmawiał przez telefon, rozkazując i kłócąc się z kimś. Jagoda miała wrażenie, że mężczyzna jej nie zauważa. Zjadł, wypił kawę i wstał.

Kobieta napięła się, czekając:

Zaraz mnie wygnają!

Jagodo, słuchaj! Jadę tydzień do Krakowa. Najważniejsze, nakarm kota, ma na imię Sokratek. Nie karm go żadnym Wiskasem! Daj mu świeżą rybę, świeże mięso. Nie wchodź do mojego gabinetu! W innych pokojach rób, co chcesz.

Z sypialni dobiegł płacz. Jagoda podskoczyła z krzesła, spojrzała pytająco na mężczyznę.

Idź! skinął.

Po kilku minutach wróciła z dzieckiem na rękach. Na stole leżały kilka dwuset złotych:

Myślę, że na tydzień starczy, wskazał na pieniądze. Idę.

Zrobił krok w stronę drzwi, a maluch wyciągnął do niego rączki i wymamrotał coś w stylu papa. Mikołajowi serce ścisnęło się dziwnie. Nie będzie ojcem.

Jagodo, mogę go wziąć na ręce? powiedział nieoczekiwanie, prawie sam sobie.

Weź! podała dziecko, a na jej twarzy pojawił się uśmiech. Nigdy nie trzymałeś dziecka?

Tak właśnie trzeba!

Dziecko wydawało dźwięki radości i machało rączkami. Mikołaj patrzył na to z zachwytem.

Nigdy nie będę miał syna zmarszczył brwi i oddał dziecko matce.

I odszedł.

***
Wracał do domu. Ten warszawski ekspert powiedział mu, że nie będzie miał dzieci. Nastrój przygnębiający:

Po co mi tyle pieniędzy, czteropokojowe mieszkanie, Kia? Mężczyzna ma zarabiać dla rodziny. W moim mieszkaniu zawsze bałagan, a w Kia siedem miejsc.

Z ponurą miną wszedł do swojego mieszkania Wokół czysta perfekcja. Na twarzy kobiety nieśmieszny uśmiech winy.

Papa! przed oczami przelotniały małe rączki.

Torba z rzeczami spadła na podłogę, a ręce same sięgnęły po malucha…

Rate article
Fajna Tajna
Wczesne odchodzenie 💡