Wchodząc do mieszkania, Ola zatrzymała się. Przy progu, obok jej i Ivanowych butów, stały eleganckie szpilki – rozpoznała je od razu, należały do siostry Ivana. Dlaczego ona tu przyszła? Ivan przecież nie wspominał o jej wizycie… – Ola, twój znowu wyjechał w delegację? – zagadnął ją kolega, Paweł, kiedy szła w stronę przystanku. – Może wpadniemy do kawiarni? Wypijemy twoje ulubione kakao, pogadamy na spokojnie, bo ostatnio tylko „cześć” i „do zobaczenia”. – Przepraszam, Pawle, dziś nie mogę. Ivan obiecał być wcześniej w domu, mieliśmy wybrać kuchnię – nie skończyliśmy jeszcze urządzać się po remoncie. I do delegacji dawno się nie wybierał. – A w domu zawsze jest punktualnie? – zapytał Paweł z nutą ironii. – Nie zawsze – uśmiechnęła się Ola i pokręciła głową – Teraz bardzo potrzebujemy pieniędzy, więc Ivan zostaje dłużej w pracy. Urządzimy mieszkanie porządnie, to i on będzie mógł być wcześniej w domu. – Rozumiem – uśmiechnął się Paweł i życzywszy jej miłego wieczoru, skręcił w inną stronę. Ola tym razem miała szczęście – autobus podjechał szybko, a zwykle czekała długo. Udało się też wcześniej wyjść z pracy. Siadła na wolnym miejscu przy oknie i zamyśliła się. Przed laty planowała ślub z Pawłem, ale rozstali się niemal bez powodu – sama już nie pamiętała, dlaczego. Szybko na jej drodze pojawił się Ivan – do Urzędu Stanu Cywilnego poszła bardziej z przekory wobec Pawła, żeby pokazać mu, że nie będzie już czekać, nie jest sama. Później Paweł próbował się z nią pogodzić – przepraszał, obiecywał szczęście, wierność i miłość. Ale Ola zachłysnęła się uczuciem do Ivana i uznała, że Pawła nigdy nie kochała. Potem całkiem zniknął z jej myśli, aż niedawno został przeniesiony do jej oddziału z centrali. Udawał, że to miłe i zaskakujące, ale Ola podejrzewała, że mógł się o to sam postarać, gdy dowiedział się, gdzie pracuje. I choć subtelnie mu zazdrościła – pięknie potrafił okazywać uczucia, był prawdziwym romantykiem. Z Ivanem w sumie nie trafiła źle, po prostu ostatnio pracował niemal bez przerwy. Starał się, żeby rodzinie niczego nie brakowało, ale czasu na żonę nie zostawało mu prawie wcale. Znajdowali się w mieszkaniu siostry Ivana. Oksana zaproponowała im lokum do czasu, aż jej dzieci dorosną. Oksana i jej mąż nie mieli problemów finansowych, ona nigdy nie pracowała – inwestowali w nieruchomości, by dzieci kiedyś miały swoje mieszkania. Ivan i Ola zrobili remont według własnego gustu, Oksana pozwoliła – teraz kupowali meble. Ale Ola czasem żałowała – zastanawiała się, czy nie lepiej byłoby wynajmować coś urządzonego, albo przeznaczyć fundusze na wkład do kredytu. Ivan był zachwycony, gdy Oksana zaproponowała im swoje mieszkanie. Ola wysiadła z autobusu, przeszła przez ulicę i ruszyła do domu. Pachniało zapowiadającym się deszczem, lecz nie umiała się tym dzisiaj cieszyć. W głowie kotłowały się myśli. Ile już wynosi ich wspólne mieszkanie? Rok, półtora? Nie pamiętała. Ale dom wciąż wydawał się tymczasowy – remont, urządzanie się, wyczekiwanie na „lepsze jutro”, które jakoś nie nadchodziło. Idąc wolno, oddalała moment wejścia do środka. Drzwi klapnęły znajomo, wchodząc w ciemny korytarz, zaczęła wspinać się na czwarte piętro. Każdy kolejny schodek zwiększał napięcie. Wchodząc do mieszkania, Ola zatrzymała się. Przy progu, obok jej i Ivanowych butów, stały eleganckie szpilki. Rozpoznała je natychmiast – to były buty siostry Ivana, drogie, na wysokiej szpilce. Po co ona tu przyszła? Ivan nie uprzedzał o jej wizycie. Ola już chciała zawołać, że jest w domu, ale coś ją powstrzymało. Instynkt podpowiadał, by nie wchodziła od razu. Zamiast tego nasłuchiwała. — Chcieliśmy z mężem wyjechać, — odezwała się Oksana. — Ale jemu nie udało się wziąć urlopu, więc pomyślałam, że oddam ci te wyjazdowe vouchery. Ale pod jednym warunkiem — jej głos stał się bardziej stanowczy — nie pojedziesz z żoną, a z Wierą. Ola zesztywniała. „Z Wierą?” — Przypomniała sobie, że Ivan wspominał kiedyś to imię, Oksana próbowała go zeswatać ze swoją koleżanką. Ola nie zwróciła na to uwagi, ale teraz gdy usłyszała imię, coś ją ścisnęło w środku. — Nie potrzebuję Wierki — głos Ivana był zirytowany. — Oksano, mówiłem ci już, że jestem z Olą. Mam żonę, mam Olę! Po co znów zaczynasz? Ola odetchnęła z ulgą. Jasne – Oksana po prostu narzuca swoje zdanie, jak zawsze. Już prawie miała wejść do pokoju, gdy Oksana powiedziała znowu: – Przestań, kogo chcesz oszukać? Pamiętam, jak mocno kochałeś Wierę. Nawet ślub planowaliście, tylko potem się obraziłeś o drobiazg. Nie bądź taki uparty, widzę, że Ola nie jest ci przeznaczona. Wiera – to co innego. Ola znieruchomiała, próbując zrozumieć sens. Kochał? Miał się z nią żenić? A jej mówił, że Wiera go nie interesuje… Wpatrywała się w podłogę, próbując utrzymać emocje na wodzy, ale słowa Oksany nie dawały jej spokoju. – I co z tego? – stęknął Ivan, w głosie zabrzmiała złość i… niepewność? – To już przeszłość. Zgadzam się, było, ale minęło. Kocham żonę. – Pokochasz? Daj spokój, Ivan – nie ustępowała Oksana. – Wiemy oboje, że ożeniłeś się z Olą tylko po to, żeby wzbudzić w Wierze zazdrość. A potem, gdy Wiera wróciła, prosiła o wybaczenie, ciebie już interesowało tylko pokazać jej, że potrafisz być z kimś innym. Ola poczuła się nieswojo. Zemsta? Ślub tylko po to, by komuś coś udowodnić? Nagle poczuła ciężar. Przypomniała sobie, jak sama śpieszyła się ze ślubem z Ivanem zaraz po rozstaniu z Pawłem. Nawet jeśli motywy były podobne… Teraz liczy się to, że się naprawdę kochają. Prawda? Ola z zapartym tchem czekała, co powie Ivan. — Było, minęło, — powiedział Ivan. — Teraz mam zobowiązania wobec żony. — Jakie zobowiązania? — prychnęła Oksana. — Dzieci nie zdążyliście urodzić, i dobrze! Pamiętaj, gdzie mieszkasz – u mnie, a z Olą zawsze będziecie się tułać. Wiera dostała niedawno nowe trzy pokoje od rodziców, wygodne i przestronne… I ona ciągle na ciebie czeka. Ola przywarła do zimnej ściany, czując rosnące emocje. Jak Oksana może mówić takie rzeczy? Ale jeszcze bardziej ciekawiło ją, co powie Ivan. — Oksano, daj spokój, — zaczął Ivan, już zdecydowanie mniej pewny siebie. — Mieszkanie to nie najważniejsze. Na razie jest gdzie mieszkać, potem kupimy własne. Oksana nie ustępowała: — Ty po prostu boisz się zmian. Wiera była dla ciebie najważniejsza, tylko żal cię zżera, ale jeszcze nie jest za późno. Z Wierą czeka cię dom i stabilność. Z Olą nigdy nie będziesz naprawdę szczęśliwy! — Poza tym, — dodała z zadowoleniem. — Mieszkanie z Olą dobiega końca – mam już własne plany na to lokum, niedługo będziecie musieli się wyprowadzić. — A sama Wiera wie, co się tu dzieje? — niespodziewanie spytał Ivan. — Oczywiście, że wie! — pospiesznie odpowiedziała Oksana. — Sama mnie o to prosiła. Ona wie, że ciągle ją kochasz. Cała akcja z wyjazdem to jej pomysł. Zaległa cisza. Ola poczuła chaos w środku – czemu Ivan milczy? Czy rzeczywiście poważnie rozważa propozycję siostry? — Co powiem Oli? – odezwał się po chwili cicho. — Powiesz, że pomagasz mi na działce – właśnie zaczęłam remont. Sami pojedźcie z Wierą nad morze. Po prostu. Ola nie mogła tego więcej słuchać. Wymknęła się cicho z mieszkania i ruszyła przed siebie. Nogi zaniosły ją do przytulnej kawiarni – prawie pustej, cicho grała muzyka, za oknem padał zmierzchający deszcz. Zmęczona i zagubiona, zamówiła kakao z wanilią. W głowie latały urywki rozmowy z mieszkania – nie mogła ich odpędzić. Wciąż myślała o tym, jak Ivan mógł tyle przed nią ukrywać? Jak mógł nie powiedzieć, że planował ślub z inną, i to koleżanką siostry? Ola czuła się zdradzona, ale mocniej bolała ją myśl: czy jej własne małżeństwo stało się dla Ivana sposobem na zemstę? Myślała, że wybrał ją z miłości, tymczasem motywy były zupełnie inne. Choć i ona podobnie postąpiła – lecz nawet do kawy z Pawłem nie chciała pójść. Ona pokochała Ivana naprawdę. Na zewnątrz zapadła noc, Ola wciąż siedziała w kawiarni, nie tknęła nawet swojego kakao. Czas się zatrzymał. Ivan nie zadzwonił, nie pytał, gdzie jest. „Pewnie szykuje się do wyjazdu z Wierą nad morze… i nawet nie myśli o mnie” – pomyślała z goryczą. Sięgnęła po telefon, ale był rozładowany. Ola westchnęła ciężko – dłużej odwlekać się nie da. Porę wracać do domu. Zbierając się w sobie, założyła płaszcz i wyszła w chłodny wieczór. Idąc, z każdym krokiem utwierdzała się w przekonaniu, że jej związek z Ivanem dobiega końca. Rozstanie wydawało się nieuniknione. Pod domem poczuła jeszcze większą ciężkość. Powolnym ruchem otworzyła drzwi. Witała ją cisza. Pośrodku pokoju stały torby – Ivan pakował swoje rzeczy. „No tak, szykuje się do wyjazdu” – pomyślała. — Co robisz? — spytała, choć znała odpowiedź – miał przecież jechać do Oksany na działkę. Ale Ivan powiedział coś innego: — Ola, wyprowadzamy się. Znalazłem nowe mieszkanie. Tymczasowe, potem pomyślimy o kredycie. — Przerwał, spojrzał jej w oczy, jakby zobaczył coś nowego. — Czemu się spóźniłaś? Próbowałem pół wieczoru się dodzwonić, twój telefon nie działał. Też wzięłaś kolejną pracę? Ola nie mogła uwierzyć własnym uszom. Wszystko, co chciała mu powiedzieć, nagle straciło sens. Przytaknęła, nie wiedząc, co robić. – Wyprowadzamy się? – powtórzyła cicho, nie rozumiejąc do końca. Ivan wyczuł jej niepewność i podszedł bliżej. – Pokłóciłem się z Oksaną – westchnął. – Wystarczy, nie chcę już od niej zależeć. Potrzebujemy swojego kąta. Ola poczuła, jak ciało się rozluźnia – ale to nie koniec. Ivan przysiadł na brzegu kanapy, gestem zaprosił ją obok i krótko opowiedział o całej rozmowie z Oksaną. – Powinienem był powiedzieć ci wcześniej – dodał cicho. – Faktycznie, miałem romans z Wierą. Ożeniłem się z tobą, żeby się jej odpłacić. Ale, Olu, to już przeszłość. Jesteś jedyna, którą kocham naprawdę, nie chcę cię stracić. Ola słuchała go, czując rosnące ukojenie. Została skrawek żalu po niedomówieniach, ale ważne, że mogli w końcu otwarcie rozmawiać. – Przepraszam, że nie powiedziałem ci wcześniej – dodał, spuszczając głowę. – Bałem się, że to będzie nie na miejscu. Potem po prostu nie chciałem już do tego wracać. Ola westchnęła, łzy napłynęły jej do oczu – ale były to łzy ulgi. – Dobrze – wyszeptała – to już przeszłość. Powiedziałeś, że masz mieszkanie? — Tak — potwierdził Ivan. — Tymczasowe, ale potem będzie nasze własne. Z dala od Oksany, bez jej narzucania się. Damy radę, obiecuję. Kiedyś kupimy na kredyt i będzie tak, jak trzeba. Ola kiwnęła głową. Czuła, że to właściwa decyzja. Wreszcie będą żyć dla siebie, bez cudzych planów i rad. — To co – uśmiechnął się Ivan – Zbieramy się? Ola tylko przytaknęła. Teraz zostaje im uwierzyć, że ich życie naprawdę rusza nową drogą – i przeszłość można już zostawić za sobą.

Wchodząc do mieszkania, Olga zatrzymała się w progu. Obok jej i Januszowego obuwia stały starannie ustawione szpilki ekskluzywne, na wysokim obcasie. Rozpoznała je natychmiast należały do siostry Janusza, Małgorzaty. Po co ona tu przyszła? Olga nie przypominała sobie, by Janusz uprzedzał ją o wizycie siostry.

Olga, twój mąż znowu w delegacji? Dobiegł ją głos Pawła, kolegi z pracy, kiedy szła w stronę przystanku autobusowego. Może wpadniemy do kawiarni? Napijesz się swojego ulubionego kakao, pogadamy trochę, bo ostatnio wiecznie w biegu dzień dobry i do widzenia.

Przepraszam, Paweł, dziś nie mogę. Janusz obiecał, że wróci wcześniej i mieliśmy zdecydować w sprawie kuchni, bo po remoncie jeszcze się nie urządziliśmy. A poza tym, już dawno nie był w delegacji.

A w domu zawsze jest na czas? rzucił Paweł z lekką ironią w głosie.

Niekoniecznie uśmiechnęła się Olga, kręcąc głową. Bardzo potrzebujemy teraz pieniędzy, więc Janusz zostaje dłużej w pracy. Jak już kupimy wszystkie meble, to będzie wracał punktualnie.

Jasne odparł Paweł ze słabym uśmiechem, życzył jej miłego wieczoru i skręcił w inną uliczkę.

Olga miała dziś szczęście autobus podjechał szybko, choć zwykle czekała długo. Skorzystała też z tego, że wyszła z pracy wcześniej. Zajęła miejsce przy oknie i zapadła się w myślach.

Kiedyś z Pawłem planowali ślub, ale rozstali się głupio, bez konkretnej przyczyny. Zaraz potem pojawił się Janusz, z którym poszła do urzędu stanu cywilnego po części by udowodnić Pawłowi, że nie została sama, że on ma czego żałować.

Później Paweł próbował się z nią pojednać przepraszał, przysięgał, że uczyni ją szczęśliwą, nigdy nie zrani, będzie wierny. Ale Olga była już pochłonięta nową relacją z Januszem. Uznała, że Pawła nigdy nie kochała, tylko jej się tak wydawało.

Z czasem przestała o nim pamiętać, aż niedawno został przeniesiony z centrali do jej oddziału.

Udawał, że cieszy się z przypadkowego spotkania, a Olga miała wrażenie, że zrobił to z premedytacją, wiedząc, że tu pracuje. Choć była to miła odmiana, pewien rodzaj satysfakcji Paweł był wciąż sam i traktował ją z dawną czułością.

W głębi duszy chciała mu szczęścia i trochę nawet zazdrościła przyszłej żonie za umiejętność Pawła bycia prawdziwym romantykiem.

Sama nie mogła powiedzieć, że nie ma szczęścia w małżeństwie. Po prostu Janusz ostatnio dużo pracował, starał się dla ich wspólnego dobra, by niczego im nie brakowało, by mieli wygodne życie. Tylko na nią brakowało mu czasu.

Mieszkali w mieszkaniu Małgorzaty. Dała im je do dyspozycji, póki jej dzieci są jeszcze małe.

Małgorzata nigdy nie martwiła się o pieniądze, sama nie pracowała nawet jednego dnia. Wynajmować mieszkania nie musiała, traktowała je jako inwestycję dla dzieci na przyszłość.

Janusz i Olga zrobili remont według swoich upodobań Małgorzata im pozwoliła, teraz kupowali meble. Często Olga myślała, że może lepiej byłoby wynajmować wykończone mieszkanie.

Ile pieniędzy już włożyli w ten lokal! Wystarczyłoby na kilka lat wynajmu albo wkład własny do kredytu hipotecznego. Ale Janusz był zachwycony, gdy siostra zaproponowała im to mieszkanie.

Olga wysiadła z autobusu, przeszła przez ulicę i szybkim krokiem skierowała się do kamienicy. W powietrzu czuło się zapach nadchodzącego deszczu, lecz teraz nie była gotowa cieszyć się chłodem i świeżością.

W jej głowie kłębiły się nieuchwytne myśli. Ile to już lat, odkąd z Januszem zamieszkali tutaj? Rok? Dwa?

Nie mogła sobie przypomnieć, ale jedno było pewne dom nadal wydawał się tymczasowy, przez co nie czuła się w pełni spokojna. Remonty, urządzanie się ciągle czekała na coś lepszego, jakby prawdziwe życie miało się zacząć później. Kiedy? Nie wiadomo.

Zorientowała się, że idzie powoli, przeciągając moment wejścia do mieszkania. Drzwi klatki zaskrzypiały, wpuszczając ją do ciemnego korytarza. Weszła na czwarte piętro.

Schody mijały jeden za drugim, a napięcie narastało.

Wchodząc do mieszkania, zamarła. Obok jej i Januszowego obuwia stały eleganckie szpilki Małgorzaty.

Rozpoznała je natychmiast. Po co ona tu? Olga nie pamiętała, by Janusz wspominał o wizycie siostry.

Już miała zawołać, że jest w domu, lecz coś ją powstrzymało. Intuicja podpowiadała, by chwilę poczekać, więc znieruchomiała, wsłuchując się w rozmowę z salonu.

Z mężem chciałam wyjechać na urlop, zabrzmiał głos Małgorzaty ale nie udało mu się załatwić wolnego, więc pomyślałam, że dam ci te bilety. Ale pod jednym warunkiem, jej głos nabrał twardości pojedziesz nie z żoną, tylko z Weroniką.

Olga znieruchomiała. Z Weroniką? Przypomniała sobie, że Janusz kiedyś wspominał to imię mówił, że Małgorzata próbowała zeswatać go z przyjaciółką.

Wtedy nie przywiązywała do tego wagi, lecz teraz wszystko ją zaniepokoiło.

Nie chcę Weroniki, Janusz odezwał się z irytacją. Mówiłem ci już nie raz, że jestem z Olgą. Kocham Olgę! Czemu znowu do tego wracasz?

Olga odetchnęła z ulgą. Wszystko jasne Małgorzata jak zwykle próbuje postawić na swoim. Już miała wejść do salonu i ogłosić swój powrót, gdy usłyszała znów głos siostry.

Nie udawaj! Pamiętam, jak kochałeś Weronikę. Mieliście się pobrać, a potem obraziłeś się przez drobiazg. Nie udawaj upartego, Olga nie jest dla ciebie odpowiednia. Weronika to co innego.

Olga zamarła, próbując pojąc usłyszane słowa. Kochał? Planował ślub? A jej mówił, że Weronika nic nie znaczy. Olga wpatrywała się w podłogę, próbując się opanować, ale słowa Małgorzaty dawały się jej we znaki.

A co z tego? odpowiedział Janusz, a w jego głosie pobrzmiewał niepokój. To przeszłość. Tak, było, nie zaprzeczam, ale już nie ma znaczenia. Kocham Olgę.

Kochasz? Daj spokój, Janusz. Przecież oboje wiemy, że wziąłeś Olgę tylko po tym, jak Weronika wyjechała do innego. A kiedy Weronika chciała wrócić, błagała i przepraszała, to ty na złość ożeniłeś się z Olgą.

Serce Olgi ścisnęło się z bólu. Zemsta? Czy naprawdę Janusz ożenił się tylko z nią, by pokazać coś Weronice? Nagle poczuła się bezsilna. Przypomniała sobie, jak sama pospiesznie wyszła za mąż po rozstaniu z Pawłem.

Nawet jeśli na początku ich motywacje były podobne, co z tego? Teraz przecież wzajemnie się kochali. Prawda? Olga wstrzymała oddech, czekając w napięciu na dalsze słowa męża.

Przeszłość minęła, powiedział Janusz. Teraz jestem żonaty i mam obowiązki wobec Olgi.

Jakie obowiązki? Małgorzata parsknęła. Dobrze, że dzieci jeszcze nie macie. Mam nadzieję, że pamiętasz, w czyim mieszkaniu żyjesz? Z Olgą ciągle będziecie się tułać. A Weronika właśnie dostała od rodziców nowe, trzy pokojowe mieszkanie na Mokotowie Ona cię ciągle kocha, czeka, aż zmądrzejesz.

Olga oparła się o zimną ścianę, czując, że jej świat się rozpada. Jak Małgorzata może mówić takie rzeczy? Ale jeszcze bardziej bolało ją to, co powie teraz Janusz. Wstrzymała oddech, wsłuchując się w ciszę, czekając na jego odpowiedź.

Małgośka, przestań, odezwał się Janusz już mniej pewnym tonem. Mieszkanie to nie wszystko. Teraz mamy dach nad głową, później sami coś kupimy.

Ale Małgorzata nie odpuszczała:

Po prostu boisz się zmian. Weronika była dla ciebie zawsze lepsza, tylko obraza cię trzyma, ale można to jeszcze naprawić. Z Weroniką będziesz mieć dom, spokój, wszystko, co ci się należy. Z Olgą nigdy nie zaznasz szczęścia.

Poza tym, ciągnęła Małgorzata nie mogę wam ciągle udostępniać tego mieszkania. Mam własne plany i niedługo będziecie musieli się wynieść.

A Weronika wie o tym pomyśle? zapytał nagle Janusz.

Oczywiście! odparła szybko Małgorzata. Mało tego, sama o wszystko poprosiła. Wie, że ją wciąż kochasz. To jej pomysł z tymi biletami, prosiła, żebym pomogła.

Zapadła cisza. Olga poczuła, że jej życie wiruje. Czemu Janusz milczy? Czy naprawdę rozważa propozycję siostry?

A co powiem Oldze? szepnął wreszcie.

Powiesz, że pomagasz mi na działce. Akurat planuję remont odrzekła Małgorzata, jakby to było najprostsze. A sam z Weroniką wyjedziesz nad morze. Wszystko układa się idealnie.

Olgę zalała fala rozpaczy. Nie mogła już tego słuchać. Wymknęła się cicho z mieszkania i szybkim krokiem poszła w przeciwną stronę.

Sama nie zauważyła, jak trafiła do małej, cichej kawiarni na Powiślu. W półmroku rozbrzmiewała spokojna muzyka, za oknem ciemniało. Zmęczona i rozbita, usiadła przy oknie i zamówiła kakao waniliowe. Myśli nie pozwalały jej się skupić strzępy rozmowy słyszanej w domu wracały raz po raz.

Odtwarzała w głowie słowa Małgorzaty, próbując zrozumieć, jak to możliwe jak Janusz mógł ją tak długo okłamywać, ukrywać dawną relację? Czy jej małżeństwo było tylko rewanżem za Weronikę? Była przekonana, że Janusz wybrał ją z serca, a jednak… Za tym stały inne powody. Tyle że ona sama odmawiała nawet spotkań z Pawłem w kawiarni, nie mówiąc o wspólnym wyjeździe! Męża pokochała szczerze i na zawsze.

Na zewnątrz zapadła noc, a Olga wciąż siedziała przy oknie, patrząc na światła odbijające się w deszczu spływającym po szybie. Nie dotknęła nawet kakao. Czas się zatrzymał.

Janusz nawet nie zadzwonił, nie zapytał, gdzie jest. Pewnie planuje wyjazd z Weroniką nad morze, pomyślała gorzko, Jemu obojętne, co ze mną.

Sięgnęła po telefon, by spojrzeć na godzinę. Okazało się, że jej komórka się rozładowała.

Olga westchnęła ciężko, podjęła decyzję dość odwlekania, czas wracać do domu. Zbierając całą siłę w sobie, wstała, zarzuciła płaszcz i wyszła w zimny, wieczorny wiatr, pozwalając, by przeniknął jej myśli. Wracała powoli, przekonując się w duchu, że to koniec jej małżeństwa z Januszem. Rozstanie wydawało się nieuniknione, próbowała się z tym oswoić.

Gdy doszła pod kamienicę, poczuła jeszcze większy ciężar na sercu. Wspięła się po schodach, przekręciła klucz w zamku i weszła do cichego mieszkania. Panowała dziwna cisza żadnych dźwięków telewizora czy kuchni. Zobaczyła walizki stojące na środku pokoju. Janusz pakował swoje rzeczy.

A więc jednak, pomyślała. Szykuje się do wyjazdu.

Co robisz? zapytała automatycznie, chociaż wiedziała już odpowiedź zaraz powie, że jedzie do siostry na działkę. Tymczasem usłyszała coś zupełnie innego:

Olga, wyprowadzamy się stąd. Znalazłem już mieszkanie do wynajęcia. Póki co, potem spróbujemy o kredyt powiedział, zatrzymał się i spojrzał jej w oczy. Czemu tak długo cię nie było? Próbowałem się dodzwonić cały wieczór, telefon wyłączony. Też dorabiałaś?

Olga była w szoku. Wszystko, co zamierzała powiedzieć, straciło sens. Kiwnęła głową, nie wiedząc, jak się zachować.

Wyprowadzamy się? powtórzyła cicho, nie pojmując jeszcze całej sytuacji.

Janusz dostrzegł jej zagubienie, podszedł bliżej, chcąc wyjaśnić:

Pokłóciłem się z Małgorzatą, westchnął. I zdecydowałem dość tego. Nie chcę więcej od niej zależeć. Potrzebujemy własnego kąta.

Tension w ciele Olgi nieco opadło, ale to nie był koniec. Janusz przez chwilę milczał, potem głęboko westchnął i usiadł na sofie, gestem zaprosił ją obok siebie. Gdy usiadła, opowiedział jej o rozmowie z siostrą.

Powinienem powiedzieć ci to wcześniej, powiedział cicho. Rzeczywiście miałem romans z Weroniką. Tak, ożeniłem się z tobą ze złości. Ale, Olgo, teraz wszystko się skończyło. Jesteś jedyną, którą naprawdę kocham. Nie chcę cię stracić.

Olga słuchała, a w jej sercu pojawiła się iskra ulgi. Oczywiście, ból i rozczarowanie pozostały, ale najważniejsze było, że mogli wreszcie otwarcie rozmawiać.

Wybacz, że tak długo milczałem dodał Janusz, spuszczając wzrok. Kiedy powiedziałaś o Pawle, nie chciałem już wracać do przeszłości. Potem zabrakło mi odwagi.

Olga westchnęła, czując łzy pod powiekami. Ale były to łzy ulgi.

Dobrze, wydusiła. Co było, minęło. Wynająłeś mieszkanie?

Tak przytaknął Janusz. Na razie tymczasowe, ale będziemy mieli swój kąt. Bez Małgorzaty i jej wtrącania się. Dasz radę, obiecuję. Potem weźmiemy kredyt, założymy wszystko po swojemu.

Olga skinęła głową. Czuła, że to właśnie ich droga. W końcu będą żyć dla siebie, bez cudzych planów i rad, które nie zawsze były dla nich dobre.

To jak, uśmiechnął się Janusz zbieramy się?

Olga potwierdziła delikatnym ruchem głowy, nie umiejąc wypowiedzieć ani jednego słowa. Wszystko, co miała przed sobą to nadzieja, że teraz ich życie naprawdę ruszy nową ścieżką, bez ciężaru dawnych krzywd, których nie warto już roztrząsać.

Rate article
Fajna Tajna
Wchodząc do mieszkania, Ola zatrzymała się. Przy progu, obok jej i Ivanowych butów, stały eleganckie szpilki – rozpoznała je od razu, należały do siostry Ivana. Dlaczego ona tu przyszła? Ivan przecież nie wspominał o jej wizycie… – Ola, twój znowu wyjechał w delegację? – zagadnął ją kolega, Paweł, kiedy szła w stronę przystanku. – Może wpadniemy do kawiarni? Wypijemy twoje ulubione kakao, pogadamy na spokojnie, bo ostatnio tylko „cześć” i „do zobaczenia”. – Przepraszam, Pawle, dziś nie mogę. Ivan obiecał być wcześniej w domu, mieliśmy wybrać kuchnię – nie skończyliśmy jeszcze urządzać się po remoncie. I do delegacji dawno się nie wybierał. – A w domu zawsze jest punktualnie? – zapytał Paweł z nutą ironii. – Nie zawsze – uśmiechnęła się Ola i pokręciła głową – Teraz bardzo potrzebujemy pieniędzy, więc Ivan zostaje dłużej w pracy. Urządzimy mieszkanie porządnie, to i on będzie mógł być wcześniej w domu. – Rozumiem – uśmiechnął się Paweł i życzywszy jej miłego wieczoru, skręcił w inną stronę. Ola tym razem miała szczęście – autobus podjechał szybko, a zwykle czekała długo. Udało się też wcześniej wyjść z pracy. Siadła na wolnym miejscu przy oknie i zamyśliła się. Przed laty planowała ślub z Pawłem, ale rozstali się niemal bez powodu – sama już nie pamiętała, dlaczego. Szybko na jej drodze pojawił się Ivan – do Urzędu Stanu Cywilnego poszła bardziej z przekory wobec Pawła, żeby pokazać mu, że nie będzie już czekać, nie jest sama. Później Paweł próbował się z nią pogodzić – przepraszał, obiecywał szczęście, wierność i miłość. Ale Ola zachłysnęła się uczuciem do Ivana i uznała, że Pawła nigdy nie kochała. Potem całkiem zniknął z jej myśli, aż niedawno został przeniesiony do jej oddziału z centrali. Udawał, że to miłe i zaskakujące, ale Ola podejrzewała, że mógł się o to sam postarać, gdy dowiedział się, gdzie pracuje. I choć subtelnie mu zazdrościła – pięknie potrafił okazywać uczucia, był prawdziwym romantykiem. Z Ivanem w sumie nie trafiła źle, po prostu ostatnio pracował niemal bez przerwy. Starał się, żeby rodzinie niczego nie brakowało, ale czasu na żonę nie zostawało mu prawie wcale. Znajdowali się w mieszkaniu siostry Ivana. Oksana zaproponowała im lokum do czasu, aż jej dzieci dorosną. Oksana i jej mąż nie mieli problemów finansowych, ona nigdy nie pracowała – inwestowali w nieruchomości, by dzieci kiedyś miały swoje mieszkania. Ivan i Ola zrobili remont według własnego gustu, Oksana pozwoliła – teraz kupowali meble. Ale Ola czasem żałowała – zastanawiała się, czy nie lepiej byłoby wynajmować coś urządzonego, albo przeznaczyć fundusze na wkład do kredytu. Ivan był zachwycony, gdy Oksana zaproponowała im swoje mieszkanie. Ola wysiadła z autobusu, przeszła przez ulicę i ruszyła do domu. Pachniało zapowiadającym się deszczem, lecz nie umiała się tym dzisiaj cieszyć. W głowie kotłowały się myśli. Ile już wynosi ich wspólne mieszkanie? Rok, półtora? Nie pamiętała. Ale dom wciąż wydawał się tymczasowy – remont, urządzanie się, wyczekiwanie na „lepsze jutro”, które jakoś nie nadchodziło. Idąc wolno, oddalała moment wejścia do środka. Drzwi klapnęły znajomo, wchodząc w ciemny korytarz, zaczęła wspinać się na czwarte piętro. Każdy kolejny schodek zwiększał napięcie. Wchodząc do mieszkania, Ola zatrzymała się. Przy progu, obok jej i Ivanowych butów, stały eleganckie szpilki. Rozpoznała je natychmiast – to były buty siostry Ivana, drogie, na wysokiej szpilce. Po co ona tu przyszła? Ivan nie uprzedzał o jej wizycie. Ola już chciała zawołać, że jest w domu, ale coś ją powstrzymało. Instynkt podpowiadał, by nie wchodziła od razu. Zamiast tego nasłuchiwała. — Chcieliśmy z mężem wyjechać, — odezwała się Oksana. — Ale jemu nie udało się wziąć urlopu, więc pomyślałam, że oddam ci te wyjazdowe vouchery. Ale pod jednym warunkiem — jej głos stał się bardziej stanowczy — nie pojedziesz z żoną, a z Wierą. Ola zesztywniała. „Z Wierą?” — Przypomniała sobie, że Ivan wspominał kiedyś to imię, Oksana próbowała go zeswatać ze swoją koleżanką. Ola nie zwróciła na to uwagi, ale teraz gdy usłyszała imię, coś ją ścisnęło w środku. — Nie potrzebuję Wierki — głos Ivana był zirytowany. — Oksano, mówiłem ci już, że jestem z Olą. Mam żonę, mam Olę! Po co znów zaczynasz? Ola odetchnęła z ulgą. Jasne – Oksana po prostu narzuca swoje zdanie, jak zawsze. Już prawie miała wejść do pokoju, gdy Oksana powiedziała znowu: – Przestań, kogo chcesz oszukać? Pamiętam, jak mocno kochałeś Wierę. Nawet ślub planowaliście, tylko potem się obraziłeś o drobiazg. Nie bądź taki uparty, widzę, że Ola nie jest ci przeznaczona. Wiera – to co innego. Ola znieruchomiała, próbując zrozumieć sens. Kochał? Miał się z nią żenić? A jej mówił, że Wiera go nie interesuje… Wpatrywała się w podłogę, próbując utrzymać emocje na wodzy, ale słowa Oksany nie dawały jej spokoju. – I co z tego? – stęknął Ivan, w głosie zabrzmiała złość i… niepewność? – To już przeszłość. Zgadzam się, było, ale minęło. Kocham żonę. – Pokochasz? Daj spokój, Ivan – nie ustępowała Oksana. – Wiemy oboje, że ożeniłeś się z Olą tylko po to, żeby wzbudzić w Wierze zazdrość. A potem, gdy Wiera wróciła, prosiła o wybaczenie, ciebie już interesowało tylko pokazać jej, że potrafisz być z kimś innym. Ola poczuła się nieswojo. Zemsta? Ślub tylko po to, by komuś coś udowodnić? Nagle poczuła ciężar. Przypomniała sobie, jak sama śpieszyła się ze ślubem z Ivanem zaraz po rozstaniu z Pawłem. Nawet jeśli motywy były podobne… Teraz liczy się to, że się naprawdę kochają. Prawda? Ola z zapartym tchem czekała, co powie Ivan. — Było, minęło, — powiedział Ivan. — Teraz mam zobowiązania wobec żony. — Jakie zobowiązania? — prychnęła Oksana. — Dzieci nie zdążyliście urodzić, i dobrze! Pamiętaj, gdzie mieszkasz – u mnie, a z Olą zawsze będziecie się tułać. Wiera dostała niedawno nowe trzy pokoje od rodziców, wygodne i przestronne… I ona ciągle na ciebie czeka. Ola przywarła do zimnej ściany, czując rosnące emocje. Jak Oksana może mówić takie rzeczy? Ale jeszcze bardziej ciekawiło ją, co powie Ivan. — Oksano, daj spokój, — zaczął Ivan, już zdecydowanie mniej pewny siebie. — Mieszkanie to nie najważniejsze. Na razie jest gdzie mieszkać, potem kupimy własne. Oksana nie ustępowała: — Ty po prostu boisz się zmian. Wiera była dla ciebie najważniejsza, tylko żal cię zżera, ale jeszcze nie jest za późno. Z Wierą czeka cię dom i stabilność. Z Olą nigdy nie będziesz naprawdę szczęśliwy! — Poza tym, — dodała z zadowoleniem. — Mieszkanie z Olą dobiega końca – mam już własne plany na to lokum, niedługo będziecie musieli się wyprowadzić. — A sama Wiera wie, co się tu dzieje? — niespodziewanie spytał Ivan. — Oczywiście, że wie! — pospiesznie odpowiedziała Oksana. — Sama mnie o to prosiła. Ona wie, że ciągle ją kochasz. Cała akcja z wyjazdem to jej pomysł. Zaległa cisza. Ola poczuła chaos w środku – czemu Ivan milczy? Czy rzeczywiście poważnie rozważa propozycję siostry? — Co powiem Oli? – odezwał się po chwili cicho. — Powiesz, że pomagasz mi na działce – właśnie zaczęłam remont. Sami pojedźcie z Wierą nad morze. Po prostu. Ola nie mogła tego więcej słuchać. Wymknęła się cicho z mieszkania i ruszyła przed siebie. Nogi zaniosły ją do przytulnej kawiarni – prawie pustej, cicho grała muzyka, za oknem padał zmierzchający deszcz. Zmęczona i zagubiona, zamówiła kakao z wanilią. W głowie latały urywki rozmowy z mieszkania – nie mogła ich odpędzić. Wciąż myślała o tym, jak Ivan mógł tyle przed nią ukrywać? Jak mógł nie powiedzieć, że planował ślub z inną, i to koleżanką siostry? Ola czuła się zdradzona, ale mocniej bolała ją myśl: czy jej własne małżeństwo stało się dla Ivana sposobem na zemstę? Myślała, że wybrał ją z miłości, tymczasem motywy były zupełnie inne. Choć i ona podobnie postąpiła – lecz nawet do kawy z Pawłem nie chciała pójść. Ona pokochała Ivana naprawdę. Na zewnątrz zapadła noc, Ola wciąż siedziała w kawiarni, nie tknęła nawet swojego kakao. Czas się zatrzymał. Ivan nie zadzwonił, nie pytał, gdzie jest. „Pewnie szykuje się do wyjazdu z Wierą nad morze… i nawet nie myśli o mnie” – pomyślała z goryczą. Sięgnęła po telefon, ale był rozładowany. Ola westchnęła ciężko – dłużej odwlekać się nie da. Porę wracać do domu. Zbierając się w sobie, założyła płaszcz i wyszła w chłodny wieczór. Idąc, z każdym krokiem utwierdzała się w przekonaniu, że jej związek z Ivanem dobiega końca. Rozstanie wydawało się nieuniknione. Pod domem poczuła jeszcze większą ciężkość. Powolnym ruchem otworzyła drzwi. Witała ją cisza. Pośrodku pokoju stały torby – Ivan pakował swoje rzeczy. „No tak, szykuje się do wyjazdu” – pomyślała. — Co robisz? — spytała, choć znała odpowiedź – miał przecież jechać do Oksany na działkę. Ale Ivan powiedział coś innego: — Ola, wyprowadzamy się. Znalazłem nowe mieszkanie. Tymczasowe, potem pomyślimy o kredycie. — Przerwał, spojrzał jej w oczy, jakby zobaczył coś nowego. — Czemu się spóźniłaś? Próbowałem pół wieczoru się dodzwonić, twój telefon nie działał. Też wzięłaś kolejną pracę? Ola nie mogła uwierzyć własnym uszom. Wszystko, co chciała mu powiedzieć, nagle straciło sens. Przytaknęła, nie wiedząc, co robić. – Wyprowadzamy się? – powtórzyła cicho, nie rozumiejąc do końca. Ivan wyczuł jej niepewność i podszedł bliżej. – Pokłóciłem się z Oksaną – westchnął. – Wystarczy, nie chcę już od niej zależeć. Potrzebujemy swojego kąta. Ola poczuła, jak ciało się rozluźnia – ale to nie koniec. Ivan przysiadł na brzegu kanapy, gestem zaprosił ją obok i krótko opowiedział o całej rozmowie z Oksaną. – Powinienem był powiedzieć ci wcześniej – dodał cicho. – Faktycznie, miałem romans z Wierą. Ożeniłem się z tobą, żeby się jej odpłacić. Ale, Olu, to już przeszłość. Jesteś jedyna, którą kocham naprawdę, nie chcę cię stracić. Ola słuchała go, czując rosnące ukojenie. Została skrawek żalu po niedomówieniach, ale ważne, że mogli w końcu otwarcie rozmawiać. – Przepraszam, że nie powiedziałem ci wcześniej – dodał, spuszczając głowę. – Bałem się, że to będzie nie na miejscu. Potem po prostu nie chciałem już do tego wracać. Ola westchnęła, łzy napłynęły jej do oczu – ale były to łzy ulgi. – Dobrze – wyszeptała – to już przeszłość. Powiedziałeś, że masz mieszkanie? — Tak — potwierdził Ivan. — Tymczasowe, ale potem będzie nasze własne. Z dala od Oksany, bez jej narzucania się. Damy radę, obiecuję. Kiedyś kupimy na kredyt i będzie tak, jak trzeba. Ola kiwnęła głową. Czuła, że to właściwa decyzja. Wreszcie będą żyć dla siebie, bez cudzych planów i rad. — To co – uśmiechnął się Ivan – Zbieramy się? Ola tylko przytaknęła. Teraz zostaje im uwierzyć, że ich życie naprawdę rusza nową drogą – i przeszłość można już zostawić za sobą.