Wchodząc do mieszkania, zatrzymałem się. Przy progu, starannie ustawione obok moich i butów Iwony, stały eleganckie szpilki. Rozpoznałem je natychmiast były to buty jego siostry, Magdaleny. Drogie, wysokie, zupełnie nie w stylu codziennych spotkań. Skąd się tu wzięła? Nie przypominam sobie, żeby Iwona uprzedzała mnie o jej wizycie.
Kuba, twój znowu wyjechał służbowo? zawołał za mną kolega z pracy, Paweł, kiedy szedłem w stronę przystanku autobusowego. Może wpadniemy do kawiarni? Wypijemy twoje ulubione kakao, pogadamy trochę, bo widujemy się tylko w biegu cześć, do zobaczenia.
Przepraszam, Pawle, dzisiaj nie mogę. Iwona obiecała, że wróci wcześniej do domu, mieliśmy w planach wybrać kuchnię, bo po remoncie jeszcze nie wszystko urządzone. A tak w ogóle, to dawno już nigdzie nie wyjeżdżała.
I zawsze wraca na czas? zapytał Paweł z ironią, której nie próbował nawet ukryć.
Nie zawsze, uśmiechnąłem się, kręcąc głową, Teraz bardzo potrzebujemy pieniędzy, dlatego Iwona zostaje dłużej w pracy. Jak już urządzimy mieszkanie, to pewnie będzie mogła być w domu częściej i punktualnie.
Jasne, Paweł uśmiechnął się i życząc mi miłego wieczoru skręcił w inną uliczkę.
Tym razem miałem szczęście autobus przyjechał dość szybko, zwykle czeka się długo, a dzisiaj udało mi się wcześniej wyjść z pracy. Zająłem wolne miejsce przy oknie i pogrążyłem się w myślach.
Kiedyś z Pawłem planowaliśmy ślub, ale rozeszliśmy się zupełnie bez sensu teraz nawet nie pamiętam już dlaczego. Potem w moim życiu pojawiła się Iwona, z którą do urzędu stanu cywilnego poszedłem trochę na przekór Pawłowi, żeby pokazać mu, że nie został sam, że ma o czym żałować.
Próbował się potem pogodzić przepraszał, obiecywał mi szczęście, chciał być wierny i troskliwy. Ale ja byłem już zafascynowany Iwoną, uznałem, że Pawła nie kochałem nigdy prawdziwie, to był tylko epizod.
Z czasem przestałem o nim całkiem myśleć, aż kilka miesięcy temu przeniesiono go do naszej filii z centrali.
Udawał, że to zaskoczenie, ale coś mi mówiło, że sam o ten transfer poprosił, gdy dowiedział się, że tu pracuję. Było mi miło, że Paweł wciąż jest wolny i nadal odnosi się do mnie z ciepłem, które kiedyś tak ceniłem.
W głębi serca życzyłem mu szczęścia, a nawet, być może, odrobinę zazdrościłem jego przyszłej żonie potrafił pięknie się zalecać, prawdziwy romantyk.
Nie mogę powiedzieć, że z Iwoną mi się nie poszczęściło, tylko ona ostatnio coraz częściej znikała w pracy. Owszem, robiła to dla dobra domu, żebyśmy nie musieli się o nic martwić, ale praktycznie wcale nie mieliśmy czasu dla siebie.
I jeszcze mieszkaliśmy w mieszkaniu jego siostry, Magdaleny. Uprzejmie je nam udostępniła, dopóki jej dzieci nie dorosną.
Magdalena z mężem nigdy nie mieli finansowych kłopotów, ona zresztą nigdy nie pracowała, wszystkie pieniądze inwestowali w nieruchomości, zamiast wynajmować mieszkania twierdziła, że dzieci będą zabezpieczone, jak dorosną.
Iwona urządziła tu remont tak, jak chciała, Magdalena pozwoliła. Teraz kupowaliśmy meble. Często jednak myślałem: może lepiej byłoby wynajmować już urządzone mieszkanie, albo od razu wziąć kredyt hipoteczny. Ile tu już włożyliśmy? Starczyłoby na kilka lat wynajmu w Warszawie, albo na wkład własny. Ale oczy Iwony zabłysły, gdy Magdalena zaproponowała jej to lokum.
Wysiadłem z autobusu, szybko przeciąłem ulicę i ruszyłem do bloku. W powietrzu czuć było zapowiedź deszczu, ale dziś nie byłem gotowy zachwycać się świeżą wilgocią.
Myśli kłębiły się w głowie, choć żadna nie osiadała tam na długo. Ile już czasu minęło odkąd razem z Iwoną tu zamieszkaliśmy? Rok? Półtora?
Nie potrafiłem powiedzieć dokładnie, ale wciąż czułem, że to miejsce jest tymczasowe. Remontowaliśmy, urządzaliśmy, cały czas czekając na coś mniej przejściowego jakby prawdziwe życie miało zacząć się później, choć nie było wiadomo kiedy.
Zbliżając się do bloku, zauważyłem, że idę coraz wolniej, jakbym odwlekał moment powrotu. Drzwi na klatkę schodową trzasnęły znajomo, wpuściły mnie w półmrok i zacząłem wspinać się na czwarte piętro.
Piętra mijały jedno za drugim, a napięcie narastało.
Wchodząc do mieszkania, znowu się zatrzymałem. Przy wejściu, tuż obok naszych butów, stały szpilki Magdaleny.
Rozpoznałem je bez trudu to jej ulubione. Drogie, wysokie Po co ona tu przyszła? Przecież Iwona nie uprzedzała mnie o jej wizycie.
Już prawie krzyknąłem, że jestem w domu, ale coś mnie powstrzymało. Intuicja podpowiadała: poczekaj. Zamarłem, nasłuchując.
Chciałam z mężem wyjechać na urlop rozległ się głos Magdaleny. Ale niestety nie udało mu się dostać wolnego, więc pomyślałam, że oddam wam te wczasy. Ale pod jednym warunkiem jej ton się zaostrzył pojedziesz nie z żoną, ale z Marią.
Zastygłem. Z Marią? Przypomniałem sobie, że kiedyś Iwona wspominała o tej koleżance Magdaleny, której ta próbuje go zeswatać.
Wtedy nie przywiązywałem do tego wagi. Teraz, gdy usłyszałem to imię, coś mnie ścisnęło od złego przeczucia.
Nie chcę żadnej Marii Iwona mówiła nerwowo. Magdaleno, nie raz już mówiłem jestem z Kubą. Mam swoją żonę, po co znowu zaczynasz?
Odetchąłem z ulgą, wszystko jasne Magdalena jak zwykle próbuje narzucić swoje zdanie. Prawie już otwierałem drzwi do salonu, gotowy ogłosić swój powrót, gdy Magdalena znów się odezwała.
Kogo ty teraz oszukujesz? Przecież wiem, jak kochałeś Marię. Mieliście się żenić, a potem obraziłeś się o drobiazg. Nie bądź uparty widzę, że ta Iwona ci nie pasuje. Maria to zupełnie inna liga.
Zastygłem, z trudem przyjmując to, co słyszę. Kochał? Miał się z nią żenić? Mi mówił, że Maria go w ogóle nie obchodzi. Wpatrywałem się w podłogę, próbując zachować spokój, ale słowa Magdaleny nie dawały mi spokoju.
No i co z tego? odparła Iwona ze zdenerwowaniem i chyba nutką niepewności? To już przeszłość. Tak, było, ale minęło. Kocham swoją żonę.
Kochasz? Daj spokój, Iwonko nie ustępowała Magdalena. Wszyscy wiemy, że brałeś ślub, żeby Maria była zazdrosna, gdy poszła do innego. A potem sama chciała wrócić, przepraszała, prosiła o wybaczenie. Zamiast jej przebaczyć, ożeniłeś się, żeby ją zgasić.
Było mi nieswojo. Zemsta? Czy Iwona naprawdę poślubiła mnie tylko po to, by komuś coś udowodnić? Nagle zrobiło mi się ciężko na duszy. Przypomniałem sobie, jak sam pospieszałem do urzędu po rozstaniu z Pawłem.
Nawet jeśli oboje mieliśmy motywy nie do końca czyste co z tego? Przecież kochamy się naprawdę. Czy na pewno? Wstrzymałem oddech, czekając, co powie żona.
Było, minęło, odezwała się w końcu Iwona. Teraz jestem żonaty, mam obowiązki wobec żony.
Jakie tam obowiązki? prychnęła Magdalena. Dzieci jeszcze nie macie, całe szczęście. I mam nadzieję, pamiętasz, gdzie mieszkasz? Z Iwoną zawsze będziesz się tułać po cudzych kątach. A Maria dostała ostatnio od rodziców trzypokojowe mieszkanie w Warszawie, przestronne, nowiutkie… I ona wciąż cię kocha, czeka, aż się opamiętasz.
Opierałem się o zimną ścianę, czując, że tracę kontrolę nad uczuciami. Jak Magdalena może tak mówić? Ale jeszcze ważniejsze było to, co odpowie Iwona. Nie ruszałem się, wsłuchując się w jej głos.
Magdaleno, skończ już, stwierdziła powoli, choć brzmiała już mniej pewnie niż zwykle. Mieszkanie to nie wszystko. Na razie mamy gdzie mieszkać, potem może sami coś kupimy.
Ale Magdalena nie odpuszczała:
Po prostu boisz się zmian. Maria zawsze była ci bliższa, tylko żal wciąż cię gryzie i z tego powodu nie chcesz przyznać, że ona jest dla ciebie stworzona. Z Marią będziesz miał dom, stabilizację, wszystko, na co zasługujesz. Z Iwoną nigdy nie będziesz naprawdę szczęśliwy!
Poza tym, dodała Magdalena. Chyba rozumiesz, że nie mogę wam wiecznie tej kawalerki udostępniać. Wkrótce będziecie musieli się wyprowadzić mam już swoje plany do tej nieruchomości.
A Maria wie, co knujesz? zapytała niespodziewanie Iwona.
Oczywiście, że wie! odpowiedziała Magdalena błyskawicznie. Ba, to ona mnie o to poprosiła! Wie, że ją dalej kochasz. To jej pomysł z tymi wczasami, prosiła, żebym pomogła.
Zapadła cisza. Poczułem, że wszystko we mnie się kotłuje. Dlaczego Iwona milczy? Czy naprawdę rozważa propozycję siostry?
A co powiem Iwonie? odezwała się w końcu cicho.
Powiedz, że pomagasz mi przy remoncie na działce. Właśnie odmalowujemy ściany, odpowiedziała Magdalena jakby to było najnormalniejsze rozwiązanie. A sam pojedź na Mazury z Marią. To proste!
Już nie mogłem tego słuchać. Po cichu wymknąłem się z mieszkania, ciemnym korytarzem wybrałem się jak najdalej.
Sam nie zauważyłem, kiedy dotarłem do przytulnej kawiarni, w której nie było prawie nikogo. Miękkie światła, delikatna muzyka i szarzejący wieczór za oknem. Usiadłem przy stole pod szybą i zamówiłem dla siebie kakao z wanilią. Myśli plątały się bez ładu fragmenty rozmowy nie dawały mi spokoju.
Raz po raz obracałem w głowie słowa Magdaleny, zastanawiając się, jak to możliwe jak mógłbym tyle ukrywać przed Iwoną, nie wspomnieć nigdy, że byłem bliski ślubu z inną, jeszcze do tego przyjaciółką siostry! Czułem się zdradzony, ale jeszcze bardziej bolało mnie to, że może moje życie, mój związek, to tylko narzędzie, by odegrać się na byłej? A myślałem, że wybrała mnie naprawdę, z miłości, a nie z przekory. Zresztą, ja sam nigdy nie pozwoliłem sobie nawet na kawę z Pawłem, nie mówiąc o wspólnych wyjazdach! I pokochałem Iwonę na dobre i na złe.
Na zewnątrz zapanował już zmrok, a ja siedziałem tam, patrząc na migoczące światła, przez mokrą szybę. Nawet nie tknąłem kakao. Czas stanął w miejscu.
Iwona nawet nie zadzwoniła, nie spytała, gdzie jestem. Pewnie szykuje się z Marią na Mazury pomyślałem gorzko nie obchodzi go, gdzie się podziałem.
Sam wyciągnąłem komórkę, chcąc spojrzeć na zegarek, ale telefon okazał się rozładowany.
Westchnąłem ciężko nie było już sensu odkładać niczego. Nadszedł czas wracać do domu. Zebrałem siły, włożyłem płaszcz i wyszedłem, czując na twarzy chłodny powiew wieczoru. Z każdym krokiem przekonywałem się, że związek z Iwoną się skończył. Rozstanie jest nieuchronne, próbowałem przygotować się na ten moment.
Gdy dotarłem przed blok, poczułem jeszcze większą ciężkość na sercu. Powoli wszedłem na czwarte piętro, przekręciłem klucz i wszedłem do mieszkania. Uderzyła mnie cisza nie było żadnych dźwięków telewizora czy rozmów z kuchni. Zobaczyłem torby stojące na środku pokoju Iwona pakowała rzeczy. No proszę pomyślałem to już postanowione.
Co robisz? zapytałem automatycznie, choć domyślałem się odpowiedzi zaraz powie, że jedzie do Magdaleny na działkę. Ale Iwona zaskoczyła mnie:
Kuba, wyprowadzamy się stąd. Znalazłam mieszkanie na razie na wynajem, potem pomyślimy o kredycie. Zatrzymała się i spojrzała na mnie, z niepokojem w oczach. Czemu tak długo cię nie było? Próbowałam się dodzwonić, ale twój telefon był wyłączony. Pracowałeś po godzinach?
Nie mogłem uwierzyć własnym uszom. Wszystko, co miałem jej powiedzieć, nagle straciło sens. Kiwnąłem głową, nie wiedząc, jak się zachować.
Wyprowadzamy się? zapytałem cicho, nie dowierzając jeszcze.
Iwona chyba wyczuła moje zmieszanie. Podeszła bliżej i tłumaczyła:
Pokłóciłam się z Magdaleną, westchnęła. Zdecydowałam koniec zależności od niej. Musimy mieć własny kąt.
Napięcie we mnie powoli puszczało, ale to nie był jeszcze koniec. Żona usiadła na brzegu kanapy, gestem zaprosiła do siebie. Usiadłem, słuchałem jej relacji z rozmowy z Magdaleną.
Powinienem był powiedzieć ci o wszystkim wcześniej, dodała cicho. Rzeczywiście, był w moim życiu epizod z Marią. Ślub z tobą miał być dla mnie uwolnieniem, a może i rewanżem. Ale Kuba, powinieneś wiedzieć: to przeszłość. Ty jesteś dla mnie najważniejszy, nie chcę cię stracić.
Słuchałem jej, a w sercu czułem ulgi coraz więcej. Prawda zabolała, ale najważniejsze, że mogliśmy wreszcie szczerze rozmawiać.
Przepraszam, że nie wyjawiłam ci wszystkiego wcześniej, dodała Iwona z opuszczoną głową. Kiedy opowiedziałeś mi o Pawle, pomyślałam, że moja historia będzie nie na miejscu. Potem już nie miałam odwagi do niej wracać.
Poczułem łzy pod powiekami to były łzy ulgi.
Dobrze, powiedziałem Co było, to minęło. Wynajęłaś nowe mieszkanie?
Tak, przytaknęła Iwona, Na razie tymczasowe, ale sami zdecydujemy o sobie. Bez Magdaleny, bez jej wtrącania się. Damy sobie radę. A potem kredyt, urządzimy się po swojemu.
Kiwnąłem głową. To była właściwa decyzja. W końcu będziemy żyć dla siebie, nie dla czyichś planów i rad, które nie zawsze służyły naszemu szczęściu.
No to co, uśmiechnęła się, Chodź, czas się pakować?
Kiwnąłem ponownie, nie mogąc wydusić z siebie ani słowa. Pozostało wierzyć, że teraz nasza droga naprawdę zacznie się na nowo, a przeszłość zostanie już tylko wspomnieniem.



