“Walizka na kółkach”
– Mamo, jestem już dorosła. Mogę chociaż raz zrobić to, na co mam ochotę? – zirytowała się Zosia.
Kłóciły się od kilku dni, odkąd Zosia oznajmiła mamie, że chce z chłopakiem wyjechać na tydzień do Krakowa.
– A studia? Sesja niedługo.
– Przecież się dobrze uczę. Nadrobię. No proszę, mamo – błagała Zosia.
– Znasz go dopiero chwilę. A co potem? – Halinie brakowało już sił, by odwieść córkę od tego pomysłu.
– Jeśli mnie nie puścisz, ucieknę z domu i nigdy nie wrócę – krzyknęła Zosia, rzuciła się na kanapę, przytuliła poduszkę i odwróciła się do okna.
„A nuż naprawdę odejdzie?” – niepokojąca myśl wpełzła do serca Haliny i rozrosła się do rozmiarów paniki. Córka była sensem jej życia, jedyną bliską osobą na świecie. Nie mogła jej stracić.
– Mamo, ty zawsze byłaś taka rozsądna i zostałaś sama. Chcesz, żebym skończyła tak samo? – W głosie Zosi pojawiły się histeryczne nuty.
– Córeczko, wszystko przyjdzie w swoim czasie, nie spiesz się… – mówiła Halina, choć wiedziała, że córka jest zakochana i nie słucha.
Zosia wtuliła twarz w poduszkę i rozpłakała się.
„Czy ja naprawdę jestem wrogiem własnego dziecka? Czasy się zmieniły. Wszystko dzieje się szybciej. Może gdybym wtedy była odważniejsza, w porę zrozumiała, że mąż to błąd, moje życie potoczyłoby się inaczej”. Halina westchnęła.
– Dobrze. Jedź. Ale żebyś dzwoniła codziennie. Nie dam ci dużo pieniędzy. Wiesz, że oszczędzam na remont – poddała się zmęczona kłótnią Halina.
Zosia odrzuciła poduszkę, podbiegła do matki i mocno ją przytuliła.
– Mamusiu, dziękuję. Nie trzeba pieniędzy. Krzysiek ma. Będę dzwonić codziennie, nawet kilka razy. Nie martw się, wszystko będzie dobrze – szczebiotała radośnie.
„Jak się nie martwić? Jak będziesz miała własną córkę, zobaczysz, jak to jest” – pomyślała Halina, ale nie powiedziała tego głośno. I tak by nie zrozumiała.
Córka pobiegła do swojego pokoju i wróciła z walizką.
– Już nawet spakowałaś rzeczy? Naprawdę byś uciekła? – domysł Haliny odbił się bólem w sercu.
– Wiedziałam, że mnie puścisz. Znam cię. Zaraz zadzwonię do Krzyśka. – Zosia chwyciła telefon, ale zamiast dzwonić, znów podeszła do matki.
– Może ty też byś gdzieś pojechała? Na przykład do cioci Basi. No co, sama będziesz siedzieć w domu? Przecież masz urlop – powiedziała już spokojniej.
– Znajdę sobie zajęcie. Tylko uważaj tam, rozumiesz? – burknęła Halina.
Była w takim nastroju, że gotowa była wyć z samotności.
– Mamo, jestem dorosła. Wszystko wiem. – Zosia wybrała numer chłopaka.
Serce Haliny ścisnęło się. Z rozmowy zrozumiała, że córka zaraz wyjedzie.
– No to już, mamo, taksówka czeka na dole. – Zosia z walizką ruszyła do przedpokoju.
Halina ruszyła za nią.
– Mamo, nie odprowadzaj. Jak wsiądziemy do pociągu, zadzwonię. Wrócę za tydzień. – Zosia cmoknęła matkę w policzek i, nie zauważając łez w jej oczach, wyfrunęła z mieszkania.
„No i dobrze. Dorosła, matka już niepotrzebna. Nawet nie pozwoliła odprowadzić”. Halina wpadła do kuchni i wyjrzała przez okno. Na dole czekała żółta taksówka, obok której nerwowo przechadzał się młody mężczyzna. „Wygląda na normalnego. Może rzeczywiście nic się nie stanie? Nie da się jej przecież chronić przed wszystkim”.
Halina smutnym wzrokiem odprowadziła taksówkę, wróciła do pokoju i usiadła na kanapie, na której przed chwilą siedziała jej córka. Łzy napłynęły do oczu. „No i zostałam sama. Cicho, pusto. Zwariuję tu. Trzeba się przyzwyczaić. Rozstanie z dorosłą córką to los wszystkich matek”.
Tak siedziała dość długo, niezdolna do działania. „A może jednak też gdzieś pojechać? Na przykład nad morze. W końcu urlop. Lato już wprawdzie minęło, ale tam zawsze cieplej niż tutaj”. Wstała, poszła do pokoju córki, włączyła komputer i zaczęła szukać biletów.
Znalazła tani bilet na poranny lot do Gdańska na jutro. Nie zastanawiała się długo, kupiła go od razu, z biletem powrotnym za pięć dni. Miał już dość oszczędzania i czekania na telefony córki. Tydzień wydawałby się wiecznością.
Zaczęła się pakować. W wirze przygotowań oderwała się od niepokoju o Zosię. Wieczorem córka zadzwoniła i jednym tchem wyrecytowała, że są na dworcu, czekają na pociąg, wszystko w porządku… – rozległ się jej szczęśliwy śmiech, po czym się rozłączyła.
Po dzisiejszych wydarzeniach Halina nie mogła zasnąć. „Nic nie szkodzi, w samolocie się prześpię” – zdecydowała, wstała i zadzwoniła po taksówkę. Włożyła jesienny płaszcz i pojechała na lotnisko.
Mimo wczesnej pory na lotnisku roiło się od ludzi. Jedni się żegnali, inni biegli, dzwonili, krzyczeli.
Halina minęła parę stojącą na środku hali w uścisku. Dziewczyna z zalzawionymi oczami wpatrywała się w chłopaka i powtarzała bezdusznym głosem:
– Wrócisz? Obiecujesz? Kocham cię… – Zaszlochała i wtuliła się w jego ramiona.
On coś szeptał, całując jej włosy. Halina odwróciła wzrok. Ich pożegnanie wydało się jej zbyt intymne i wzruszające.
Zarejestrowała się na lot i usiadła czekać na boarding. Znów pomyślała o córce. Głupie dziewczyny, wszystko im się śpieszy, rzucają się w miłość jak w wodę. Ile jeszcze w życiu będzie rozstań, wyznań, zawodów. Czy starczy łez, by je wszystkie opłakać?
Halina też kiedyś tak kochała. Też rzuciła się w związek bez namysłu. I gdzie teraz jest? Mąż okazał się niegotowy na ojcostwo i odpowiedzialność. Rozstali się zaraz po narodzinach Zosi. Były krótkie romanse, ale Halina nie szukała już męża. Wychowała córkę, chroniła ją. A teraz już za późno coś zmieniać. I oto samaHalina uśmiechnęła się lekko, gdyż zrozumiała, że czasem najlepsze chwile przychodzą niespodziewanie, a życie – choć pełne rozstań – zawsze znajdzie sposób, by nas zaskoczyć.



