Walizeczki nie rozpakowuj – dziś się wyprowadzasz! Opowieść o tym, jak Irka zaczęła Nowy Rok u „mamy” w Twerze, a skończyła z łysym „zającem” w Warszawie, Dziadkiem Mrozem, fałszywym horyzontem i górą prezentów od kochanka – czyli historia pewnego sylwestrowego rozwodu, kłamstw dla „dreszczyku emocji” i wielkiego krachu w Wigilię.

Walizki nie rozpakowuj ty się wyprowadzasz

Co się stało? zapytała zdecydowanym tonem Iwonka, kiedy zobaczyła mnie leżącego na kanapie. Nawet nie podniosłem się na jej widok.

Stało się to, kochanie, że odchodzisz ode mnie! Dlatego nie rozpakowuj walizki rozwodzimy się i dzisiaj się wyprowadzasz! odpowiedziałem.

Iwonka nie wierzyła własnym uszom. Kochanie?

Widziałeś mnie? Ja mam być królikiem? Mam przecież prawie dwa metry wzrostu! rzuciłem do Justynki, kiedy kiedyś żartowała, że powinienem wystąpić jako zając na przedstawieniu.

No to będziesz królik-gigant! Wszystkich rozdeptał i uciekł! zażartowała koleżanka.

A macie odpowiedni strój? zapytałem.

Kurczę, rzeczywiście, nasz królik jest raczej niewielki! Jak mogłam nie pomyśleć! podsumowała zaskoczona Justynka.

Po chwili wymyśliła:

To wiesz co? Ty będziesz Świętym Mikołajem, a Mikołaja gra zwykle Wiktor, który jest od ciebie co najmniej głowę niższy. On włoży strój królika!

A jego strój się na mnie zmieści? Chodzi mi o tą kurtę czy surdut… jak to się nazywa u Mikołajów?

Pewnie, dla niego zawsze za duża musi podwijać rękawy!

A tekst? Nie wiem nawet, co mówić!

Daj spokój, jaki tekst? To przecież improwizacja! Jesteś z nas najlepszy, medalistą z liceum! A ja ci będę podpowiadać! uspokoiła mnie koleżanka.

Justynka, z którą znam się jeszcze ze szkoły, pracowała w firmie organizującej eventy. Ich “zajączek” nagle złapał zapalenie płuc, co zostało im na głowie, dosłownie w przeddzień Sylwestra.

W grupie wyjeżdżającej z życzeniami zabrakło więc jednej z głównych postaci

Co za bzdura? kilku ludzi na pewno pomyśli. Jaki znowu zając? Przecież mamy swoją tradycję Mikołaj i Śnieżynka! Po co to zmieniać?

Ale nowy szef był z tych kreatywnych i energicznych ludzi. Kto płaci, ten wymaga innowacji.

Może miał jakieś niespełnione dziecięce marzenia? Te, co to teraz się modne nazywa gestalty! Może nie miał okazji być kiedyś zajączkiem?

Tak więc w firmie pojawił się zajączek. Kostium klasyka: biały plusz, czapka z uszami i wielka, tekstylna marchewka w plecaczku.

Wprowadzamy innowacje! zagrzewał szef. Trzeba tchnąć świeżość w tę rutynę!

Przy nim nawet Siergiej z Nocy Sylwestrowej wyglądałby jak sympatyczny polski Miś Uszatek.

No i jeździli: Wiktor Mikołaj, Justynka Śnieżynka i ja zajączek. Aż tu nagle zajączek rozchorował się, a zastępstwa nie było, zwłaszcza 30 i 31 grudnia!

Nieważne, jak to zrobicie ale zajączek ma być! stwierdził szef stanowczo.

Zrobiło się jak w popularnej piosence dla dzieci: Jest mi smutno dziś zajączek chory jest. Tylko tekst inny.

Miałem wtedy fatalny nastrój. Nowy Rok, a perspektywy żadnej: żona Iwona niespodziewanie pojechała do mamy do Torunia teściowa czuła się coraz gorzej, zostałem więc sam.

Ostatnio, biedna kobieta często chorowała raz to, raz tamto. Teraz znowu poważne pogorszenie stanu zdrowia.

Przecież rozumiesz, kochanie, nie mogę jej zostawić samej! mówiła zapakowana już Iwonka, po raz trzeci w ciągu dwóch miesięcy.

To ja pojadę z tobą. Po co będziesz siedzieć sama w Sylwestra?

Nie przesadzaj! I tak będzie mi smutno, nie chcę ci psuć święta.

No ale w zdrowiu i w chorobie? przypomniałem. Przecież przysięgaliśmy

Będziesz do mnie dzwonił i wspierał. To mi wystarczy. A sam się zabaw idź gdzieś do ludzi.

Goście byli już wszędzie umówieni, a mi samemu było obrzydliwie smutno. I wtedy zadzwoniła Justynka. Ona zawsze była tym dobrym duchem znałem ją od szkoły, a mimo tego, Iwonka zawsze twierdziła, że nie istnieje przyjaźń damsko-męska.

Ba, zabroniła nawet Justynce przyjścia na nasz ślub choć przecież tamta była już dawno mężatką.

Nie naciskałem, nie chciałem zepsuć Iwonce humoru. Mądra Justynka i tak się nie obraziła po prostu mniej to afiszowaliśmy, a rozmowy odbywały się raczej w pracy.

Samotny Sylwester i propozycja Justynki by dołączyć do ich ekipy a do tego za wyjazdy płacili! Zgodziłem się, nie dla pieniędzy, a żeby czymś się zająć.

Strój Mikołaja rzeczywiście pasował, kalosze i futrzana czapa także siadały. Wąsy i broda przyklejone można ruszać do klienta!

I świetnie sobie poradziłem. Dzieci recytowały wierszyki. Królik szalał z marchewką. Później wszyscy tańczyli wokół choinki było fantastycznie!

Został tylko jeden wyjazd: 31 grudnia o 22.00. Potem wolni. Po wszystkim idziemy do Justynki świętować miała z mężem i mamą, która znała mnie od dawna. Dzieci nie miała.

Na ostatnie odwiedziny jechaliśmy w dobrym nastroju. Wiktor nawet pozwolił sobie na kieliszek w końcu już ostatnie przedstawienie.

O 21:45 zadzwoniłem do Iwonki:

Jak się trzymasz, kochanie?

Jakoś daję radę, skarbie.

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! Daj mamę do telefonu, chcę ją też pozdrowić!

Właśnie zasnęła, nie chcę jej budzić. Ja oglądam coś w słuchawkach i myślę o tobie.

Kocham cię! Jeszcze zadzwonię o północy!

Kocham cię! Trzymaj się, króliczku! odpowiedziała.

Gdy drzwi otworzyła ostatnia rodzina, zamarłem. W progu stała moja żona. Ta sama Iwonka, którą dwa dni temu odwiozłem na dworzec do Torunia, z którą ledwie 15 minut wcześniej rozmawiałem przez telefon!

Nawet nie pozwoliła się odwieźć poradzę sobie sama, odpocznij.

Na niej była jej sylwestrowa sukienka i szpilki.

Kiedy ona to spakowała? Przecież widziałem, jak się pakowała! Co za spryciara pomyślałem.

Może to nie ona? Może ma siostrę bliźniaczkę? Ale nie to Iwonka i ta charakterystyczna pieprzyk nad lewą brwią!

Czy to halucynacja? W końcu końców świata tyle przepowiadali, asteroida leci, a tu takie rzeczy

Ale halucynację widziałem nie tylko ja wszyscy obecni.

Króliczku! zawołała fatamorgana w głąb mieszkania.

Króliczku? Ale to ja jestem królik! I jeszcze przed chwilą Iwonka mówiła mi to przez telefon

Odstawiłem się na bok, nie mogąc uwierzyć: czyżby to nie była ona? I wtedy z pokoju wyszedł łysy, tłusty facet w króliczych uszach

A gdzie dziecko? Gdzie synek Władek? zapytała Justynka.

To ja jestem Władek! zaśmiał się facet, poklepując się po brzuchu. Chciałem sobie zorganizować Sylwestra jak za dawnych lat!

Z przerażeniem patrzyłem na tę scenę: dla tego zająca Iwona mnie tak bezczelnie okłamała? Było jasne, że zostałem brutalnie zdradzony

Chciałem od razu zrobić awanturę, ale przed Justynką byłoby mi wstyd. Zmieniłem więc nieco głos a nuż Iwona mnie pozna? i prawie rozkazałem: No, Władek, powiedz wierszyk!

Władek bełkotał coś niewyraźnie. Iwonka niczego nie zauważyła z królikiem już byli dobrze podchmieleni.

Ale jak ta perfekcjonistka, estetka, mogła się zadawać z tym obleśnym typem?

Iwonka tuliła się do niego i chichotała pijacko.

Teraz już wiedziałem, skąd pochodziły te prezenty te, które rzekomo kupowała dla niej biedująca” mama z Torunia…

No to teraz czas na korowód! wrzasnął Władek i zaczęli tańczyć.

Kochanie, puść naszą! wymamrotał królik, a Iwonka posłusznie włączyła muzykę i zaczęły się tańce…

Tańczył Władek, Iwonka i nasz zając Wiktor, który już nieco wypił. Ja, zamiast reagować, zacząłem nagrywać wszystko telefonem dowód na zdradę topniał jak śnieg.

W końcu gospodarz się zmęczył i wykopał nas wszystkich z powrotem:

Wystarczy śpię, już po życzeniach! Kochanie odprowadź gości!

A Justynka powiedziała: Dziwne, nie? Ładna dziewczyna. Co ona widzi w takim śluzie? Przecież to nie jej mąż!

To ja jestem jej mężem! chciałem krzyknąć, ale ugryzłem się w język.

Nie poszedłem już potem do Justynki świętować wiedziałem, że nie dam rady trzymać maski, a do tej świeżo odkrytej zdrady nie miałem siły się przyznać.

Skłamałem, że źle się czuję, chyba choroba mnie łapie i wróciłem do domu. O północy już nie zadzwoniłem do Iwonki. Ani później też nie niech się dobrze bawi ze swoim królikiem.

Nowy Rok spędziłem kompletnie sam. I dobrze. Miałem czas wszystko przemyśleć.

Kocham żonę, ale przez to, co się stało, tej miłości sporo ubyło. Na wybaczenie nie miałem ochoty. Jedynie rozwód, mieszkanie jest moje.

Nie mogąc się doczekać telefonu ode mnie, Iwonka zaniepokoiła się. Jak to? Dotąd dzwoniłem kilka razy dziennie, a tu dwa dni i nic?

Czując coś nie tak, wróciła od mamy już 2 stycznia wieczorem zamiast czwartego.

Taksówką, bo nikt jej nie odebrał. Choć wcześniej wysłała mi SMS-a ze wszystkim szczegółami.

Co się stało? powtórzyła tonem nieznoszącym sprzeciwu, gdy zobaczyła mnie na kanapie.

Stało się to, że właśnie się ode mnie wyprowadzasz, kochanie. Rozwodzimy się. Więc walizki nie rozpakowuj.

Iwonka zdębiała. Ale skąd to wiem? Tak nazywał ją tylko Władek

I gdzie mam niby pójść? próbowała grać na zwłokę.

Nie wiem, może do swojego królika, może do mamy do Torunia. A tak w ogóle, już jej lepiej? zapytałem spokojnie.

Źle to wszystko zrozumiałeś, zaczęła cicho Iwonka. Ale skąd wiedziałem? Przecież zabroniła matce odbierać telefon przed 4 stycznia. A Władek by się nie przyznał.

Może ktoś widział? Ale kto?

Proszę, opowiedz swoją wersję! poprosiłem już z ironią. Może ten łysy facet to lekarz, z którym omawiałaś leczenie mamy? Albo, nie przymierzając, alchemik, co to obiecał wyczarować lek na wszelkie bolączki?

A może to specjalnie wynajęty opiekun medyczny? Taki, którego opłaciłem za symboliczną opłatą, żeby doglądał mojej teściowej? No przecież, może pampersy zmieniać, czuwać całą noc, co?

Albo broń Boże, nie chcę nic sugerować pracownik zakładu pogrzebowego, o którym zawczasu już myślisz jako kochająca córka?

No, Iwonko, nie wstydź się nogi wysoko potrafiłaś podnieść, tańcząc z królikiem. No, który wariant wybierasz, kochanie?

I pokazałem jej nagranie.

Iwonka zamarła. Co mogła powiedzieć? Tak, miała kochanka. Dla emocji!

Samotnie w domu było nudno, a Władek był majętny i obdarowywał ją prezentami.

Pracować dla rozrywki? Trzy razy ha!.

Ale jakie fatalne zrządzenie losu Kto by się spodziewał?

A mnie, swojego męża, podobno wciąż kochała. A może po prostu była zależna finansowo? Dlatego wszystko chowała, nie chcąc gryźć ręki, która karmi

Bolało straszliwie.

Gdyby przyznała się, że się zakochała i odeszła, można by to zrozumieć i przeboleć.

Albo choćby wyznała jednorazową zdradę kto wie, może bym jej wybaczył? Taki już jestem, zawsze miękki. Były jednak i zdrada, i cała ta misternie budowana siatka kłamstw o chorującej mamie.

To kwalifikowało się jako przestępstwo z premedytacją.

Iwonka płakała, błagała, obiecywała poprawę. Ale ja byłem nieugięty: decyzja zapadła.

Tak mnie urządziła koniec, wyprowadzasz się. Tacy są Mikołajowie nie dacie się oszukać!

Rozwiedliśmy się. W końcu zostałem z poczuciem, że mimo wszystko miałem rację. Żałuję tylko jednego: że nie zrobiłem awantury od razu, wtedy w Sylwestra

Ach, czasem ta cała grzeczność i powściągliwość tylko przeszkadza.

Ale cóż i tak uważam, że wyszło dobrze. Czyż to nie prawda?

Rate article
Fajna Tajna
Walizeczki nie rozpakowuj – dziś się wyprowadzasz! Opowieść o tym, jak Irka zaczęła Nowy Rok u „mamy” w Twerze, a skończyła z łysym „zającem” w Warszawie, Dziadkiem Mrozem, fałszywym horyzontem i górą prezentów od kochanka – czyli historia pewnego sylwestrowego rozwodu, kłamstw dla „dreszczyku emocji” i wielkiego krachu w Wigilię.