Słuchaj, Martyna, ja już dwutygodniowe wakacje z tą nachalną rodziną znoszę i naprawdę mam dość! Dwa tygodnie w tym obskurnym baraku, który oni dumnie nazywają pensjonatem. Przysięgam ci, do dziś nie wiem, po co się na to pisaliśmy.
Bo mama prosiła burknął mój brat Michał, naśladując naszą rodzicielkę. Grażynka musi odpocząć, Grażynka to ma w życiu pod górkę.
No, życie cioci Grażyny rzeczywiście nie oszczędzało, ale żebym miała ją z tego powodu ciągle żałować Jakoś średnio mi to szło.
Grażyna młodsza siostra mamy, ta od zawsze była takim biednym krewnym, którym wszyscy powinni się zajmować.
Próbowałam zamknąć walizkę, klęcząc na niej z całych sił, ale suwak uparcie rozjeżdżał się w bok, wypychając wesoło fragment ręcznika kąpielowego.
Za cienką ścianką z dyktą (która na tym gospodarstwie udawała ścianę) darł się jej sześcioletni syn Adaś.
Nie zjem tej owsianki! Nie! Chcę kurczaki z frytkami! wrzeszczał, jakby go obdzierali ze skóry.
Po chwili trzask talerza i ten leniwy, ochrypły głos samej Grażyny:
Oj no, dawaj masiu, zjedz mamusi łyżeczkę, no proszę
Werka, poleć po te jego kurczaki do sklepu, widzisz, jak Adaś się męczy. Ja nie dam rady, nogi mam jak z waty.
Zastygłam przy walizce. Werka! Mama oczywiście pójdzie. No i oczywiście zaraz wróci z siatą pełną przysmaków dla Adasia.
Michał siedział na naszym jedynym chwiejącym się stołku, śledząc coś na telefonie. Jego torba jak stała nietknięta w kącie, tak stała.
Ty to słyszysz? szepnęłam, wskazując głową w stronę ściany. Znowu mamę pogania.
Werka przynieś, Werka podaj a mama jak usłyszy swoje imię, to zaraz zrywa się w podskokach.
Daj spokój mruknął Michał nie odrywając wzroku od ekranu. Jutro i tak wracamy do domu.
Usiadłam na brzeg łóżka, które zaprotestowało żałosnym skrzypnięciem.
Tak, rzeczywiście, los cioci Grażyny nie był różowy, ale ja jakoś nie umiałam jej żałować. Nigdy.
Zawsze była tym biednym krewnym od wszystkich, którym trzeba się zaopiekować.
Pierwsze dziecko Grażyny odeszło wcześnie tragedia w rodzinie, o której mówi się szeptem. Potem był mąż alkoholik, spalił się we własnym sosie parę lat temu.
Wychowywała dzieci każdego od innego faceta, mieszkała z babcią, a od dwóch lat miał tam zameldowany ósmy już mężczyzna marzeń.
Pracować nie lubiła, uważała, że jej powołanie to upiększanie świata, cierpienie, a wszyscy wokół mają ten świat sponsorować. Przede wszystkim moja mama, Weronika, która według Grażyny to już nie wie, co z pieniędzmi robić.
Podeszłam do okna. Widok cudny: śmietnik i ściana kurnika.
Całe te wakacje to był pomysł mamy. Razem, rodzinnie, trzeba Grażynie pomóc się odetchnąć.
Pomóc oznaczało, że Werka opłaci większość wyjazdu, zrobi zakupy, będzie gotować obiadki na wszystkich, a Grażyna wraz z nową koleżanką Krysią, którą poznała tu przy basenie na bazie miłości do nicnierobienia, będą leżeć do góry brzuchem.
Pakuj się powiedziałam do Michała. Wieczorem idziemy jeszcze do knajpy pożegnać się.
***
Restaurację wybrała, oczywiście, nie my tylko pani Grażyna. Powiedziała, że chce coś zjeść na bogato.
Na bulwarze, przy Wiśle, stół z trzech zestawionych razem. Dla całej bandy w myślach tylko tak o nich mówiłam.
Grażyna w połyskliwej sukni, ledwo dopiętej, rozsiadła się na honorowym miejscu przy Krysi kawał babki z perhydrolowymi włosami, donośnym głosem i szerokimi ramionami.
Panie kelner! wrzasnęła Grażyna, nawet nie patrząc w kartę. Poproszę wszystko, co najlepsze! Sznycle, sałatki i tego czerwonego w karafce!
Mama moja, Weronika, skulona na brzegu, tylko się uśmiechała, taka zmęczona, że aż się serce krajało.
Przez te dwa tygodnie ani sekundy oddechu: Adaś wrzeszczy, Grażynie źle, Alince się nudzi.
Mamo, zamów sobie rybę, mówiłaś, że masz ochotę szepnęłam Jej do ucha.
Daj spokój, kosztuje swoje, ja to sałatką się nasycę. Niech Grażynka zje, ona się tyle namęczyła.
Oczywiście, że namęczyła ironia aż się ze mnie wylewała. Obok Adaś walił łyżką w talerz.
Jedzenia daj! rzucił z otwartą buzią, nie odrywając wzroku od tabletu.
Grażyna od razu się zerwała, napchała mu ziemniaków łyżką prosto do ust.
Mój maluszek, jedz, nabieraj sił wymamrotała.
No i mnie szlag trafił.
On ma sześć lat! nie wytrzymałam. Sam nie umie jeść?
Zapadła cisza, Grażyna już odwraca głowę w moją stronę.
A kto cię pytał, moja kochana siostrzenico? Dzieci swoje wychowaj, to porozmawiamy.
Mój Adaś to artystyczna dusza, jemu opieka jest potrzebna!
On potrzebuje granic, nie tabletu przy stole odbiłam mocno. Wy wychowujecie roszczeniowca.
No, ja nie mogę! wtrąciła się Krysia, trzaskając rękami. Cała psycholożka się znalazła.
Jajko kurę uczy, a gówniara chce wszystkich pouczać. Życia nie liznęłaś, a taka mądra.
Martyna, ucisz się syknęła mama, łapiąc mnie za rękaw. Nie psuj wieczoru, proszę.
Ten wieczór był jak wieczność. Grażyna i Krysia głośno obgadywały facetów, narzekały na sąsiadów w pensjonacie, żaliły się, jak to ciężko być kobietą.
Alinka wpatrzona w telefon rzucała tylko karcące spojrzenia. Adaś kwilił o deser, więc zamówiono mu od razu największe lody.
W końcu rachunek. Grażyna rozłożyła ręce teatralnie:
O matko, portfel mi został w pokoju! Weronika, zapłać, oddam ci jak wrócimy!
Wiedziałam, że nie odda. Patrzyłam tylko zrezygnowana, jak mama posłusznie wyciąga kartę.
To wszystko już było, setki razy.
***
Po północy wróciliśmy do tej willowej rudery. Pierwsza poszłam pod prysznic, zmyć z siebie to wszystko.
Woda raz lodowa, raz wrzątek, ciśnienie jak sraczka. Wychodząc, usłyszałam szepty z kuchni.
widziałaś tę księżniczkę? cedziła Krysia. Minę krzywi!
Sam nie umie jeść co jej do tego?
Ach, ta Martyna, w życiu nie zaznała trudów, nosy zadziera. Gdyby nie Werka, dalej by w oborze zamiatała, nie po restauracjach chodziła.
Zadufana panna bez rozumu i bez chłopa.
Zamarłam. Nic, tylko serce tłukło mi się pod żebrami. Czekałam, aż mama się odezwie. Powie: Zamknij się Krysia, nie gadaj tak o mojej córce. Ale nie
Usłyszałam tylko westchnienie Grażyny:
Oj, coś w tym jest, Krysia. Ciężka dziewucha. W całości po rodzinie ojca oni tam wszyscy tacy z roszczeniami.
Nie to co moja. Alinka jeszcze z charakterem, ale w środku ma złote serce.
A ta patrzy na nas jak na błoto. Aż się jeść odechciewa.
Boś Werka ją rozpuściła! przytaknęła Krysia. Trzeba było w tyłek lać, to by była inna rozmowa.
A teraz siedzi jak księżniczka, matkę traktuje jak powietrze. Ja bym taką z domu wyrzuciła, niech sobie sama poradzi.
Przycisnęłam czoło do futryny. Mama milczy.
Siedzi z nimi, siorbie herbatę (albo coś mocniejszego, bo zapach w kuchni jak w pubie) i słucha, jak mieszają mnie z błotem.
Nagle mi się wszystko przewróciło. Wpadłam z trzaskiem do kuchni.
I cisza. Grażyna i Krysia przy stole, resztki mięsa na talerzu, chipsy i puste butelki. Mama skulona, jeszcze mniejsza.
To ja jestem ta zadufana panna? spytałam spokojnie, bez drżenia głosu.
A ty, ciociu Grażyno, to niby świętość z czystą duszą?
Grażyna aż się zadławiła, Krysia się podniosła, wpatrując się we mnie.
Podsłuchujesz smarkulo? mruknęła groźnie.
Nic nie podsłuchuję, wy darłyście się tak, że cały dom słyszał podeszłam bliżej. Ciociu Grażyno, tobie jedzenie w gardle nie przechodzi? A jak mama płaciła za twój obiad, to co?
Jesteś niewdzięczna! zaczęła wrzeszczeć ciocia. Traktujemy cię jak rodzinę, a ty nos zadzierasz! Wstydu nie masz!
Ja się do matki nadaję, a ty o chlebie wspominasz! Powieś się na tych swoich złotówkach!
Nie twoje pieniądze mi przeszkadzają, tylko twoja bezczelność! piekliłam się. Całe życie siedzisz mamie na karku. Raz to facet, raz dzieci, raz choroba!
Mama haruje, żeby cię do SPA wysłać, a ty ją potem za plecami obrabiasz! Twoja córka to gburka, która pluje jadem, a syn rozkapryszony manipulator, który nawet nie nie zna w twoim wykonaniu!
Ciocia zaniemówiła, po prostu patrzyła. Mama w końcu zerwała się z krzesła.
Przestań natychmiast! Wracaj do pokoju!
Nie wrócę, mamo spojrzałam jej prosto w oczy. Ty siedzisz z tymi babami, słuchasz, jak poniżają twoją córkę i milczysz. Jak możesz?
Krysia podeszła, zaciskała pięści.
No dobra, gówniaro, to ja ci pokażę, jak się starszych szanuje
Już miała wymierzyć mi siarczysty policzek, ale Michał, który nagle się pojawił, chwycił ją za rękę.
Nawet nie próbuj powiedział cicho. Ciociu Grażyno, pakujcie się. My się wynosimy.
MY? zaskrzeczała Grażyna przeczuwając, że traci kontrolę. Ja nigdzie się nie ruszam! Mamy jeszcze dwa dni opłacone!
Werka! Twoje dzieci oszalały! Na ludzi skaczą!
W końcu moja mama się odezwała. Podbiegła do mnie, zaczęła mnie potrząsać.
Po co zaczynałaś? Po co wychodziłaś? Mogłaś siedzieć cicho! Wszystko zepsułaś, skandal przed ludźmi!
Ostrożnie odsunęłam jej ręce.
Mamo, nie mnie powinno być wstyd. Tobie powinno być wstyd, że pozwalasz im się tak zachowywać wobec nas wszystkich.
Wyszłam z kuchni, Michał poszedł zaraz za mną.
W pokoju pakowaliśmy się bez słowa. Za ścianą Grażyna już ryczała, a Krysia wyzywała nas od śmieci. Alinka pomstowała, że nie dajemy jej spać.
Nie da się teraz wyjechać powiedział Michał, zapinając torbę Autobus dopiero rano. Na dworcu trzeba przeczekać.
Wolę dworzec niż ten syf, warknęłam, wrzucając kosmetyki w torbę. Nawet sekundy tu nie zostanę.
A mama?
Zamarłam, trzymając w ręku bluzę.
Mama sama wybrała. Została tam, żeby Grażynę przytulać.
***
Nie gadam z mamą. Michał zresztą też nie nie wybaczyliśmy jej tego.
Weronika dzwoniła parę razy, groziła, że wybaczy, jeśli przeprosimy Grażynkę. Ale dla mnie i Michała to żadna łaska.
Mamy już serdecznie dosyć.
Jeśli jej się podoba zaglądać siostrze w usta proszę bardzo. Nam bez tej toksycznej rodziny żyje się o wiele lepiej.



