Kiedyś, dawno temu, wychowałam trzech chłopców. Każda kobieta, która przez lata była otoczona czterema mężczyznami mężem i synami doskonale zrozumie, co mam na myśli. Nigdy nie pojmowałam, jak w polskim domu można nie przygotować obiadu czy kolacji, albo pozwalać sobie na porozrzucane ubrania i chaos w pokojach. Teraz mam już 52 lata i zawsze wierzyłam, że to właśnie kobieta nadaje domowi ciepło i sprawia, iż mężczyzna pragnie tam wracać by czuć się bezpiecznie i odnaleźć spokój. Ale nie sądzę, żeby moja synowa patrzyła na świat w podobny sposób.
Mój najstarszy syn, Szymon, ożenił się dwa lata temu. Dziewięć miesięcy po ślubie pojawiła się na świecie ich córeczka. Szymon miał wtedy 28 lat, jego żona, Jagoda, była młodsza o osiem lat miała zaledwie 20. Jagoda jeszcze studiowała na Uniwersytecie Warszawskim, ale wiek i jej plany absolutnie nie przerażały Szymona.
Kiedy Jagoda była w ciąży, jej humory dały się nam wszystkim we znaki. Bezustannie wysyłała Szymona do sklepu: rano miał przynieść jabłka, później zapragnęła pomarańczy, a wieczorem znowu wysyłała go po kwiaty. Mój syn zawsze wykonywał jej polecenia bez słowa sprzeciwu. Wierzyliśmy, że jak tylko dziecko się urodzi, to się zmieni ale myliliśmy się.
Jagoda urodziła córeczkę, karmiła ją zaledwie dwa miesiące, a potem oznajmiła Szymonowi, że jest wykończona nocnym wstawaniem i chce odpocząć. Szymon od zawsze był chłopakiem o dobrym sercu i łagodnym usposobieniu, dlatego poprosił mnie, żebym do nich chwilę wpadła i pomogła przy małej. Oczywiście nie potrafiłam odmówić.
Zajmowałam się wnuczką przez cały dzień, a w tym czasie synowa włóczyła się po salonach fryzjerskich, kosmetycznych czy na spotkania towarzyskie. Wieczorem, zamiast coś ugotować mężowi po pracy, zamawiała żurek przez telefon albo pierogi z pobliskiej knajpy. Przez cały tydzień byłam tam codziennie, a Jagoda bardzo szybko przyzwyczaiła się do spania do południa i prowadzenia życia według własnego rytmu. Zostawiła mi wszystkie obowiązki, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Po miesiącu pękłam. Powiedziałam, że muszę wrócić do domu moje gospodarstwo w Płocku też czekało na opiekę. Jagoda była niezadowolona. W głębi duszy wiedziałam, że nie jest jeszcze dojrzała ani odpowiedzialna, dlatego odwiedzałam ich od czasu do czasu. To, co widziałam, sprawiało mi ból bałagan, pustą lodówkę, brak jakiegokolwiek ciepła domowego.
Nie chciała nawet ugotować obiadu, także dla swojej córeczki nie przygotowywała domowego jedzenia. Wychowałam w swoim czasie trzech synów i taka niedbałość była dla mnie nie do przyjęcia. U nas w domu zawsze był obiad. W zeszłym miesiącu Szymon obchodził urodziny. Pojechałam do Warszawy z nadzieją, że tym razem synowa coś przygotuje. Ale znowu się rozczarowałam zamówiła pizzę i japońskie rolki.
Nie rozumiem mojego syna dlaczego wybrał taką żonę, dlaczego znosi to bez słowa? Może to dlatego, że nigdy przed ślubem nie mieszkali razem i nie miał okazji zobaczyć, jaka jest Jagoda? Czuję, że Szymon jest nieszczęśliwy, ale nic nie mówi, połyka wszystko w milczeniu.
Rozmyślam, czy znaleźć sposób, żeby w końcu Jagoda zaczęła zachowywać się jak prawdziwa gospodyni, jak matka i żona. Boję się tylko, żeby Szymon się na mnie nie obraził, jeżeli wtrącę się bardziej. Wiem, że powinnam szanować jego wybór. Ale serce matki nie pozwala spokojnie się temu przyglądać. Czy wszystkie młode synowe są takie teraz?
Co by Pani doradziła kobiecie w podobnej sytuacji? Czy powinnam otwarcie porozmawiać z synową?


