W zeszłym miesiącu mój syn obchodził urodziny. Powiedziałam mu, że pojawię się na przyjęciu jako gość.

Wychowałam trzech synów. Każda kobieta, która ma w domu czterech mężczyzn, doskonale wie, o czym mówię. Kompletnie nie pojmuję, jak można wrócić do domu i nie mieć przygotowanego obiadu, albo patrzeć na rozrzucone po całym mieszkaniu ubrania i przedmioty. Teraz mam 52 lata, zawsze wierzyłam, że to właśnie kobieta powinna tworzyć takie miejsce, do którego mężczyzna będzie chciał wracać ciepły, wygodny i bezpieczny dom. Niestety nie mam wrażenia, żeby moja synowa miała podobne podejście.
Mój najstarszy syn, Michał, dwa lata temu wziął ślub, a dziewięć miesięcy później pojawiła się u nich córeczka. Syn miał wtedy 28 lat, a jego żona, Kinga 20. Kinga była jeszcze studentką, ale nawet ta różnica wieku nie budziła w Michale żadnych obaw.
W czasie ciąży Kinga miała trudny charakter potrafiła wysłać Michała trzy razy z rzędu do sklepu po różne zachcianki: rano jabłka, za godzinę pomarańcze, potem nagle świeże kwiaty. Syn nigdy się nie kłócił zawsze spełniał jej życzenia. Wszyscy myśleliśmy, że po narodzinach dziecka sytuacja się odmieni. Niestety rzeczywistość była zupełnie inna.
Po porodzie Kinga karmiła córeczkę dwa miesiące, a potem oznajmiła synowi, że jest zbyt zmęczona nieprzespanymi nocami i potrzebuje odpoczynku. Michał to człowiek empatyczny, miękki w obyciu, więc poprosił mnie, żebym przyjechała i pomogła. Oczywiście nie potrafiłam odmówić.
Kiedy ja przejmowałam obowiązki opieki nad wnuczką, Kinga całe dnie spędzała w salonach kosmetycznych albo fryzjerskich, a po powrocie do domu nawet nie starała się ugotować obiadu Michałowi, który wracał wykończony po pracy. W konsekwencji przez cały tydzień siedziałam z ich córeczką. Kinga przyzwyczaiła się spać do południa, funkcjonowała wyłącznie według własnych preferencji, odsunęła od siebie wszelkie domowe sprawy zostawiła je mnie.
Po miesiącu już nie wytrzymałam i powiedziałam, że muszę wracać do siebie, do Łodzi. Kinga była wyraźnie niezadowolona. Widziałam, że nie radzi sobie samodzielnie, więc czasem jeździłam do nich w odwiedziny, ale to, co zastawałam, wyprowadzało mnie z równowagi bałagan w mieszkaniu, a lodówka praktycznie pusta.
Nie chciało jej się niczego ugotować nawet dla małego dziecka. Ja jako matka, która wychowała trzech synów, nie pojmuję takiej nieodpowiedzialności. Michał zawsze miał domowe obiady. W zeszłym miesiącu Michał miał urodziny postanowiłam posprzątać i odwiedzić ich z tej okazji; naiwnie myślałam, że Kinga coś ugotuje. Ale Kinga zamówiła pizzę i sushi za ponad 100 złotych.
Nie rozumiem Michała: dlaczego zgadza się na takie życie, dlaczego tego nie zmienia? Boję się, że to dlatego, że nie mieszkali razem przed ślubem i nie miał pojęcia, z kim się wiąże Widzę, że to trudne dla niego, a on tylko milczy i nic nie mówi swojej żonie.
Szukam rozwiązania, żeby Kinga wreszcie zaczęła zachowywać się jak żona i matka. Tylko że najbardziej boję się tego, żeby syn nie odwrócił się ode mnie przez moją interwencję. Rozumiem, że powinnam zaakceptować jego wybór. Ale przecież nie potrafię patrzeć na to wszystko bezczynnie! Czy wszystkie synowe są takie?
Co doradziłaby pani kobiecie w podobnej sytuacji? Czy powinnam odbyć poważną rozmowę z synową?

Rate article
Fajna Tajna
W zeszłym miesiącu mój syn obchodził urodziny. Powiedziałam mu, że pojawię się na przyjęciu jako gość.