Dopiero w pięćdziesiątym piątym roku życia zrozumiałem, że najstraszniejsze to nie puste mieszkanie, ale dom pełen ludzi, dla których jesteś niepotrzebny.
Znowu kupiłeś nie ten chleb głos synowej Kasi wbił się w uszy, gdy rozpakowywałem torby w kuchni. Prosiłam o bezdrożdżowy. Piąty raz proszę.
Demonstracyjnie wzięła kajzerkę, którą przyniosłem, i obróciła ją w dłoniach, jakby to była jakaś podejrzana, trująca gąsienica.
Kasiu, zapomniałem, wybacz. W wirze spraw.
Zawsze jesteś w wirze, Stanisławie Kazimierzu. A my to potem mamy jeść. Bartek może mieć alergię.
Rzuciła chleb na blat z miną, jakby robiła mi łaskę, nie wyrzucając go od razu do śmieci.
Przełknąłem gulę, która stanęła mi w gardle. Mój wnuk Bartek ma sześć lat i nigdy w życiu nie miał alergii na zwykły chleb.
Do kuchni zajrzał syn.
Tato, nie widziałeś mojego niebieskiego swetra?
Widziałem, Jarku. Jest w praniu, wczoraj
Po co?! nawet nie dał mi dokończyć. Przecież miałem go dziś założyć! No, tato!
Zniknął, zostawiając mnie z tym rozdrażnionym no, tato, które ostatnio bolało bardziej niż policzek. Uprałem jego rzecz. Zadb



