– Ciebie tu nie ma! – głos Zofii drżał ze złości. – Rozumiesz? W tej rodzinie już cię nie ma!
– Zośka, uspokój się – próbował wtrącić Tomasz, lecz żona nie pozwoliła mu dokończyć.
– Milcz! Swoim milczeniem przez lata dawałeś jej do zrozumienia, że może robić, co chce!
Jadwiga stała w progu salonu, ściskając podróżną torbę. Jej twarz była blada, usta drżały, lecz spojrzenie zachowało dumę.
– Dobrze, mamo. Jak każesz.
– Nie nazywaj mnie mamą! – wrzasnęła Zofia. – Mam jedną córkę i to nie ty!
Tomasz ciężko opadł na fotel, zakrywając twarz dłońmi. Jadwiga spojrzała na ojca, czekając, że w jej obronie choć słowo powie. Mężczyzna jednak milczał.
– Tato? – szepnęła cicho.
– Jadziu, może nie tak od razu? – podniósł w końcu głowę Tomasz. – Porozmawiajmy spokojnie.
– O czym? – Zofia porwała ze stołu fotografię i cisnęła nią o podłogę. Szkło rozprysło się w drobne okruchy. – Okryła naszą rodzinę hańbą! Całe miasto teraz palcami wytyka!
Jadwiga spojrzała na zniszczoną ramkę. W środku było ich wspólne zdjęcie z ubiegłego Sylwestra – szczęśliwa rodzina, uśmiechnięte twarze. Teraz wydawało to się okrutną drwiną.
– Mamo… Zofio Janowna – poprawiła się Jadwiga. – To nie moja wina, że tak wyszło.
– Nie twoja wina? – matka zrobiła krok w stronę córki. – Umawiasz się ze żonatym mężczyzną! Rozwalasz cudzą rodzinę! A teraz jeszcze spodziewasz się po nim dziecka!
Jadwiga instynktownie przycisnęła dłoń do brzucha. Stan był wczesny, ale wieść już obiegła całe ich małe miasteczko.
– Kocham go – powiedziała cicho.
– Kochasz! – przedrzeźniała Zofia. – Czterdziestoletniego wujka z trójką dzieci! Co w tobie takiego niezwykłego, że rzucił dla ciebie żonę?
Jadwiga zbladła jeszcze bardziej.
– On mnie kocha. Będziemy mieszkać razem.
– Gdzie? – zapytała szyderczo matka. – Tutaj? W moim domu? Myślisz, że pozwolę ci sprowadzić tego… tego…
– Zosiu, już dosyć – włączył się Tomasz. – To jednak nasza córka.
– Nasza? – żona odwróciła się do męża. – Ja takich córek nie rodziłam! Wychowałam ją, na studia posłałam, pracę pomogłam znaleźć. A ona co? Związała się z pierwszym lepszym facetem!
Jadwiga postawiła torbę na podłodze.
– Sebastian nie pierwszy lepszy. Znamy się ponad rok.
– Ach, ponad rok! – załamała ręce Zofia. – Cały rok mnie więc okłamywałaś! Mówiłaś, że się spóźniasz w pracy, a ty do kochanka biegałaś!
– Nie kłamałam, po prostu…
– Po prostu co? Ukrywałaś? To właśnie jest kłamstwo!
Tomasz podniósł się z fotela i podszedł do okna. Za oknem mżył deszcz, niskie, szare chmury zwisały nad dachami sąsiednich domów.
– Jadziu – powiedział, nie odwracając się. – A co mówi ten Sebastian? Czy naprawdę się rozwodzi?
– Oczywiście, że się rozwodzi – odparła Jadwiga. – Złożył papiery do sądu.
– Złożył papiery – powtórzyła Zofia. – A rodzinę już rozbił. Dzieci zostaną bez ojca.
– Oni się nie kochali – próbowała wytłumaczyć Jadwiga. – Od dawna żyli jak obcy ludzie pod jednym dachem. Sebastian mówi, że ożenił się z rozsądku, nie z miłości.
– Oczywiście, że mówi! – zaśmiała się matka. – Wszyscy żonaci mężczyźni tak mówią! Żony nie kochają, dzieci nie chcieli, ożenili się z przymusu! A później, gdy nacieszą się kochanką, wracają do rodziny!
– Sebastian nie jest taki – uparcie powiedziała Jadwiga.
– Wszyscy tacy są! – odcięła Zofia. – Myślisz, że ja życia nie znam? Ile takich historii widziałam! Obiecują gruszki na wierz, a potem znikają, gdy tylko dowiedzą się o ciąży!
Jadwiga wzdrygnęła się.
– On wie o dziecku. I bardzo się cieszy.
– Cieszy? To gdzie jest teraz? Czemu nie przyszedł z tobą? Nie broni swojej ukochanej?
– On… on jest w delegacji. Wraca za tydzień.
– Jak wygodnie – skomentowała szyderczo Zofia. – Wyjechał akurat wtedy, gdy wszystko wyszło na jaw.
Jadwiga spuściła wzrok. Sama była zaskoczona, że Sebastian wyjechał tego dnia, gdy postanowiła wszystko opowiedzieć rodzicom. Wyjaśnił jednak, że delegacja była zaplanowana od dawna i nie da się jej odwołać.
– Zośka, może nie wyciągajmy szybko wniosków? –
Ale gdy spotkawszy przez przypadek jego żonę w parku późnym popołudniem, zobaczyła szczerość cierpienia w jej oczach i usłyszała słowa o wspólnych wakacjach rodzinnych, właśnie planowanych z mężem i dziećmi, uświadomiła sobie, że gorzka prawda matki o złudzeniach kochanek, którą wcześniej gwałtownie odrzucała, była niczym cienka zasłona oddzielająca ją od własnej nieodwracalnej samotności.



