W starym, zaniedbanym kamienicy w Warszawie, pulchna kobieta o imieniu Jadwiga wytrzepywała dywan przez okno, nie zauważając, że kurz sypie się na chudą sąsiadkę z piętra poniżej Krystynę.
Hej, grubaska, uważaj z tym dywanem! wrzasnęła zirytowana Krystyna. Cały kurz leci mi na głowę!
Jadwiga odparła z przekąsem:
Moja droga, i tak wyglądasz, jakbyś przeszła przez burzę piaskową. Kurz cię nie uratuje.
Kłótnia się zaogniała, gdy nagle pojawiła się matka Krystyny, Zofia, z miotłą w dłoni i walnęła w framugę okna.
Zaraz wybijesz szybę, ty żyrafo! warknęła Jadwiga.
Zofia odparła z władczym tonem:
Zawsze musisz szukać guza, co? Słoniu!
Gdy trzy kobiety wymieniały się obelgami, pod kamienicą przemknął złodziej, Tomek. Obserwował scenę z uśmieszkiem.
Baby wiecznie się kłócą. Można to wykorzystać pomyślał.
Tej samej nocy, gdy Krystyna wracała do domu, Tomek zagrodził jej drogę.
Nie drzyj się warknął. Idziemy tam, w tę ciemną uliczkę. Pobawimy się.
Gdzie? wyjąkała, czując dreszcz straku.
Złociście uśmiechnął się, pokazując żółte zęby.
Zaraz zobaczysz.
Krystyna krzyknęła: Pomocy! ale Tomek przygniótł ją do ściany, zakrywając usta.
Jeszcze raz pisniesz, a pożałujesz.
W oknach kamienicy zapaliły się światła. Sąsiedzi wyjrzeli, lecz widząc groźnego typa, szybko zasunęli firanki.
Widzicie? zaśmiał się Tomek. Wszystkie się boją. Żenada!
Nagle BACH! Miotła uderzyła go w potylicę. Odwrócił się i ujrzał Jadwigę, dzierżącą narzędzie jak berło.
Puść ją, łajdaku, albo pożałujesz!
Tomek wybuchnął śmiechem.
Ty? Samotna? Przed chwilą darłyście się na siebie, a teraz ratowniczka?
Jadwiga spojrzała na niego zimno.
Może i się nie lubimy, ale nikomu nie pozwolimy krzywdzić kobiet. Jestem sama, ale nas jest więcej!
Słabeuszki prychnął.
Wtedy za Jadwigą stanęły inne kobiety: Zofia, sąsiadka Grażyna z patelnią, Halina z nożem do krojenia chleba. Ich spojrzenia mogłyby skruszyć beton.
Złodziejowi zadrżały kolana.
Dlaczego się boję? To tylko baby myślał, choć instynkt krzyczał: UCIEKAJ!
Na niego! krzyknęła Jadwiga.
Tomek rzucił się do ucieczki, potykając się o wystający krawężnik i wpadając na śmietnik. Za nim gonił tłum rozwścieczonych kobiet, wymachujących wszystkim, co wpadło im w ręce od drewnianych łyżek po doniczki. Wyglądały, jakby chciały go zlinczować.
Gdy kurz opadł, Jadwiga podeszła do Krystyny.
W porządku?
Tak Dziękuję. Myślałam, że nikt głos się jej załamał.
Jadwiga uśmiechnęła się.
Gdybyśmy trzymały razem, świat byłby lepszy. Razem jesteśmy silniejsze.
Tego dnia jedność zwykłych kobiet pokonała tchórzostwo jednego faceta. I pokazała, że razem mogą zdziałać cuda.



