W RODZINIE PANUJE ZGODA, ALE DOMU NIE WIDZIE SŁOŃCA
Nienawidzę go! To nie jest mój ojciec! Niech stąd odchodzi. Przejdziemy bez niego tak wykrzyknęła Wojciechowa Zofia, kiedy wściekle patrzyła na swojego macochę. Nie rozumiałam tego rodzinnego sporu. Dlaczego nie mogliby po prostu żyć w zgodzie? Nie miałam pojęcia, jak burzyły się emocje pod tym dachem.
Zofia miała młodszą siostrę ze wspólnego pożycia, Jagodę. Jagoda była córką matki i macochy, dlatego wydawało mi się, że ojczym traktuje ją tak samo jak swoją adoptowaną córkę. To oczywiście była perspektywa z zewnątrz. W rzeczywistości Zofia nigdy nie spieszyła się do domu po szkole. Liczyła minuty, kiedy jej największy wróg nielubiany ojciec wyjdzie do pracy. Gdyby Bóg chciał, obliczenia okazałyby się błędne i ojciec nadal byłby w domu, a Zofia wybiegała z brzegu.
Szeptała do mnie:
Ten odszedł! Aniu, zostań w moim pokoju.
A sama zatrzymywała się demonstracyjnie w łazience, czekając, aż ojciec zamknie za sobą drzwi. W chwili, gdy to zrobił, Zofia wyskakiwała z wymuszonego więzienia, z ulgą wzdychając:
W końcu odszedł! Aniu, masz szczęście, że mieszkasz z prawdziwym tatą. Ja natomiast wpadam w smutki. Z ciężkim westchnieniem dodała Chodźmy do kuchni na obiad.
Matka Zofii, Helena Kowalska, była doskonałą gospodynią. W ich domu jedzenie było religią śniadanie, obiad, podwieczorek i kolacja podawane zawsze o wyznaczonych porach, z dbałością o kalorie i witaminy. Gdybyś mnie odwiedziła, zawsze znajdowałby się na stole ciepły posiłek. Garnki i patelnie leżały przykryte ręcznikami, czekając na gości.
Zofia nie lubiła Jagody, młodszej o dziesięć lat. Drwiła z niej, wyzywała i biła się z nią. Lata później jednak stały się jak woda w rzece nie rozdzielą się. Zofia wyjdzie za mąż, a para powita na świecie córkę. Później cała ich rodzina, oprócz ojca, wyemigruje na stałe do Kanady. Dwanaście lat po tym Zofia urodziłaby kolejną dziewczynkę. Jagoda pozostałaby niezamężna, lecz nieustannie pomagałaby Zofii w wychowywaniu córek. W odległym kraju ich więź stałaby się jeszcze mocniejsza. Zofia pisałaby listy do swojego prawdziwego taty aż do jego śmierci; miał on drugą żonę, a Zofia była jedyną jego córką.
Wychowana w pełnej rodzinie (z ojcem i matką), wszystkie moje koleżanki dorastały jednak w domach bez ojca. W dzieciństwie nie zdawałam sobie sprawy z ich frustracji wobec ojczymów, ale ich losy okazały się gorzkie.
U Marty matka i ojciec byli zapalonymi pijakami. Marta wstydziła się ich zapraszać. Wiedziała, że ojciec ją obraży, a matka przy tym jeszcze przybije z pięści. Gdy skończyła piętnaście lat, potrafiła odeprzeć każdego, dlatego ojciec i matka zostawili ją w spokoju.
Aniu, zapraszam cię na moje urodziny radośnie oznajmiła Marta.
Zdziwiłam się:
Do waszego domu? Trochę się boję, Marta. Czy ojciec nie wypędzi mnie?
Niech spróbuje! Jego władza nade mną się skończyła. Mama dała mi adres prawdziwego taty. Teraz on jest moją tarczą. Tata mieszka niedaleko. Chodź, Aniu. Mama już się szykuje była pewna siebie jak nigdy wcześniej.
Nadszedł dzień szesnastej Mamy. Przygotowałam drobny prezent, zadzwoniłam do drzwi przyjaciółki.
Na progu stała elegancka Marta:
Cześć, przyjaciółko! Wejdź, usiądź przy stole.
Mama Marty i ojciec siedzieli przy stole. Po cichu przywitałam się, a oni skinęli głowami w odpowiedzi.
Na stole, przybranym podniszczoną podkładką, znajdował się pilaw w dużej misce, kromka chleba na talerzu i lemoniada w szklankach z kryształowymi nóżkami. Na szklankach leżały chrupiące ciastka. To było wszystko. Mimo to Marta była dumna ze swoich świątecznych potraw.
Jak żyła ich rodzina na co dzień? Przypomniałam sobie własne urodziny: moja mama stała przy kuchni przez cały dzień, gotowała, smażyła, piekła. Sałatki, mięso, ryby, ciasta, tort, sok, kompot Każda chata ma swoje przysmaki.
Z ukrycia podniosłam łyżkę, zjadłam pilaw z kawałkiem chleba, popiłam lemonadą. Ciastko odłożyłam na bok, bo łatwo się kruszyło i bałam się poplamić podkładkę.
Mama Marty i ojciec milczeli przy stole, obserwując nas. W rogu pokoju stało łóżko, na którym leżała babcia Marty:
Zuzanna, nie pij! Bo zapomnisz o mnie i nie nakarmiś nas.
Marta zakłopotała się:
Babciu, nie martw się, mama nie pije. Mamy tylko lemonadę, bez alkoholu.
Stara kobieta odwróciła się w stronę ściany i zamruczała:
Dziękuję za smaczny posiłek! wstałam od stołu.
Pożegnaliśmy się z Martą i pożyczyliśmy się w pośpiechu. Młodość ma mnóstwo własnych przyjemności; nie musimy siedzieć z starcami.
W ciągu roku Marta straciła matkę, ojca i babcię. Została sama w wieku dwudziestu pięciu lat. Nie wyszła za mąż, nie miała dzieci. Mimo że miał kilku zalotników, nie znalazła szczęścia. Jeden z nich mój były mąż pojawił się w jej życiu. Marta przyjęła go pod swój dach, ale i tak nie udało się jej uratować sytuacji. Charakter przyjaciółki okazał się nieprzystosowany.
Kolejna z moich przyjaciółek, Zofia, miała czternaście lat. Żyła z siostrą Marią, której osiemnaście lat. Maria wydawała się dorosłą, surową i poważną. Ich matka, Helena, co tydzień przynosiła im jedzenie i gotowała. Sama mieszkała z pierwszym mężem, a po kilku latach z drugim w którym urodziła Zofię wróciła do pierwszego. Zazdrościłam Zofii wolności, jaką cieszyła się dzięki matce, która nieustannie spłacała długi wobec pierwszego męża, a drugiego otaczała stadem kochanków. Zofia była zostawiona sama sobie.
Zofia wyjdzie za mąż i urodzi córkę. Potem jej mąż zostanie skazany na długie lata więzienia. Zofia popadnie w alkohol. W mieszkaniu znajdzie ciało, a jej siostra Maria odkryje je. Zofia umiera w czterdziestym drugim roku życia.
Nika dołączyła do naszej klasy dziesiątej. Od razu się zaprzyjaźniłam. Piękna, smukła, z melodyjnym głosem. Chłopcy patrzyli na nią z zachwytem, ale Nika miała chłopaka Krzysztofa. Codziennie po lekcjach przyjeżdżał własnym autem, zabierał boginię i znikali w nieznane.
Ojciec Niki zmarł, gdy dziewczynka nie skończyła dziesiątki lat. Nika nie radziła sobie w szkole, lecz śpiewała doskonale. Krzysztof i ona tworzyli zespół, występowali na szkolnych dyskotekach. Kiedy Krzysztofa powołano do wojska, Nika odprowadziła go na dworzec, wypłynęła łza, ale nie czekała. Z początku nieznanego ojca urodziła syna i zamieszkała z matką.
Krzysztof wrócił z służby, wybaczył bogini i zaprosił ją z powrotem. Nika odmówiła:
Będziesz mnie całe życie obwiniał, nie chcę tego. Lepiej będę sama, choć dni będą krótsze.
Kiedy syn Niki dorasta, wyjdzie za mąż za chłopa i przeprowadzi się na wieś.
Z wszystkimi przyjaciółkami kontaktowałam się jednocześnie, lecz one nie przyjaźniły się ze sobą. Wręcz nie mogły znosić się nawzajem.
Dziś od czasu do czasu piszę z daleką, a jednocześnie bliską Zofią. Moja przyjaciółka z dzieciństwa zapewnia, że za wszelką cenę zachowa swoją rodzinę:
Nie chcę, by moje córki przeszły to, co ja przeżyłam, mieszkając przy ojczymie. Lepiej porozmawiać z prawdziwym ojcem niż z obcym wujkiem. W krwi rodziny wszystko się rozgrywa. Ojczym to moja ranna rana na całe życie.
Czasem Zofia i ja wspominamy szkolne wybryki i śmiejemy się.
Ślady Marty i Niki zniknęły w mgle…
Na koniec zostaje jedno: nie ważne, kto wstąpił do domu, najważniejsze jest, by w sercu nie było pustki. Rodzina, którą budujemy z miłością i szacunkiem, jest jedyną ostoją przeciw burzom życia.



