Słuchaj, muszę Ci się wygadać, bo czasem sama nie wierzę, jak to wszystko się potoczyło. Wiesz, w naszej rodzinie mamy pięć mieszkań, naprawdę a mimo to z Michałem musimy wynajmować małą kawalerkę, bo żadne z tych mieszkań nie jest dla nas.
Teściowie mają swoje własne mieszkanie, i oprócz tego jeszcze dwa w Warszawie oczywiście wynajmują obydwa. Zawsze tłumaczą, że wszystko sobie sami wypracowali, więc my też mamy się do tego dochrapać o własnych siłach. Widocznie nie kapują, że kiedyś to mieszkanie można było dostać od państwa albo z fabryki wystarczył etat i już człowiek miał klucze. Teraz człowiek haruje, płaci tysiące złotych za wynajem i nawet nie umie odłożyć na własne “M”.
Moi rodzice eh, oni też są nie lepsi. Babcia zostawiła mi mieszkanie, ale byłam wtedy gówniarą, więc rodzice przejęli, stwierdzili, że póki nie skończę osiemnastki, będą je wynajmować. No i teraz jestem już dorosła, ale im tak się spodobał ten dodatkowy przelew na Blika co miesiąc, że nawet mi się nie śni, żebym tam zamieszkała. Wolą kasę niż to, żebym miała trochę lepiej.
Serio, z Michałem od kilku lat wynajmujemy jedną klitkę, na którą idzie praktycznie całe nasze wypłaty. Zdarzało się, że ostatnie pieniądze wydawaliśmy na chleb i ziemniaki zero luksusów, nawet na świeże owoce musieliśmy odmawiać. Teraz jestem na macierzyńskim, moja pensja i tak była mizerna, ale jakoś się kręciło, jak byłam sama. Michał haruje jak wół, bierze wszystkie nadgodziny, dwa etaty Ale bez wykształcenia trudno o lepszą robotę, a on zaraz po szkole poszedł do wojska, potem się poznaliśmy i już nie było okazji na studia.
Najgorsze jest to, że moja mama regularnie dzwoni i prosi, żebym doradziła jej przy zakupie sukienek, a mnie łamie serce, bo nie mam nawet na głupie witaminy dla małego. Ciągle mnie poucza, że musimy być niezależni, a tak naprawdę to ona by chciała, żebyśmy jej jeszcze pomagali finansowo, bo marzy im się podróż do Włoch albo Egiptu.
Nie mogę zrozumieć tej mentalności naszych rodziców. Mają wszystko, mogliby bez problemu podzielić się z nami tym, co mają, a oni ciągle odwracają wzrok i powtarzają, żebyśmy radzili sobie sami. Jasne, nikt nie oczekuje, żeby mieli na nas pracować po grobową deskę, ale mogli chociaż trochę nas wesprzeć Widocznie nie wiedzą, co to znaczy naprawdę troszczyć się o dzieci. Ja, jak będę miała swoje dzieci, nigdy nie zostawię ich na lodzie.
Znajomi nam pocieszają, że kiedyś dostaniemy te mieszkania w spadku. Ale szczerze mówiąc, mam już taki żal, że nie chcę nic od nich. Niech biorą te swoje klucze do mieszkania i chowają je do grobu ja i tak sobie poradzę.



