W Polsce coraz częściej mówi się o adopcji dzieci z domów dziecka, a ja postanowiłem zrobić coś innego zabrałem swoją babcię z domu opieki.
Żaden z moich sąsiadów ani znajomych nie popierał mojego pomysłu. Wszyscy patrzyli na mnie z ukosa i mówili: Czasy są ciężkie, a ty bierzesz sobie taki obowiązek na głowę!. Ale jestem pewien, a nawet wiem na pewno: to, co robię, jest słuszne.
Dawniej tworzyliśmy czteroosobową rodzinę: ja, moje dwie córki i mama. Niestety, moja mama odeszła osiem miesięcy temu i zostaliśmy we trójkę. W tym czasie uświadomiłem sobie wraz z córkami, że mamy jeszcze dużo energii, sił i czasu, które chcemy komuś podarować. Mam przyjaciela jeszcze z liceum, który, zamiast założyć rodzinę i pracować, popadł w alkoholizm w wieku trzydziestu lat. Najgorsze było to, że zabierał emeryturę swojej mamy i wydawał ją na alkohol. Gdy przestała mu dawać pieniądze, oddał ją po prostu do domu opieki, przejął jej mieszkanie i wszystko, co miała, przepuścił na wódkę.
Tę starszą panią znałem jeszcze od dzieciństwa i ona mnie także pamiętała. Raz w miesiącu przyjeżdżałem z córkami do niej, przywoziliśmy jej mazurki czy domowe ciasta. Moje dziewczynki bardzo się zaangażowały w moją inicjatywę, a młodsza z nich, która ma teraz cztery i pół roku, aż piszczała z radości: Będziemy mieć znowu babcię!
Nie da się opisać, jak szczęśliwa była ta kobieta po mojej propozycji! Płakała ze wzruszenia tak długo, że musiałem ją przytulać i uspokajać. Od momentu, gdy babcia z nami zamieszkała, minęły już prawie dwa miesiące. Kochamy ją, a ona kocha nas.
Nie możemy się tylko nadziwić, skąd nasza babcia choć już jest w ósmej dekadzie życia ma tyle energii! Codziennie wstaje o szóstej rano, a nas budzi zapach świeżo smażonych naleśników albo racuchów.
Zyskałem coś więcej niż spokój sumienia. Na własne oczy przekonałem się, że pomagając drugiemu człowiekowi, samemu można odnaleźć rodzinną bliskość i ciepło, których nikt i nic nie zastąpi.



