W mojej nauczycielskiej praktyce zdarzyła się taka historia: do mojej grupy uczęszczał chłopiec Kubuś, urodzony z wieloma schorzeniami – opóźnieniem rozwoju, wadami serca oraz rozszczepem wargi i podniebienia.

W mojej pracy nauczycielskiej zdarzyła się pewna historia, której długo nie zapomnę. Do mojej grupy przedszkolnej chodził chłopiec o imieniu Jacek Kowalski. Przyszedł na świat z wieloma schorzeniami: miał opóźnienie rozwoju, kłopoty z sercem, a do tego rozszczep wargi i podniebienia.
Do czwartego roku życia prawie nie było wiadomo, co mówi, a dzięki niezliczonym godzinom spędzonym z logopedą, w wieku sześciu lat jego mowa wreszcie się poprawiła. Nadal mówił przez nos, ze specyficznymi głoskami gardłowymi, ale już można było go zrozumieć.
Nadszedł marzec i Dzień Kobiet ostatni rok Jacka w przedszkolu, czas pożegnania. Postanowiliśmy, że jedno z wierszyków wyrecytuje właśnie Jacek. Bardzo się denerwował wstydził się swojej wymowy i blizny na ustach. Wiedziałam, jakie wyzwanie przed nim stoi, i jak mocno go to stresuje. Z drugiej strony, życie nie jest szklarnią, a dziecko musi czasem pokonać swoje lęki, by uwierzyć w siebie i poczuć się równym innym.
Jacek bardzo chciał wziąć udział w występie gdy inne dzieci recytowały, on powtarzał cicho tekst, poruszając wargami.
Wybraliśmy mu fragment wiersza o mamie. Jego mama była ogromnie szczęśliwa, że syn dostał takie zadanie nie liczyła na to, bo wiedziała, że Jacek różni się od innych dzieci. Wspólnie ćwiczyli codziennie przed lustrem, przed sobą nawzajem, raz ciszej, raz głośniej, przed rodziną, nawet na czas.
W końcu nadszedł dzień występu. Przyszła kolej Jacka, żeby wyjść na scenę i powiedzieć wiersz dla mamy jak sam podkreślił, tylko dla niej się tak starał.
Wyszedł elegancki, w garniturku z muchą, stanął na środku i zaczął czytać wyraźnie, ładnie. Po chwili jednak widać było, że się zestresował i zaczął się mylić. Dotarł do wersu:
Z pierwszego piętra odpowiada Wojtek: Mama jest lekarką? Co w tym dziwnego?
A u Jacka, na przykład,
Mama jest (tu się zaciął, próbując sobie przypomnieć trudne słowo)
Mama jest klimatyza…klima…tor…
Na sali rozległy się chichoty. Jacek zaczerwienił się, spuścił głowę, wsunął dłonie do kieszeni i, choć się nadął, mówił dalej.
A u Tomka i u Weroniki,
Też mamy Klima…kli…klimatyzatorki! zawtórował ktoś z radosnym okrzykiem z końca sali.
Wtedy rozbawiło to już wszystkich śmiech rozbrzmiał głośno.
Jacek odwrócił się i wybiegł z sali. Znalazłam go na schodach, gdzie stał oparty o ścianę i wycierał łzy rękawem. Pochyliłam się i powiedziałam do jego czerwonego uszka, że ta osoba zachowała się nieładnie, próbowała być żartobliwa, ale nie wyszło. Spytałam, czy chce spróbować jeszcze raz tylko dla mamy i dla mnie.
Tym razem ze słowem policjantka. Obiecałam mu pomóc. Najpierw kręcił głową uparcie, ale potem powiedział, że chce dla mamy, mimo że się boi. Obiecałam trzymać go za rękę i podpowiedzieć, jeśli się zgubi.
Zgodził się. Oddałam go na chwilę pani pomocy, żeby poprawiła mu buzię i oczy po płaczu, i wróciłam na scenę. Gdy tylko zakończył się kolejny punkt programu, poprosiłam o głos. Pamiętam ten moment, jakby to było wczoraj.
Jacek ma sześć lat zaczęłam. Większość swojego krótkiego życia spędził w szpitalach i sanatoriach. Przeszedł więcej operacji niż miał urodzin. Przez długi czas nie mówił, ale w tym roku nauczył się i odważył się wystąpić. Chce powiedzieć wiersz tylko mamie. Proszę, wysłuchajcie go w ciszy. To dla niego bardzo trudne.
W sali zapadła cisza. Wyprowadziłam Jacka zza kulis, szedł niechętnie, spuszczając wzrok. Mały, przysadzisty chłopczyk z wystającą dolną wargą, zapłakany, ale odważny stanął przed wszystkimi i milczał.
Jacek, dasz radę! zawołała mama.
Dasz radę, Jacek! powtórzył ten sam głos z końca.
Przykucnęłam przy Jacku, złapałam go za dłoń i szepnęłam:
Dla mamy, Jacek.
Chłopiec wziął głęboki oddech i zaczął od początku. Gdy dotarł do wersów:
Z pierwszego piętra odpowiada Wojtek: Mama jest lekarką? Co w tym dziwnego!
A u Jacka, na przykład,
Mama jest po-li-cjant-ką!
A u Tomka i u Weroniki
Obie mamy inży-nierki!
Zakończył, patrząc z dumą na widownię.
Nasz mały przedszkolny teatr jeszcze nie słyszał takich braw. Klaskali wszyscy rodzice, dzieci, wychowawcy i inni pracownicy przedszkola. Niektórzy nawet wstali. Jacek nie mógł już kontynuować tak wielki był aplauz.
Nie musiał. Udowodnił już wszystko.
Po występie podeszła do mnie pani od muzyki.
Oj, zasłużyłaś na niezłą burę powiedziała żartobliwie. Rozkleiłam się, puściły mi nerwy i rozpłakałam się. Pani muzyczna zamknęła drzwi i postawiła mnie do pionu:
Mało brakowało, a przez ciebie uroczystość by się nie udała, ale… Zwycięzców się nie ocenia. A wy z Jackiem jesteście dzisiaj zwycięzcami. Otrzyj nos i wracaj do dzieci.
Dlaczego wspominam tę sytuację właśnie po trzynastu latach? Ostatnio spotkałam na ulicy mamę Jacka. Poznała mnie i powiedziała, że Jacek w tym roku dostał się na studia, od razu na filologię, i to na miejsce dotowane. Wszystkie egzaminy zdał na piątki. I wiecie, co mi przekazała od syna? Gdyby nie tamten dzień, pewnie dalej czułbym się niepełnosprawny.
Co najważniejsze w tej historii? Upór, wewnętrzna siła Ale przede wszystkim to, że z niepełnosprawnego chłopca wyrósł samodzielny, pewny siebie człowiek! Pomogli mu w tym ludzie wokół. Otwórzmy serca i nauczmy się być wyrozumiali i dobrzy bo dobro naprawdę pomaga rosnąć silnym.

Rate article
Fajna Tajna
W mojej nauczycielskiej praktyce zdarzyła się taka historia: do mojej grupy uczęszczał chłopiec Kubuś, urodzony z wieloma schorzeniami – opóźnieniem rozwoju, wadami serca oraz rozszczepem wargi i podniebienia.