**Dzienniki Małgorzaty**
Wreszcie. Wychodząc za mąż, Małgosia nawet nie przypuszczała, że jej nowo poślubiony mąż Marek ma zgubny nałóg. Nie byli razem długo Marek szybko oświadczył się, choć wtedy był pod wpływem:
Małgoś, wyjdź za mnie powiedział, a oddech zdradzał woń alkoholu.
Marku, piłeś? I w takim stanie o rękę się ubiegasz? oburzyła się nieznacznie, bo jednak marzyła o małżeństwie. Większość koleżanek już była mężatkami.
No bo To z radości. Nie odmówisz, prawda? mówił wesoło. No i co, jaka twoja odpowiedź?
Dobrze, zgadzam się. Ale pod warunkiem, że nie będziesz pić często. Tylko od święta.
Przecież o to mi chodzi! No a dziś święto oświadczyny!
Z młodzieńczej naiwności Małgosia nie zagłębiała się w problem, nie wiedziała też, że ojciec Marka pił całe życie. Pewnie to wpłynęło na syna, zwłaszcza że czasem proponował mu herbatkę w kieliszku.
Barbara, matka Marka, burczała, gdy mąż nalewał synowi:
Sam się trujesz, a jeszcze go uczysz!
Cicho, kobieto! Niech się Marek uczy życia prawdziwy chłop musi umieć pić.
Po ślubie zamieszkali w kawalerce Małgosi, którą dostała w spadku po babci. Na początku było dobrze. Marek pracował, czasem wracał po pracy z zapachem alkoholu, ale zawsze miał wytłumaczenie:
Witek stawiał syn mu się urodził, nie wypić to grzech mawiał. Jurek obchodził urodziny, a Staszek poczęstował nas za pomoc przy drewnie na działkę. Powodów było wiele, wszystkie ważne. Jak odmówić?
Małgosia urodziła syna, Kacpra, ale Marek pił dalej. Zawsze wracał późno, do dziecka prawie nie podchodził.
Czemu się nim nie zajmujesz? To twoje dziecko! skarżyła się żona.
Sam mówisz, żebym na niego nie chuchał wódą odpowiadał.
Przestań pić! Ile można cię prosić? błagała Małgosia.
Minęło osiem lat. Marek pił już praktycznie codziennie. Stracił jedną pracę, potem drugą. Teściowa martwiła się, widząc, jak dobra jest jej synowa, a i Małgosia szanowała Barbarę.
Małgosia od lat próbuje go odciągnąć od butelki, ale on nie ustępuje. Z roku na rok tylko gorzej zwierzała się starszej siostrze.
Wiem, Basiu. Szkoda mi Małgosi taka dobra żona i matka kiwała głową siostra.
Dwa lata później Kacper chodził do trzeciej klasy. Małgosia praktycznie sama utrzymywała rodzinę, bo Marek nie pracował, choć teściowa czasem pomagała finansowo i kupowała wnukowi ubrania. Marek nie był już tym przystojnym chłopakiem sprzed lat zaniedbany, bez połowy zębów (stracił je w bójkach i upadkach), włosy przerzedzone. Najgorsze jednak było to, że nie czuł nic ani do żony, ani do syna.
Małgoś, rozwiedź się z tym Markiem i wyrzuć go! Jak można to tolerować? namawiały ją matka, koleżanki z pracy, nawet sąsiedzi widzieli, co się dzieje.
Ale Małgosia żal było nieudacznika zawsze miała miękkie serce, zbierała bezdomne koty, cóż dopiero męża. Martwiła się tylko o Kacpra. Syn widział ojca w stanie nieprzytomnym, nie szanował go, obojętnie mijali się w domu. W końcu postanowiła trzeba się rozwieść. Powiedziała o tym teściowej:
Barbaro, nie mam już sił. Rozwodzę się z Markiem.
Może go leczyć? Może będzie lepiej? matce żal było syna.
Ile razy leczyliście męża? Za każdym razem to samo. Nie chcę, by Kacper poszedł w jego ślady. Niech go nie widzi. Więc wyrzucę go z mieszkania.
A gdzie on pójdzie? Do nas O Boże, co ja teraz przeżyję załamała się Barbara.
Prawda była taka, że Małgosia zdecydowała się na rozwód, bo zakochała się w koleżance z pracy, w Jacku. Trzymała to w tajemnicy. Nikt się nie domyślał, nawet on sam.
Jacek pojawił się w biurze dwa miesiące wcześniej. Od pierwszego wejrzenia Małgosia poczuła, jak serce bije jej mocniej. Przystojny, niebieskooki blondyn z krótką fryzurą i szczerym uśmiechem urzekł ją od razu. I nie tylko ją. Inne samotne koleżanki też się ożywiły, gdy dowiedziały się, że Jacek jest po rozwodzie i przeprowadził się z innego miasta. Zamieszkał u ojca.
Choć samotny trzydziestoczterolatek, traktował kobiety z szacunkiem nawet te, które wyraźnie dawały mu do zrozumienia, że są zainteresowane. Tylko się uśmiechał i grzecznie odmawiał:
Dziś nie mogę, przepraszam. Mam już plany.
Niektóre koleżanki, urażone jego obojętnością, plotkowały za jego plecami, ale Jacek trzymał się z godnością i nie dawał się sprowokować.
Małgosia złożyła pozew i powiedziała mężowi:
Marku, rozwodzimy się. Zabieraj swoje rzeczy i wynoś się. Dwie torby stoją w przedpokoju.
Marek spojrzał na nią głupkowato. Rozwód go nie zmartwił. Wziął torby i poszedł do rodziców.
Wiem, że od dawna nie znaczyłam dla niego nic myślała po jego wyjściu. Teraz zaczynam nowe życie. Nauczę się ufać mężczyznom i przyjmować ich uczucia. Kiedyś to nadejdzie.
I nadeszło. Pewnego dnia po pracy Jacek zatrzymał ją przed biurem.
Małgosiu, idziesz do domu? Masz trochę czasu?
Tak. Trochę. Dlaczego pytasz? zdziwiła się, poczuła rumieniec na policzkach.
Chcę cię zaprosić na kolację. Porozmawiamy. W biurze nie chcę cię narażać na plotki. Mówił poważnie, ale potem uśmiechnął się ciepło i wskazał samochód.
Dobrze, zgadzam się odparła, siadając obok niego.
W kawiarni było jeszcze pusto, ale stopniowo zapełniała się gośćmi.
Słyszałem, że rozwiodłaś się z mężem powiedział Jacek po złożeniu zamówienia.
Tak. Moja cierpliwość się skończyła. Czułam, że dźwigam cały dom sama
Może to dla ciebie niespodzianka, ale od pierwszej chwili, gdy cię zobaczyłem, wiedziałem, że to ty jesteś moją drogąOd tamtego dnia ich życie nabrało nowych barw, a Małgosia zrozumiała, że prawdziwe szczęście zaczyna się wtedy, gdy znajduje się człowieka, który kocha i szanuje cię taką, jaką jesteś.



