W GOŚCINIE U SYNA…

Nie, nie przyjeżdżaj teraz, mamo. Pomyśl sama, droga jest daleka, całą noc w pociągu, a już nie jesteś młoda. Po co ci ten kłopot? Poza tym wiosną w twoim ogródku pewnie masz wiele roboty rzekł mój syn.

Synu, po co? Nie widzieliśmy się od lat. Poza tym chciałbym zobaczyć swoją żonę, jak to mówią, poznać synową bliżej powiedziałem szczerze.

No to umówmy się: poczekaj do końca miesiąca, przyjedziemy wszyscy na Wielkanoc, będzie dużo wolnych dni uspokoił mnie Kacper.

Szczerze mówiąc, już zamierzałem wyjechać, ale uwierzyłem mu i postanowiłem zostać w domu i czekać.

Nikt jednak nie przyjechał. Kilka razy dzwoniłem do syna, a on odrzucał połączenia. W końcu sam zadzwonił, tłumacząc, że jest bardzo zajęty i nie warto na niego czekać.

Zasmuciło mnie to. Przygotowywałem się na przyjazd syna i jego żony. Kacper ożenił się pół roku temu, a ja jej jeszcze nie widziałem.

Mojego syna, Kacpra, urodziłem, jak mówią, dla siebie. Miałem wtedy trzydzieści lat, nigdy nie wyszedłem za mąż, więc postanowiłem choćby dziecko mieć. Może to był grzech, ale nie żałuję tej decyzji, choć często było ciężko nie miałem pieniędzy, ledwo przeżywaliśmy. Pracowałem na kilku etatach, by moje dziecko miało wszystko, co potrzebne.

Syn dorósł i pojechał na studia do Warszawy. Aby wesprzeć go w pierwszych miesiącach, wyjeżdżałem za granicę do Niemiec pracować dorywczo, by przesyłać mu pieniądze na czesne i utrzymanie. Moje ojcowskie serce cieszyło się, że mogę mu pomóc.

Kacper po trzecim roku studiów zaczął podciągać i sam zarabiać. Po skończeniu uczelni znalazł stałą pracę i utrzymywał się samodzielnie.

Do domu przyjeżdżał rzadko, raz w roku. Ja mieszkałem w małej wiosce pod Krakowem i nigdy nie byłem w Warszawie. Pomyślałem, że jak mój syn się ożeni, to na pewno pojadę. Zgromadziłem na ten cel 2000 złotych.

Pół roku temu Kacper zadzwonił i oznajmił mi długo wyczekiwaną wiadomość zamierza się ożenić.

Tato, nie przyjeżdżaj, bo najpierw tylko załatwimy formalności, a ślub odbędzie się później ostrzegł mnie syn.

Zasmuciło mnie to, ale co mogę zrobić? Kacper przedstawił mi swoją żonę Ilonę przez wideorozmowę. Dziewczyna wydawała się dobrą, piękną i bogatą. Jej ojciec był znanym przedsiębiorcą. Zostało mi tylko się cieszyć, że wszystko u niego dobrze się układa.

Minęło trochę czasu, a syn dalej nie przyjeżdżał i nie zapraszał mnie. Nie mogłem już dłużej czekać, więc kupiłem bilet kolejowy, spakowałem domowe jedzenie, upiekłem chleb i wyruszyłem. Przed wstąpieniem do pociągu zadzwoniłem do Kacpra.

No co, tato, już nie? Jestem w pracy, nie zdążę cię przywitać. Weź tak taksówkę, oto mój adres odpowiedział.

Rano przyjechałem do Warszawy, zamówiłem taksówkę i zszokowało mnie, ile za nią zapłaciłem. Ale widok stolicy z okna sprawił, że chwilowo zapomniałem o kosztach.

Drzwi otworzyła mi synowa, nie uśmiechnęła się, nie przytuliła, a jedynie suchą nutą zaprosiła do kuchni. Syn już był w pracy.

Rozłożyłem torby, wyciągnąłem ziemniaki, buraki, jajka, suszone jabłka, marynowane pieczarki, ogórki, pomidory i kilka słoików dżemu. Ilona milczała, a potem powiedziała, że nie potrzebują niczego z tego, bo codziennie zamawiają jedzenie i nie lubią gotować.

Co wy jecie? zapytałem zdziwiony.

Codziennie dostawcy przywożą jedzenie, a gotowanie nie lubię, bo po tym w kuchni zostaje nieprzyjemny zapach, który długo się rozwiewa odparła Ilona.

Zanim zdążyłem się otrząsnąć, weszło do kuchni małe dziecko, chłopiec w okolicach trzech lat.

Poznajcie, to mój syn, Daniel przedstawiła.

Daniel? spytałem.

Nie, Daniel, nie Daniel. Nie lubię, kiedy mylą imiona odparła.

Dobrze, jak powiesz, Ilono.

Nie, nie Ilono, ja nazywam się Ilona. W mieście nikt nie przekręca imion, ale od czego macie wiedzieć…

Poczułem, że łzy napływają mi do oczu. Nie dlatego, że syn ma żonę z dzieckiem, lecz dlatego, że nie powiedział mi o tym wcześniej.

Spojrzałem na ścianę i zobaczyłem duży, ślubny portret.

O, ślubu nie było? To dobrze, że przynajmniej zrobiliście piękne zdjęcie próbowałem zmienić temat.

Jak to nie było? Było 200 osób, tylko ciebie nie było, bo Kacper powiedział, że jesteś chora. Może tak lepiej przejrzała mnie od stóp do głów.

Co podacie na śniadanie?

Będę

Ilona postawiła przede mną filiżankę herbaty i kilka kawałków drogiego sera. To jej rozumienie śniadania.

Ja potrzebowałem porządnego posiłku po podróży, więc chciałem usmażyć jajka i zjeść domowy chleb. Ilona stanowczo zakazała smażenia, tłumacząc, że zapach w kuchni jest niepożądany. Chleb odrzuciła, mówiąc, że z Kacprem stosują dietę zdrową.

Zrezygnowałem więc z jedzenia było mi tak przykro, że syn nie zaprosił mnie na własny ślub. Przez lata zbierałem pieniądze, a wszystko okazało się na nic.

Piłem herbatę w ciszy, a Ilona milczała. Dziecko podbiegło i przytuliło się do mnie, ale Ilona machnęła ręką, mówiąc, że to nie wolno, bo nie wie, skąd przybywam.

Nie miałem dla niego miejsca, więc podałem mu słoik malinowego dżemu, mówiąc: Będziesz miał słodki dodatek do naleśników. Ilona wyrwała mi słoik z rąk, krzycząc:

Ile razy mam powtarzać? Jemy zdrowo i nie jemy cukru!

Poczucie, że zaraz się rozpadnę, przejęło mnie. Nie dokończyłem herbaty, wyszedłem na korytarz, założyłem buty. Ilona nie zareagowała, nie zapytała, dokąd idę.

Wyszedłem na zewnątrz, usiadłem na ławce przy wyjściu i wypuściłem łzy. Nigdy nie czułem się tak przygnębiony.

Po chwili zobaczyłem, że Ilona wyszła na spacer z dzieckiem i wyrzuciła wszystkie moje słoiki na śmietnik.

Nie miałem słów. Po jej wyjściu spakowałem rzeczy z powrotem do torby i ruszyłem w stronę dworca. Miałem szczęście ktoś oddał mi bilet, więc kupiłem go na wieczór.

Przy dworcu była knajpka. Kupiłem sobie zupę pomidorową, kawałek pieczonego mięsa, ziemniaki z surówką. Byłem głodny. Zapłaciłem sporo, ale w końcu pomyślałem: czy nie zasługuję na coś smacznego?

Schowałem torby w przechowalni i miałem jeszcze kilka godzin, by zwiedzić Warszawę. Miasto mi się podobało, nawet trochę się rozluźniłem.

W pociągu nie spałem, płakałem. Smutno było, że syn nawet nie zadzwonił, zapytawszy, gdzie jestem.

Zamiast zimy, liczyłem na wiosnę, ale nie na to, że moje dziecko mnie tak przyjmie. On jest jedynym synem, któremu poświęciłem tyle nadziei, a ostatecznie okazało się dla niego niepotrzebny.

Teraz zastanawiam się, co zrobić z pieniędzmi, które odłożyłem na ślub. Oddać Kacprowi te 2000 złotych, żeby wiedział, że mama zawsze o niego dbała? Czy zostawić je, bo nie zasłużył?

Rate article
Fajna Tajna
W GOŚCINIE U SYNA…