Na ptasich prawach
Pani Nino, dzisiaj o szóstej jest zebranie rodzicielskie w szkole Kuby. Trzeba tam pójść, bo z Mikołajem nie zdążymy. Żeby pani nie zapomniała, zadzwonię około piątej i przypomnę powiedziała synowa Aldona, stojąc w przedpokoju i poprawiając szminkę.
Aldonko, może jednak wy sami? Źle słyszę. Tam tylu rodziców, wszyscy coś proponują, a ja tylko się denerwuję odparła Nina, wychodząc ze swego pokoju.
Pani Nino, no przecież wie pani, że Mikołaj pracuje do późna, a ja mam raporty. Siedzi pani w domu i tak! Znowu to samo zirytowała się Aldona.
Aldo, ja nie tylko tak sobie siedzę. Sprzątam, chodzę na zakupy, gotuję obiad dla Kubusia A mam już przecież sześćdziesiąt siedem lat upierała się Nina.
Wygląda na to, że od rana chce się pani pokłócić. Będzie mi pani wypominać, że gotuję zupę wnukowi! To pani jedyny wnuk, nawiasem mówiąc! Mikołaj, no powiedz coś! Aldona była już poza sobą, zwracając się do męża.
Mamo, no serio. Idź i tyle. Posiedzisz, posłuchasz. Jeśli będą zbierać pieniądze, od razu napisz, przeleję. Przecież to nic trudnego Nie rozumiem, o co się spieramy spokojnie odpowiedział Mikołaj, syn Niny.
I tak nie mogę dzisiaj. Miałam własne plany cicho powiedziała Nina.
No to zajmij się pani swoimi planami! Wszyscy przyjdą rodzice, a nasz syn będzie jak sierota! Dziękuję za zepsuty nastrój! krzyknęła Aldona i wyszła z mieszkania, trzaskając drzwiami.
Właśnie, że rodzice powiedziała Nina i wróciła do swojego pokoju.
Mikołaj postał chwilę w przedpokoju, poprawił krawat przed lustrem, wziął laptopa i też wyszedł.
Wychodzę. Kuba, nie spóźnij się do szkoły na pierwszą lekcję. Po tych słowach drzwi znów zatrzasnęły się.
W mieszkaniu zapanowała cisza
Dwunastoletni Kuba był już ubrany do szkoły. Kilka minut przed wyjściem postanowił spędzić pożytecznie pograć na konsoli. Siedział w słuchawkach i nie słyszał, co działo się w mieszkaniu. A właściwie nie słyszał nic
Nina siedziała w swoim pokoju na małej kanapie i patrzyła przez okno. Przez pięć lat, które spędziła w tej ciasnej sypialni, zdążyła dokładnie poznać widok za szybą. Róg przeciwległego bloku, brzoza, krzaki dzikiej róży i kawałek placu zabaw wszystko to znała aż za dobrze. A to dlatego, że większość wolnego czasu wieczorami i w weekendy spędzała właśnie tak siedząc i wpatrując się w okno. Od dawna towarzyszyło jej uczucie, że w mieszkaniu syna dostała rolę niańki i służącej. I tak właśnie było. A przecież kiedyś żyła zupełnie inaczej
Nina urodziła się w zwykłej rodzinie. Od dziecka była cicha i grzeczna. Wszystko miała jak inni: szkoła, potem studia, pierwsza praca po rozdysponowaniu. Nie została w obcym mieście. Wróciła w rodzinne strony.
Zatrudniła się w miejscowej fabryce. Tam poznała przyszłego męża. Młody kierownik działu, Witold, od razu jej się spodobał. On też ją polubił. Po kilku miesiącach wzięli ślub. Potem urodził się synek Mikołaj.
Nina marzyła jeszcze o córeczce. Ale szczęśliwym planom nie było dane się spełnić. Pewnego dnia do fabryki przyjechała młoda technolog z miasta. Mówili, że na długą delegację, by uruchomić nowe maszyny. Helena, bo tak miała na imię przyjezdna, rzeczywiście uruchomiła produkcję. A przy okazji zabrała Ninie męża.
Z początku kobieta wierzyła, że wróci. Ale Witold sam podał o rozwód, mówiąc, że zawsze marzył o życiu w dużym mieście. A tu taka okazja Helena kobieta z klasą, z mieszkaniem i meldunkiem. Jednym słowem, Witold wyjechał, zostawiając Ninę z małym synkiem. Ale alimenty płacił regularnie zawsze tyle, ile trzeba, choć życiem syna specjalnie się nie interesował.
Nina nigdy szczególnie nie narzekała na los. Ciężko pracowała, starała się dać Mikołajowi wszystko, co najlepsze, i wychować go na porządnego człowieka. Jedno jej się tylko nie podobało że syn odziedziczył po niej charakter: był taki sam ustępliwy, cichy i dobroduszny.
Mikołaj dorósł, poszedł na studia. A pewnego dnia oznajmił matce, że w weekend przyprowadzi do domu dziewczynę przyszłą żonę. Nie można powiedzieć, żeby Nina się ucieszyła. Przywykła już do życia z synem, a teraz miała zostać sama w małym dwupokojowym mieszkaniu. Modliła się, żeby Mikołajowi trafiła się dobra dziewczyna, żeby od razu zapanowała między nimi zgoda.
W weekend Mikołaj, jak obiecał, przyprowadził ukochaną Aldonę. Ninie synowa specjalnie się nie spodobała. Owszem, ładna i zadbana, ale jakaś zbyt żywiołowa i pewna siebie. Wyobrażała sobie syna z kimś skromniejszym. Ale nie wtrącała się. W końcu Mikołaj był dorosłym mężczyzną, sam powinien wiedzieć, z kim będzie mu lepiej.
Wkrótce wzięli ślub. Z początku Mikołaj i Aldona mieszkali na wynajmowanym. Potem uzbierali na własne kawalerke. Po kilku latach urodził się im Kubuś. Gdy chłopiec miał iść do szkoły, Aldona zaczęła myśleć o większym mieszkaniu i o kimś, kto będzie pilnował syna.
Mikołaj, może przekonamy twoją matkę? spytała raz męża.
Do czego? nie zrozumiał od razu.
No, żeby sprzedała swoje stare mieszkanie i nasze. Kupimy trzypokojowe. Każdy będzie miał swój kąt, a ona będzie mogła zajmować się Kubą. Przecież trzeba go będzie odprowadzać do szkoły, wozić na zajęcia, pilnować lekcji. Mnie właśnie awansowali na kierowniczkę działu. Nie mogę ryzykować kariery. A ona i tak jest na emeryturze. Siedzi całe dnie w domu i nic nie robi.
No, można spróbować niepewnie odparł Mikołaj.
Ninie propozycja dzieci nie przypadła do gustu.
Aldonko, rozumiesz, nie chcę wam przeszkadzać. Tu, w swoim kącie, jestem gospodynią, a tam będę na ptasich prawach Macie swoje życie, swoje sprawy. Z początku próbowała tłumaczyć odmowę.
Pani Nino, no co pani mówi za b



