Niedawno zostałam babcią, w końcu doczekałam się tego szczęścia. Mój syn Adam ma czterdzieści dwa lata, a jego żona Krysia trzydzieści osiem lat. Chociaż małżonkowie nie są pierwszej młodości, bardzo chcieli tego dziecka. Leczyli się przez dziesięć lat, w pewnym momencie stracili nadzieję, ale zaczęli od nowa. Wreszcie Bóg pomógł im w ich staraniach. Czasami, aby uzyskać coś, czego chcesz, musisz naprawdę tego chcieć i uparcie dążyć do celu.
Byłam również bardzo zadowolona z narodzin wnuka. Synowa urodziła, ale sama musiała pozostać jeszcze w szpitalu na obserwacji. Ponieważ nastał czas pandemii i kwarantanny, zdecydowaliśmy, że Adam odbierze dziecko ze szpitala, aby noworodek nie zachorował. Krysia nie karmiła piersią swojego dziecka, nie miała pokarmu, więc lekarz wypisał maleństwo, które wróciło z moim synem do domu.
Pierwszy dzień z nowo narodzonym synkiem był dla Adama bardzo ciężki, więc poprosił mnie o pomoc. Mieszkałam na wsi, a syn z rodziną w mieście.
Gdy tylko dowiedziałam się, że jestem potrzebna w mieście, przyjechałam najbliższym pociągiem.
Rodzice dali synkowi na imię Paweł. Bardzo podobało mi się to imię. Opiekowałam się Pawełkiem przez kilka dni. Krysia nadal przebywała w szpitalu. Wnuczek zmieniał się z dnia na dzień, a ja już zapomniałam, jak opiekowałam się moim Adamem, ale jak mówią, instynkt macierzyński nigdy nie zamiera i ręce same wiedziały, co mają robić.
Maluszek, gdy był najedzony spał bardzo dobrze i często, więc nie byłam zmęczona. Syn zaczął chodzić do pracy, codziennie odwiedzał żonę w szpitalu, a ja siedziałam i opiekowałam się Pawełkiem.
Nadszedł dzień, w którym Krysia została wypisana ze szpitala. Nasz mały chłopiec, jakby czuł, że mama wkrótce będzie z nim, uśmiechał się tego dnia i wcale nie płakał.
Adam odebrał żonę ze szpitala. Była bardzo szczęśliwa, że w końcu wróciła do domu i może spędzać czas ze swoim synkiem.
Zdałam sobie sprawę, że moja misja została zakończona i mogę wracać do domu. Tego dnia nie było biletów na pociąg, więc kupiłam bilet autobusowy, którym pojechałam do mojej wioski.
W autobusie nie było wolnych miejsc, więc byłam zmuszona stać prawie całą drogę. Jak tylko zwolniło się miejsce, pomyślałam, że w końcu usiądę, bo bolały mnie nogi. Jestem już w takim wieku, że nie mogę tak długo stać, ale szybszy był mężczyzna po trzydziestce i to on zajął wolne miejsce siedzące. Pasażerowie zwrócili na to uwagę i zapytali, dlaczego nie ustąpił miejsca emerytce, czyli mnie. Mężczyzna oburzył się i powiedział:
– Gdzie jest napisane czyje to miejsce, siadam tam, gdzie mi się podoba. Zaczął wyzywać mężczyznę, który się za mną wstawił i prawie wdali się w bójkę. Mężczyzna dalej siedział, a ja cały czas stałam. Nie rozumiem tylko, dlaczego młodzi ludzie są tak okrutni, naprawdę trudno mi było stać. Cóż, nie siedziałam do końca podróży. Przyjdzie czas, że ten mężczyzna znajdzie się na moim miejscu i zobaczy, jak to jest, gdy jest się traktowanym bez szacunku.



