W 1951 roku 14-letni chłopiec z Krakowa, Janusz Harasymowicz, obudził się w szpitalnym łóżku… ze stu szwami na klatce piersiowej. Lekarze właśnie usunęli mu jedno płuco. Żeby przeżyć

W 1951 roku czternastoletni Polak, Jakub Malinowski, budzi się właśnie w szpitalnej sali z setką szwów na klatce piersiowej. Lekarze właśnie usunęli mu jedno płuco. Żeby przeżyć, potrzebował aż trzynastu przetoczeń krwi od zupełnie obcych ludzi osób, których imion nigdy się nie dowie.

Przy jego łóżku siedzi tata, pan Zygmunt, i wypowiada zdanie, które zmienia życie Kuby na zawsze:
Żyjesz tylko dlatego, że ktoś postanowił oddać krew.

Wtedy Jakub składa cichą obietnicę: gdy skończy osiemnaście lat, sam zostanie dawcą. Odda to, co kiedyś uratowało mu życie.

Ale był jeden problem.

Jakub panicznie boi się igieł.

Mimo to, gdy tylko osiąga pełnoletność, pojawia się w punkcie krwiodawstwa PCK. Siada na fotelu, wpatruje się w sufit i pozwala pielęgniarce wbić igłę.
I nie patrzy. Ani razu.
Przez kolejne sześćdziesiąt cztery lata.

Wtedy jeszcze nie wie, że jego krew jest wyjątkowa.
Po kilku donacjach lekarze odkrywają coś niesamowitego: jego osocze zawiera niezwykle rzadkie przeciwciało prawdopodobnie powstałe w wyniku transfuzji, którą otrzymał jako chłopiec. To właśnie to przeciwciało jest szansą w walce ze śmiertelnym zagrożeniem, jakim jest konflikt serologiczny Rh.

Wcześniej tysiące polskich noworodków co roku umierało przez konflikt serologiczny. Gdy kobieta z Rh- była w ciąży z dzieckiem Rh+, jej organizm mógł zacząć atakować krwinki dziecka.

Poronienia, martwe urodzenia, uszkodzenia mózgu

Rozwiązanie? Krew Jakuba.

Lekarze pytają, czy będzie oddawał nie tylko krew, ale także osocze. To oznacza dłuższe zabiegi dziewięćdziesiąt minut zamiast dwudziestu. I częste wizyty, nawet co kilka tygodni. Przez całe życie.

Jakub myśli o swoim lęku.
Potem myśli o dzieciach.
I zgadza się.

Przez 64 lata Jakub Malinowski nie opuszcza ani jednej donacji.
Oddaje osocze w chwilach szczęścia i smutku. Robi to, gdy codziennie dojeżdża do pracy na kolei. Robi to również na emeryturze. Nie przestaje nawet po śmierci żony Jadwigi w 2005 roku, w najtrudniejszym okresie swojego życia.

Za każdym razem przez wszystkie 1173 donacje kontroluje sufit, rozmawia z pielęgniarkami, liczy kafelki na ścianie robi wszystko, by nie spojrzeć na igłę.

Strach nie odpuszcza.
On jednak zawsze przychodzi.

Los pisze ciąg dalszy tej historii: jego własna córka, Malwina, potrzebuje leku powstałego z jego osocza, kiedy jest w ciąży. Wnuczek Kuby, Staś, żyje dziś dzięki decyzji, którą dziadek podjął dziesięciolecia wcześniej.

W maju 2018 roku, mając 81 lat, Jakub zgodnie z polskim prawem oddaje osocze po raz ostatni.

Na sali czekają mamy z uśmiechniętymi niemowlętami na rękach żywy dowód jego niezwykłego poświęcenia. Dziękują mu ze wzruszeniem w głosie i łzami w oczach.

Jakub zajmuje fotel po raz ostatni. Odwraca wzrok. Oddaje osocze po raz 1173.

Od 1967 roku w Polsce wydano ponad 3 miliony dawek leku anty-D wyprodukowanego z jego krwi. Naukowcy szacują, że dzięki jego darowi udało się uratować życie około 2,4 miliona dzieci.

Kiedy nazywają go bohaterem, wzrusza ramionami:
Po prostu siadam w bezpiecznym pokoju i oddaję krew. Dostaję kawę, drożdżówkę. Potem wracam do domu. Żaden wyczyn.

Jakub Malinowski umiera spokojnie we śnie 17 lutego 2025 roku, mając 88 lat.

Często szukamy bohaterów w filmach albo w podręcznikach historii szukamy ludzi z supermocami, pieniędzmi, sławą.
A bywa, że bohaterem jest ktoś, kto przez 64 lata dotrzymuje jednej obietnicy.
Kto czuje prawdziwy, paraliżujący strach i mimo to robi to, co trzeba.

Miliony ludzi żyją dziś dlatego, że jeden człowiek uznał, że jego własny lęk jest mniej ważny niż życie innych.
A ty? Jaki mały, ale odważny krok możesz zrobić nawet jeśli właśnie tego się boisz?

Rate article
Fajna Tajna
W 1951 roku 14-letni chłopiec z Krakowa, Janusz Harasymowicz, obudził się w szpitalnym łóżku… ze stu szwami na klatce piersiowej. Lekarze właśnie usunęli mu jedno płuco. Żeby przeżyć