Wiesz co, muszę Ci opowiedzieć, co się wczoraj wydarzyło w domu u Iwony i Pawła. Słuchaj, Iwona zmywała naczynia w kuchni, kiedy do środka wszedł Paweł i od razu zgasił światło. Jest jeszcze jasno, nie ma potrzeby marnować prądu, mruknął takim swoim niezadowolonym tonem. Iwona lekko westchnęła: Miałam nastawić pranie. Paweł tylko rzucił bez emocji: Zrobisz w nocy, jak prąd jest tańszy. I przestań tak odkręcać mocno wodę, Iwona, zużywasz jej za dużo. Tak się nie robi, marnujesz nasze pieniądze.
Zmniejszył strumień wody, a ona popatrzyła na niego z rezygnacją, zakręciła kran, wytarła ręce i usiadła przy stole. Paweł, spojrzałeś kiedyś na siebie z boku? zapytała nagle. Paweł aż syknął: Codziennie to robię. I co byś powiedział o sobie? Co jako o człowieku? upewnił się Paweł. Jako o mężu i ojcu. Paweł parsknął: No normalny. Zwyczajny jak każdy. Ani lepszy, ani gorszy. O co Ci chodzi?
Iwona się nie poddawała. Chcesz powiedzieć, że wszyscy mężowie i ojcowie są tacy? Paweł już się denerwował: Chcesz się pokłócić? Ale Iwona wiedziała, że nie ma już odwrotu. Musiała ten temat ciągnąć, aż Paweł zrozumie, z jakim ciężarem się żyje.
Wiesz, co mu powiedziała? Że wiesz dlaczego on jeszcze jej nie zostawił? On się uśmiechnął złośliwie: A co, powinienem?. I ona mu wtedy prosto w oczy: Bo nie kochasz mnie. Dzieci też nie kochasz. W ogóle nikogo nie kochasz. I nie gadaj, że jest inaczej. Ale nie o tym chciałam tylko o tym, dlaczego jeszcze nas nie zostawiłeś. Bo jesteś po prostu chciwy. Rozstanie dla Ciebie to tylko straty finansowe. Ile już jesteśmy razem? Piętnaście lat! I co osiągnęliśmy? Poza tym, że jesteśmy małżeństwem i mamy dzieci? Ani razu nie byliśmy na wakacjach nad morzem, nawet nad Bałtykiem! Urlop zawsze spędzamy w Warszawie, za miasto na grzyby nawet nie potrafisz z rodziną pojechać, bo szkoda pieniędzy.
Paweł oczywiście swoje: Bo oszczędzamy na przyszłość. My? zaśmiała się gorzko Iwona. Ty chyba. Dla kogo niby te oszczędności? Paweł na to, że oczywiście dla Was, dla rodziny! Dzięki temu wiemy, że mamy coś odłożone. Chyba TY masz coś na koncie, odbiła mu piłeczkę. No dobrze, w takim razie daj mi pieniądze kupię coś nowego dla siebie i dzieci, bo chodzę piętnaście lat w ciuchach, w których ślub brałam i tym, co mi szwagierka zostawia, a dzieci to już w ogóle wszystko noszą po rodzinie. I tak samo z mieszkaniem wynajmę w końcu coś własnego, bo mam już dość mieszkania z Twoją mamą.
Paweł swoje: Mama dała nam dwa pokoje, powinniśmy być wdzięczni. A po co nowe ciuchy, jak można zaoszczędzić? Ale Iwona nie odpuszczała: A ja po kim mam nosić ubrania? Po żonie Twojego brata? A po co Ci się stroić? Przecież masz trzydzieści pięć lat, dwójka dzieci już Ci nie wypada! Iwona aż przetarła oczy: A o co mam się troszczyć? O wyższe wartości! Nie o jakieś szmatki! zadeklamował Paweł. Czyli wszystko trzymasz dla naszego rozwoju duchowego. Jasne kiwnęła głową Iwona z przekąsem.
A Paweł znowu swoje: Wam nie można nic powierzyć, bo zaraz wszystko wydacie! A jakby się coś stało, na co byśmy żyli? Iwonie aż się zakotłowało w głowie: No właśnie! Ale powiedz mi, kiedy dokładnie zaczniemy żyć tym Twoim życiem na wypadek czegoś? Bo my już żyjemy jakby to, czego się boisz, już się wydarzyło. Nawet na mydle i papierze toaletowym oszczędzasz, kremy przynosisz z zakładu pracy! Z grosza złotówka się zbiera! Tylko oszczędne gospodarowanie przynosi efekty, odburknął Paweł. To powiedz, ile jeszcze mamy tak żyć? Dziesięć? Piętnaście lat? Dwadzieścia? Może kiedy będę miała czterdzieści, to już zaczniemy żyć? A może pięćdziesiąt? Albo lepiej sześćdziesiąt? Bo wtedy to już na pewno będziemy mieć dużo odłożone i będzie można kupić nową bluzkę i papier toaletowy lepszej jakości.
Paweł milczał. Iwona kontynuowała: A co, jeśli do tych sześćdziesięciu nie dożyjemy? Bo przy takiej diecie, jaką mamy przez Twoje oszczędzanie, daleko nie zajedziemy. Poza tym, nie czujesz, że u nas w domu ciągle jest kiepska atmosfera? Paweł tylko: Jak się wyprowadzimy od mamy i zaczniemy jeść lepiej, to nie będziemy już mieli z czego oszczędzać. No i o to właśnie chodzi! westchnęła Iwona. Dlatego odchodzę. Nie chcę już oszczędzać. Ty lubisz, ja nie mam siły.
Paweł był w szoku: A jak Ty sobie poradzisz? Jakoś będę musiała. Wynajmę mieszkanie dla siebie i dzieci, z mojej pensji spokojnie wystarczy. I w końcu przestanę słuchać wykładów o prądzie i wodzie. Będę prać, kiedy uznam za stosowne, będę kupować najlepszy papier toaletowy i papierowe ręczniki. W sklepie nie będę czekać na promocje, tylko po prostu kupię to, co mi się podoba. A alimenty od Ciebie odłożę? Szczerze? Dlaczego miałabym? Wydam wszystko, aż do ostatniego grosza! I dzieci na weekendy będę Wam z mamą podrzucać, a sama pójdę do teatru, na wystawę czy na pizzę ze znajomymi. A latem nad morze! Jeszcze nie wiem, czy na Hel, czy do Kołobrzegu, ale to sobie zdecyduję już bez Ciebie.
Paweł aż zesztywniał, a w myślach próbował obliczyć, ile mu zostanie po alimentach i koszcie weekendów z dziećmi. Ale najbardziej zabolały go te wyjazdy nad morze, według niego to były po prostu wyrzucone pieniądze.
I wtedy Iwona dorzuciła: Aha, Paweł, konto, na którym trzymasz pieniądze, podzielimy na pół. Ile tam przez 15 lat zebrałeś? Niezła sumka się uzbierała. Też ją wydam. Nie będę oszczędzać na życie. Będę po prostu żyć, rozumiesz? Paweł poruszał ustami, jakby chciał coś powiedzieć, ale nic z tego nie wyszło.
I na końcu, niemal z uśmiechem, Iwona powiedziała: Wiesz o czym marzę? Żebym jak umrę, nie zostawiła na koncie ani jednej złotówki. Wtedy przynajmniej będę wiedzieć, że naprawdę przeżyłam życie dla siebie.
Dwa miesiące później Iwona i Paweł byli już po rozwodzie.



