Dziś znowu poczułam tę pustkę rozlewającą się we mnie jak zimne mleko po kuchennej podłodze niby niewidzialną, ale trudną do uprzątnięcia. Stałam przy zlewie i zmywałam naczynia, kiedy do kuchni wszedł Janusz. Zanim przekroczył próg, zdążył już zgasić światło.
Jeszcze jasno, nie musisz marnować prądu burknął, mrużąc oczy.
Chciałam wstawić pranie powiedziałam cicho.
To zrobisz w nocy, kiedy prąd jest tańszy odrzekł beznamiętnie. I nie odkręcaj tak mocno wody przy zmywaniu. Za dużo zużywasz, Lena. To jest przesada. Wiesz, że w ten sposób bez sensu wywalasz nasze pieniądze w błoto?
Zmniejszył strumień wody. Otarłam ręce ręcznikiem, wyłączyłam kran i usiadłam przy kuchennym stole, patrząc na niego z mieszaniną żalu i rezygnacji.
Janusz, zastanawiałeś się kiedyś, jak wyglądałbyś z boku? zapytałam go w końcu.
Ja się każdego dnia oglądam z boku warknął.
I co możesz o sobie powiedzieć?
O sobie jako o człowieku? spytał dla pewności.
Jako o mężu i ojcu.
Taki, jak każdy inny padła typowa odpowiedź. Normalny. Ani gorszy, ani lepszy. Po co pytasz?
Serio uważasz, że wszyscy mężowie i wszyscy ojcowie są tacy jak ty? dopytałam.
Chcesz się pokłócić? zapytał już nieco poirytowany.
Wiedziałam, że nie mam już powrotu, że muszę w końcu tę rozmowę przeprowadzić aż do bólu, aż do prawdy, aż coś w nim się obudzi.
Wiesz, dlaczego jeszcze nie odszedłeś ode mnie? powiedziałam zaskakująco spokojnie.
A czemu miałbym odchodzić? wykrzywił usta w grymasie.
Choćby dlatego, że mnie nie kochasz odpowiedziałam cicho. I swoich dzieci też za bardzo nie.
Chciał od razu zaprzeczyć, ale weszłam mu w słowo.
A nie mów, że tak nie jest, bo i tak nie uwierzę. Ty w ogóle nikogo nie kochasz. Ale to nie o tym teraz chciałam. Zastanawia mnie, dlaczego dalej ze mną jesteś A przecież odpowiedź jest prosta: ze skąpstwa, Janusz. Po prostu, nie chcesz stracić pieniędzy. Prawda jest taka, że wyjazd ten ostateczny to dla ciebie nie do udźwignięcia finansowa strata. Ile my już razem jesteśmy? Piętnaście lat? I co mamy na swoim koncie po tych wszystkich latach? Poza tym, że małżeństwo, dzieci Jakie mamy osiągnięcia?
Jeszcze wszystko przed nami bąknął Janusz.
Nie, Janusz, nie wszystko powiedziałam. Co nam zostało? Reszta życia? Bo przez te wszystkie lata nawet raz nie pojechaliśmy nad morze. Ani razu! Nawet wycieczki za miasto na grzyby nie było, o zagranicy nie wspominając. Wczasy? U nas to tylko w bloku. Bo zawsze jest za drogo.
Bo oszczędzamy na przyszłość! odparł Janusz.
My? Ty, chciałeś powiedzieć!
Przecież to dla was robię burknął.
Dla nas? Naprawdę myślisz, że co miesiąc odkładasz pieniądze i to wszystko później będzie dla mnie i dzieci? zapytałam go, patrząc mu prosto w oczy.
A dla kogo? Dzięki mnie mamy już niezłą sumkę!
My? Ty masz, nie ja powiedziałam. Ale skoro tak, to sprawdźmy: daj mi pieniądze, kupię sobie i dzieciom nowe ubrania. Bo chodzimy w tym samym od lat, ja praktycznie w tym, w czym ślub brałam, dzieci w rzeczach po kuzynach. A najważniejsze wynajmę mieszkanie. Nie chcę już dłużej mieszkać z twoją mamą.
Mama dała nam dwa pokoje, nie jest źle. A wydawać na ciuchy, kiedy dzieci po kuzynach mają wszystko, to przecież głupota wyrecytował swoje.
A ja? Czyja stara odzież mi pasuje? dopytywałam, z trudem skrywając łzy.
I dla kogo masz się stroić? wyśmiał mnie. Jesteś matką dwójki dzieci. Masz 35 lat, Lena! O ciuchach nie powinnaś myśleć!
A o czym? wyszeptałam rozpaczliwie.
O sensie życia wypalił Janusz. O duchowym rozwoju. O czymś, co się naprawdę liczy bardziej niż te drobiazgi.
A więc dlatego wszystko trzymasz pod kluczem i nie dajesz, bo nasze duchowe szczęście mierzysz ilością oszczędzonych złotych? Dobrze rozumiem?
Bo nie można ci ufać. Wydałabyś wszystko od razu. A jak będziemy żyć, jak coś się wydarzy? krzyknął.
No właśnie jak coś się stanie powtórzyłam, patrząc mu w oczy. A kiedy to nasze życie niby ma się zacząć, Janusz? Nie widzisz, że żyjemy już teraz jakby ta twoja katastrofa już nas dopadła?
Milczał, mrużąc oczy.
Nawet na mydle, papierze toaletowym i serwetkach oszczędzasz. Wszystko wynosisz z pracy ciągnęłam. Słyszałeś kiedyś takie powiedzenie, że złotówka do złotówki? Ale na czym polega życie? Na tym, żeby myć ręce mydłem z fabryki?
Z małego się zaczyna, Lena.
To powiedz, ile lat jeszcze muszę to znosić? Dziesięć, piętnaście, dwadzieścia? Kiedy wreszcie uznasz, że możemy pozwolić sobie na lepszy papier do łazienki? Mam 35 lat to jeszcze nie czas?
Milczał.
Może czterdziestka to granica? prowokowałam dalej. Że już wtedy możemy trochę tej wolności spróbować?
Cisza.
Albo pięćdziesiąt? ironizowałam. Bo przecież to ciągle za wcześnie! W końcu, lepiej poduszkę finansową mieć niż pozwolić sobie na nową sukienkę. Może w sześćdziesiątkę zaczniemy żyć? Ciekawe, ile wtedy będzie na koncie. Dużo! Może wtedy wreszcie będę mogła kupić nowe ubrania sobie i dzieciom?
Cisza jak makiem zasiał.
Janusz, wiesz, czego się boję? zapytałam cicho. Że nie dożyjemy tych sześćdziesięciu. Bo jedzenie byle czego tylko dlatego, że jest tanie, kupowanie taniej, niezdrowej żywności, to nie oszczędność, tylko prosta droga do choroby. Życie z poczuciem permanentnego braku i nieszczęścia na tym się nikt nie dorobi.
Jak się wyprowadzimy od mamy i zaczniemy dobrze żyć, to nie będziemy już mogli odkładać odparł, jakby przed sobą tłumaczył.
No i o to chodzi. Ja się stąd wynoszę. Dość już mam tej twojej manii oszczędzania. Nie chcę tak żyć, wolę życie od pierwszego do pierwszego z uśmiechem na twarzy niż zgorzkniałość za wszelką cenę. Wynajmę mieszkanie, wystarczy mi pensji. Moja nie jest mniejsza od twojej. Kupimy sobie nowe ubrania, będziemy jeść to, na co mamy ochotę. Będę mogła włączać pranie nawet w dzień! I nie będę musiała przeprowadzać tych niekończących się rozmów o każdej złotówce. A jak niechcący zostawię światło w kuchni nic się nie stanie. Kupię najlepszy papier, na stole będą papierowe serwetki, a w sklepach będę wybierać to, co mi się podoba, nie czekając na promocje.
Ty nie umiesz oszczędzać! aż zadrżał.
A właśnie, że umiem! Twoje alimenty na dwójkę dzieci chętnie sobie odłożę. Chociaż, właściwie, masz rację: nie będę. Bo nie chcę! Wolę żyć. A w weekendy będę przywozić dzieci do ciebie i twojej mamy. Wyobrażasz sobie, ile wtedy będę miała dla siebie? Teatry, kina, restauracje Lato nad morze! Jeszcze nie wiem gdzie, ale pojadę. Gdy tylko się od ciebie uwolnię, będę decydować sama.
Janusz pobladł. Już nie dla mnie ani dzieci, tylko dla siebie poczuł strach. W głowie szybko obliczał, ile mu zostanie po alimentach i weekendowych wydatkach na dzieci. Jednak najbardziej bolały go chyba moje plany na podróże przecież to miały być jego pieniądze.
Jeszcze jedno, Janusz. Rozdzielimy naszą wspólną kasę. Po równo. Przez piętnaście lat się trochę zebrało, podejrzewam. I wiesz co? Też wydam je wszystkie. Nie zamierzam już oszczędzać na swoje życie. Teraz chcę żyć.
Janusz próbował coś powiedzieć, ale zabrakło mu słów. Strach zawładnął nim zupełnie.
Wiesz, o czym marzę, Janusz? Żeby, kiedy przyjdzie mój czas odejść na dobre, cały mój rachunek był pusty. Bo wtedy będę wiedziała, że wydałam wszystko na życie. Na siebie.
Dwa miesiące później byliśmy już po rozwodzie.



