Grażyna myła naczynia w kuchni, gdy do pomieszczenia wszedł Jan. Przedtem zgasił światło, zerkając przez okno.
Jeszcze jest jasno. Nie ma co prądu marnować mruknął pod nosem.
Chciałam wstawić pranie odezwała się cicho Grażyna.
Wstawisz w nocy odrzekł oschle Jan. Wtedy prąd tańszy. No i nie odkręcaj tak mocno wody, jak zmywasz. Za dużo zużywasz, Grażyna. Naprawdę za dużo. Nie rozumiesz, że wylewasz z pieniędzmi nasze złote do ścieku?
Jan przykręcił kurek. Grażyna ze smutkiem spojrzała na męża, po czym całkiem zakręciła wodę, otarła dłonie o ścierkę i usiadła przy stole.
Janie, spojrzałeś kiedyś na siebie z boku? zapytała spokojnie.
Ja codziennie oglądam siebie z dystansu odpowiedział gniewnie.
I jak siebie oceniasz? spytała Grażyna.
Jako człowieka? dopytał Jan.
Jako męża i ojca doprecyzowała Grażyna.
Mąż jak mąż rzucił Jan. Ojciec jak ojciec. Przeciętny, zwyczajny, ani lepszy, ani gorszy. Po co drążysz?
Chcesz powiedzieć, że wszyscy mężowie i ojcowie tacy są? dopytała Grażyna.
Do czego zmierzasz? Awantury chcesz? burknął Jan.
Grażyna wiedziała już, że odwrotu nie ma, i postanowiła doprowadzić tę rozmowę do końca. Może w końcu Jan zrozumie, że wspólne życie bywa męką.
A wiesz, Janie, dlaczego jeszcze mnie nie opuściłeś? spytała nagle.
Dlaczego miałbym odejść? Jan skrzywił się szyderczo.
Choćby dlatego, że mnie nie kochasz. I dzieci naszych też nie odpowiedziała ze spokojem Grażyna.
Jan już zamierzał zaprzeczyć, lecz Grażyna nie pozwoliła mu przerwać.
I nawet nie próbuj mi teraz wmawiać, że to nieprawda. Ty w ogóle nikogo nie kochasz. Przeskoczmy ten temat, nie traćmy czasu. Mam na myśli co innego dlaczego jeszcze mnie i dzieci nie zostawiłeś?
No to dlaczego? Jan niecierpliwie zapytał.
Ze skąpstwa. Po prostu. Jesteś tak skąpy, Janie, że odejście byłoby dla ciebie ogromną stratą finansową. Ile już razem jesteśmy? Piętnaście lat? I na co poszły te wszystkie lata? Co udało nam się osiągnąć, nie licząc ślubu i dzieci? Jakie sukcesy odnotowaliśmy przez te piętnaście lat?
Całe życie jeszcze przed nami powiedział Jan.
Nie całe, Janie. Tylko to, co zostało westchnęła Grażyna. Przez te wszystkie lata nie byliśmy ani razu nad morzem na wakacjach. Nawet po Polsce nie podróżowaliśmy. Upały zawsze znosiliśmy w mieście. Nawet grzybobrania ominęły nas szerokim łukiem. Dlaczego? Bo to za drogie.
Odkładamy pieniądze wyjaśnił Jan. Na przyszłość.
Odkładamy? Ty odkładasz zdziwiła się Grażyna.
Przecież robię to dla was tłumaczył Jan.
Dla nas? spojrzała poważnie Grażyna. Naprawdę razem z moją i twoją pensją wpłacasz co miesiąc na konto dla mnie i dzieci?
A dla kogo innego? Dzięki temu mamy już niezłą sumę.
My czy ty masz? O, dobrze, może czegoś nie rozumiem… Sprawdźmy. Daj mi trochę pieniędzy, chcę kupić sobie i dzieciom nowe ubrania. Już piętnaście lat noszę to, w czym brałam ślub, potem rzeczy od twojej bratowej. Nasze dzieci podobnie dostają ubrania po kuzynach. A ja w końcu wynajmę swoje własne mieszkanie, bo mam już dość życia pod jednym dachem z twoją mamą.
Mama dała nam dwa pokoje, nie masz prawa narzekać. A ubrania po dzieciach brata są dobre, po co trwonić pieniądze na głupoty?
A ja? Dla kogo mam się stroić, co?
To już przesada, jesteś matką dwójki dzieci, masz trzydzieści pięć lat. Nie czas na strojenie się.
To o czym powinnam myśleć?
O sensie życia odpowiedział Jan. O tym, że poza ciuchami są rzeczy ważniejsze. Wartości duchowe.
Aha… dlatego trzymasz pieniądze na swoim koncie i nic nam nie dajesz westchnęła Grażyna. Dla naszego szczęścia i rozwoju duchowego. Tak?
Bo wam ufać nie można, zaraz wszystko wydacie! A jak coś się stanie, to z czego będziemy żyli? Myślałaś o tym?
Kiedy zaczniemy żyć, Janie? Żyjemy już tak, jakby twoje coś się stanie już dawno się wydarzyło!
Jan milczał, coraz bardziej zły.
Nawet na mydle, papierze toaletowym czy serwetkach oszczędzasz, z fabryki przynosisz, co dają.
Grosz do grosza… Od drobnych rzeczy się zaczyna. Wydawać na takie rzeczy to fanaberia.
To powiedz mi, ile jeszcze mam wytrzymać dziesięć, piętnaście, dwadzieścia lat? Kiedy przestaniesz odkładać, byśmy mogli zacząć żyć jak ludzie? Żeby chociaż była ta lepsza rolka papieru toaletowego. Teraz mam trzydzieści pięć lat, i nadal nie ten czas?
Jan cicho milczał.
Może czterdzieści? Wtedy pozwolisz nam normalnie żyć?
Cisza.
Dobrze, zbyt wcześnie. Pięćdziesiąt? Pozwolisz w pięćdziesiątce?
Znowu cisza.
Rzeczywiście. Pięćdziesiąt lat to dziecinada. Przedwcześnie. A sześćdziesiąt może wtedy? Ile wtedy będzie na koncie? Pewnie sporo. To wtedy kupię dzieciom i sobie coś nowego?
Jan nie odpowiedział.
Wiesz, Janie, pomyślałam… A co jeśli nie dożyjemy sześćdziesiątki? Dieta u nas, wiadomo, jaka byle taniej, byle dużo. Nastrój fatalny, ciągle jesteśmy przygnębieni. Z takim nastrojem długo nie pociągniemy.
Gdy wyprowadzimy się od mamy i zaczniemy żyć na wypasie, nie będziemy mieć z czego odkładać powiedział Jan.
Właśnie dlatego odchodzę. Nie chcę już nic odkładać, mam dość. Ty lubisz, ja nie.
Jak zamierzasz żyć?
Poradzę sobie. Wynajmę mieszkanie dla siebie i dzieci. Pensja równa twojej, starczy na wszystko. Najważniejsze: nie będę musiała wysłuchiwać twoich kazań o oszczędzaniu prądu, gazu, wody. Pralkę będę włączać, kiedy zechcę. Papier toaletowy zawsze kupię najlepszy. Na stole będą serwetki, a do sklepu nie będę biegać tylko na promocje.
Ale przecież nic nie odłożysz!
A czemu nie? Twoje alimenty na dzieci i będę odkładać. A nie, czekaj, racja: nie będę, bo nie chcę. Wszystko wydam do ostatniego grosza. Będę żyć od wypłaty do wypłaty. W weekendy dzieci będą u was, z mamą. Ileż oszczędzę! A wtedy do teatru, kawiarni, na wystawy. Latem pojadę nad Bałtyk. Jeszcze nie wiem gdzie, ale zdecyduję, jak już będę wolna.
Janowi pociemniało w oczach. Przestraszył się nie o Grażynę czy dzieci, lecz o siebie. Szybko przeliczył, ile z pensji zostanie mu po alimentach i wydatkach na dzieci. Najbardziej jednak bolała go myśl, że Grażyna wyda na wakacje tyle, ile przez lata chomikował. Po jego myśli to nie były jej, tylko jego pieniądze.
Jeszcze jedno powiedziała Grażyna. Tych pieniędzy z konta nie zostawisz sobie podzielimy je.
Jak to podzielimy? Jan ledwo wydusił pytanie.
Po połowie. Wszystko wydam. Ile się uzbierało przez piętnaście lat? Na pewno sporo. I dobrze! Nie będę odkładać na życie, tylko zacznę wreszcie żyć.
Jan otwierał usta, nie mogąc wydać z siebie słowa.
A wiesz, Janie, o czym marzę? By pod koniec życia, gdy już czas odejść, na moim koncie nie było ani grosza. Wtedy będę pewna, że wydałam na siebie wszystko, co miałam.
Dwa miesiące później Jan i Grażyna byli już po rozwodzie.



