Usłyszałam, jak mój mąż rozmawia z mamą, i wnet pojąłem, po co naprawdę wziął mnie za żonę.
Piotrze, nie widziałeś mojej niebieskiej teczki z dokumentami? Pamiętam, że zostawiłam ją na komodzie, а teraz tam leżą tylko twoje magazyny.
Jadwiga nerwowo przeglądała stos papierów w przedpokoju, co chwilę zaglądając na zegarek. Do ważnego zebrania pozostało zaledwie czterdzieści minut, а korki w centrum Warszawy już przędły się w długie, czerwone węże na nawigacji. Nie lubiła spóźniać się. Po piętnastu latach pracy jako dyrektorka finansowa w dużej firmie budowlanej punktualność stała się jej drugą naturą, wryło się w podświadomość.
Piotr wyszedł z kuchni, żując kanapkę z szynką. Miał na sobie ten sam domowy komplet, który Jadwiga podarowała mu na urodziny miękki, welurowy, granatowy, idealnie podkreślający jego niebieskie oczy. W trzydziestym drugim roku życia Piotr prezentował się świetnie: szczupły, zadbany, z modną fryzurą. Obok niego Jadwiga, której w zeszłym miesiącu stuknęło czterdzieści trzy, czasem czuła się niepewnie, mimo drogich kremów, kosmetologów i regularnego fitnessu.
Lenka, po co ta panika? uśmiechnął się łagodnie i podszedł, niechlujnie zmiatając okruchy z podbródka. Położyłem ją na półce w szafie, żeby nie popyliła się. Wiesz, jak kocham porządek. Zaraz przyniosę.
Z chłopięcą lekkością podbiegł do szafy z drzwiami na przesuw i w sekundę podał jej zaginioną teczkę.
Dzięki, kochanie! Jadwiga przycisnęła mu policzek, pachnący po goleniu balsamem. Co быm без ciebie robiła? Wszystko, muszę lecieć. Obiad w lodówce, podgrzejesz. Będę późno, audyt już na horyzoncie.
Powodzenia, moja królowo! zawołał, gdy już biegła na klatkę schodową.
W windzie Jadwiga uśmiechała się swojemu odbiciu w lustrze. Jak jej się szczęściło. Trzy lata temu, po ciężkim i brudnym rozwodzie z pierwszym mężem, który wyssał z niej wszystkie soki, nie mogła nawet pomyśleć o nowym związku. A wtedy pojawił się Piotr. Młody, ambitny, choć nie sięgał po gwiazdy (pracował zwykłym menedżerem w salonie samochodowym), ale był troskliwy. Otaczał ją uwagą, której jej tak brakowało. Kwiaty bez okazji, śniadania do łóżka, komplementy. Przyjaciółki szeptały za plecami: To tylko interes, on po pieniądze, po mieszkanie. Jadwiga odrzucała je. Czy da się udawać tę iskrę w oczach? Czy da się oszukiwać przez trzy lata?
Wsiadła do swojego SUVa, położyła teczkę na przednim siedzeniu i uruchomiła silnik. Wtedy zauważyła bałagan na tylnym siedzeniu worek z rzeczami do pralni, które miała oddać wczoraj, ale zapomniała. W kieszeni płaszcza znalazła drugi telefon służbowy, na który mieli dzwonić audytorzy.
Cholera! wykrzyknęła głośno.
Musiała wyłączyć auto i wrócić. Winda znowu wolno wspinała się na górę. Jadwiga otworzyła drzwi kluczykiem, starając się nie hałasować nie chciała znów rozpraszać Piotra, który miał usiąść przy swoim projekcie na laptopie.
Wkroczywszy do przedpokoju, usłyszała głos męża dochodzący z salonu. Piotr mówił głośno, emocjonalnie, zdawało się, że chodzi po pokoju.
Mamo, przestań się wkurzać! Mówiłem, wszystko idzie po mojej myśli! głos Piotra brzmiał podenerwowanie, zupełnie nie tak łagodnie, jak pięć minut wcześniej.
Jadwiga stanęła nieruchomo, ręka nie dosięgła wieszaka. Ton był obcy, nieznany. Wiedziała, że podsłuchiwanie nie jest dobre, ale nogi przywarły do podłogi.
Co cię tam interesuje? kontynuował Piotr. Mamo, słuchasz mnie w ogóle? Nie jestem idiotą. Trzy lata znoszę tę staruszkę nie po to, by teraz wybuchnąć przez jakąś działkę.
W piersi Jadwigi wybuchła lodowata kula. Staruszka? Czy on ma na myśli ją?
Tak, mamo, jeszcze wytrzymam! Piotr rozbawiony, a jego śmiech brzmiał jej jak rdzawy skowyt. Widzisz, ona już bez tynku nie da się naprawić. Każdego wieczoru, kiedy kładę się do łóżka, wyobrażam sobie, że w pracy. Muszę płacić za szkodliwość, wydawać mleko!
Jadwiga przykryła usta dłonią, by nie krzyknąć. Łzy wystrzeliły, rozmazując tusz. Chciała wpaść do salonu, uderzyć go, wyrzucić na zewnątrz. Lecz jakaś zimna, złośliwa siła trzymała ją w miejscu. Musiała posłuchać. Musiała dowiedzieć się wszystkiego.
A więc, mamuś, już wkrótce się opłaci, głos Piotra stał się marzycielski. Wczoraj gadała, że chce przelać na mnie dom w Srebrnym Borze. Mówi, prezent na rocznicę. Wyobraź sobie, ile to kosztuje! Dzwoniłem do pośrednika, pytałem. Gdyby sprzedać, wystarczyłoby na mieszkanie w centrum dla ciebie, na mój biznes i coś, byśmy się stąd wyrzucili. A Lenka co z Lenką? Płakać będzie i uspokoi się. Nie jest nowa, to silna kobieta, jeszcze zarobi.
W słuchawce chyba coś zapytano, bo Piotr zaczął się bronić:
Nie żałuję jej! Pamiętasz, jak na twojej rocznicy wylewała ci sałatki! Majonez szkodzi, cholesterol. A ja ją czasem nienawidzę tak, że zęby trzeszczą. Zwłaszcza, gdy zaczyna mi walić w oczy: Piotrze, rozwijaj się, czytaj książki. Tch!
Jadwiga spadła przy ścianie i usiadła na kolanach. W uszach wiał szum. Trzy lata. Trzy lata kłamstw. Każde kocham, każdy uścisk, każdy bukiet wszystko było inwestycją. On po prostu czekał. Czekał na duży łup. Dom w Srebrnym Borze, odziedziczony po ojcu, naprawdę wart fortuny, a ona rozważała wpisać go na Piotra, by poczuł się właścicielem, nie pasożytem. Jakże głupia była!
Dobra, mamo, już koniec, rzekł Piotr. Ona może wrócić, zapomniła coś w chmurach. Zadzwonię ci wieczorem, gdy zaśnie. Kocham cię. Jesteś jedyną kobietą, dla której zrobię to cholernie.
Usłyszały się kroki w stronę kuchni. Jadwiga, zbierając siłę w pięści, wymknęła się cicho z mieszkania i delikatnie zamknęła drzwi za sobą.
W klatce schodowej przycisnęła czoło do zimnej ściany. Serce biło w gardle. Drżała jak drobne proszki. Musiała coś zrobić. Wracać? Wywołać awanturę? On zacznie wymyślać, kłamać, że źle ją zrozumiał, że to żart, że mówił o szefowej Nie. Z takimi ludźmi nie można reagować emocjami.
Jadwiga otrzepała twarz rękawem drogiego płaszcza. Była dyrektorką finansową. Umiała liczyć, planować i zadawać ciosy, kiedy przeciwnik ich nie spodziewa się. On chce gry? Dostał ją.
Zeszła na dół, wsiadła do samochodu i spojrzała w lusterko wsteczne. Oczy były czerwone, tusz się rozlał. Staruszka szepnęła. Trzy lata wytrzymałam. No dobrze, Piotrze. Zobaczymy, kto kogo przetrzyma.
Do pracy nie pojechała. Zadzwoniła do zastępcy, powiedziała, że źle się czuje i poprosiła, by poprowadziła zebranie bez niej. Sama pojechała do małej kawiarni na obrzeżach, gdzie nikt nie mógł jej spotkać. Potrzebowała planu.
Wieczorem wróciła do domu, jak zwykle, z torbami zakupów, z wymuszoną uśmiechniętą twarzą, którą kosztowało ją wiele wysiłku.
Piotr przywitał ją w przedpokoju, wyciągnął rękę do pocałunku. Jadwiga ledwo powstrzymała się przed odrzuceniem. Wystawiła policzek, starając się nie wdychać jego zapachu. Teraz wydawał się jej zapachem gnicia ukrytym pod drogim perfumem, które, nawiasem mówiąc, sama mu kupiła.
Zmęczona, biedaczku? zapytał troskliwie, odbierając torby. Przygotowałem obiad. Makaron z owocami morza, jak lubisz.
Dziękuję, kochany, odpowiedź Jadwigi była lekko chrypliwa, ale równomierna. Głowa pęka. W pracy szaleństwo.
Podczas kolacji obserwowała go. Jak podaje sałatkę, nalewa wino, patrzy w oczy swoim szczerym spojrzeniem. W głowie brzmiało: Muszę płacić za szkodliwość.
Piotrze zaczęła, kręcąc kieliszek w dłoni. Myślałam dzisiaj dużo o nas.
Piotr napiął się. Ledwie zauważalny ruch, ale Jadwiga, patrząca innymi oczami, dostrzegła to. W jego spojrzeniu mrugał strach.
O czym dokładnie, skarbie?
O tym domu w Srebrnym Borze. Pamiętasz, rozmawialiśmy?
Twarz Piotra natychmiast się rozluźniła, w oczach zapłonął drapieżny błysk, który szybko schował za maską czułości.
Pamiętam, oczywiście. Ale wiesz, że niczego od ciebie nie potrzebuję. Najważniejsze, że jesteśmy razem.
Kłamco pomyślała Jadwiga.
Rozumiem skinęła głową. Chcę zrobić coś ważnego dla ciebie, żebyś czuł się pewnie. Zajmę się dokumentami w przyszłym tygodniu. Przepiszę dom na ciebie.
Piotr prawie upuścił widelec. Starał się zachować spokój, ale kąciki ust podciągnęły się podstępnie.
Len, to poważny krok Jesteś pewna? Może lepiej nie spieszyć się?
Pewna. Jesteś moim mężem, moją podporą. Kto, jak nie ty? A twoja mama nie będzie miała nic przeciwko? Może zaprosimy ją w weekend na obiad? Świętujemy decyzję, omawiamy szczegóły. Chcę, żeby wiedziała, jak cię cenię.
Mamę? rozpromienił się Piotr. Oczywiście! Będzie szczęśliwa! Zawsze mówi: Jakaż to mądra dziewczyna.
Jadwiga spuściła wzrok, ukrywając diabelski uśmiech.
Świetnie. Niech przyjedzie w sobotę. Przygotuję coś specjalnego.
Następne trzy dni stały się dla Jadwigi wyrafinowaną torturą. Musiała spać w tym samym łóżku, znosić jego dotyki, słuchać jego gadki. Lecz cel dodawał sił. Skonsultowała się już z prawnikiem i wiedziała, co robić.
W sobotę na stołek weszła Tamara Piotrowna, matka Piotra, w pełnym przepychu. Na niej haftowana bluzka i masywna broszka, które Jadwiga widziała jedynie przy wielkich okazjach. Teściowa promieniała sztuczną życzliwością.
Lenka, córeczko, jak ty schudłaś! zawołała od progu, rozglądając się po wnętrzu. Pracujesz dużo, nie oszczędzasz siebie. A Piotrek mówi, że chcesz nas czymś ucieszyć?
Proszę, Tamaro Piotrowna, proszę wejść zaprosiła Jadwiga gości przy stole.
Stół był obficie zastawiony. Pieczona kaczka, sałatki, kawior, drogie wino. Piotr krzątał się, dbając o damy, ale Jadwiga widziała, jak się denerwuje. Czekał na najważniejsze danie rozmowę o nieruchomości.
Gdy przekąski dobiegły końca, a Piotr nalał wina, Jadwiga stuknęła widelcem w szkło, domagając się uwagi.
Drodzy moi zaczęła uroczystym tonem. Zebrałam was dziś nie bez powodu. Jesteście moją rodziną. Chcę podzielić się z wami planami.
Piotr i Tamara zamarły, patrząc na nią niczym króliki przy wężu. Teściowa nawet przestała oddychać, zaciskając serwetkę w pięść.
Wiecie, że mam dom w Srebrnym Borze kontynuowała Jadwiga, rozkoszując się chwilą. I rozmawialiśmy z Piotrem o jego przekazaniu.
Tak, tak, Lenko, bardzo mądre rozwiązanie nie wytrzymała Tamara. Mężczyzna powinien czuć się właścicielem, to wzmacnia małżeństwo.
Zgadza się przytaknęła Jadwiga. Dlatego dziś rano spotkałam się z notariuszem.
Piotr podszedł do przodu, oczy lśWtedy, z zimnym uśmiechem, wyciągnąłem z kieszeni kluczyk do sejfu, otworzyłem go i wyciągnąłem kartkę z napisem: Gra окончена.



