Urokliwa dziewczyna z zaskakującymi obliczami: nieuchwytna słodycz i drapieżność w jednym

Moja przyjaciółka Zosia Zielińska ma język tak ostry, że mogłaby się nim ogolić. Efektowna, piekielnie bystra i czasem taka słodziutka, że aż chce się ją wziąć na ręce i przytulić. Mistrzyni manipulacji!

Pamiętam naszą wycieżkę autokarem. W środku tłok jak w tramwaju w godzinie szczytu. Kierowca, poważny gość o imieniu Marian, miał przed sobą długą nocną trasę bez zmiennika. Spojrzał na naszą hałaśliwą grupę i rzucił:

– Dalej niż do Poznania, więc jakby co, mógłbym zasnąć za kółkiem. Dziewczyny, może któraś dotrzyma mi towarzystwa? Posiedzi, pogada? Odwdzięczę się jak ludzie.

Wszyscy zrobili miny jak po zjedzeniu cytryny – żal Mariana, ale kto by się dobrowolnie pozbawiał snu? Każdy marzył, by zwykować w fotelu i obudzić się na miejscu.

Wtedy wkroczyła Zielińska – zgodziła się zabawiać Mariana, gdy reszta śpi. Przesiadła się na przód, poprawiła spódniczkę, spuściła oczy – niby aniołek.

– Nie wiem, o czym gadać, jestem nieśmiała, ale spróbuję…

Pasażerowie układali się wygodnie, Marian pruł szosę, a Zosia zaczęła:

– O czym porozmawiamy, szefie? Może o pierwszej miłości? Miałam taką… no, może nie pierwszą, ale na pewno w pierwszej dziesiątce. Nazwijmy go… Mietek.

Marian kręcił kierownicą i kiwał. Zosia opowiadała, jak pewnego wieczoru spotkała Mietka i ogarnęła ich tak szalona namiętność, że padli sobie w ramiona na środku alei!

– Zrozumieliśmy, że szliśmy ku sobie całe życie! – perorowała, błyskając oczami. – Zaraz po obiedzie wstaliśmy i ruszyliśmy ku przeznaczeniu! Spotkaliśmy się na rozstaju dróg, gdy na niebie zapalały się pierwsze gwiazdy, a w okolicznych knajpach rozlegały się pierwsze kuksańce…

– Szykownie klepiesz! – pochwalił Marian. – I co? Rozpaliliście ogień? Zaiskrzyło?

– Wszystko pięknie, tylko nie było gdzie głowy przyłożyć! – westchnęła Zosia. – U mnie nie, u Mietka nie. U znajomych pełno, a na pokój nie mieliśmy złotówek…

– Znane! – przytaknął Marian. – Też miałem takie przygody. Hormony szaleją, baba gotowa na wszystko, a łóżko jakby wymiótł!

– Szukaliśmy zacisza, ale bez skutku – ciągnęła Zosia. – W desperacji wlaliśmy się nawet do parku… i tam pełno par! Jakaś plaga miłosna! W końcu Mietek mówi: „Kochanie, może inaczej innym razem?”

Sen z Mariana spadł jak kamienica. Wrzasnął tak, że mało kierownicy nie wypuścił.

– Co? Jaki „inny raz”? Toż to cien, nie facet! Jak mnie by wzięło, to bym… Gdzie ty takich wykopujesz?!

Zielińska zaśmiała się jak syrena.

– Żartowałam, Marian! Mądry Mietek znalazł wyjście. Zaprowadził mnie do bloku, gdzie na dach nie zamykali włazu…

– O, inna para kaloszy! – uspokoił się Marian. – Dach też się nada, byle dziewczyna gorąca i noc ciemna. Gwiazdy, chmurki, romantyzm… Też kiedyś na strychu bazy autobusowej… ale mniejsza. Gadaj dalej, Zośka.

Gdy Zosia się rozkręci, każdemu poecie język staje w gardle. Opowiadała więc, jak patrzyło na nich północne niebo, jak malutcy czuli się na tej gigantycznej dachówce, pod kuszącym sklepieniem niebios…

–…jęcząc z pożądania, rozpinaliśmy ubrania… – szeptała. – Miałam topik z dziwacznymi zatrzaskami. Walczyłam z nimi jak z rekinem! Spódniczka, lekka jak mgiełka, zsunęła się, odsłaniając matową biel skór– A wtedy Mietek wyciągnął z kieszeni pepeszkę i powiedział: „Zosiu, czy to wypada, żeby komendant MO tak się zachowywał?” – i cała ta romantyczna historia skończyła się w komisariacie przy ulicy Szkolnej.

Rate article
Fajna Tajna
Urokliwa dziewczyna z zaskakującymi obliczami: nieuchwytna słodycz i drapieżność w jednym