Ostatnio razem z żoną wzięliśmy kredyt hipoteczny na piękne mieszkanie w nowo powstającym osiedlu w Warszawie. Wszystko świeże, świeżo po remoncie i jeszcze pachnące farbą. Trzeba je poświęcić! Przecież nikt tu wcześniej nie mieszkał, a bez Bożego błogosławieństwa ani rusz zaczęła od razu nalegać babcia Jadwiga. Oczywiście, mieszkanie musi być poświęcone, nie możemy ryzykować żadnego nieszczęścia. Potrzeba nam tu szczęścia, radości i dobrobytu! poparła ją mama.
Mimo naszej początkowej niechęci, nie umieliśmy się przeciwstawić tej rodzinnej presji i ulegliśmy: zorganizowaliśmy więc ceremonię poświęcenia mieszkania.
To jest po prostu konieczność powiedziała babcia tonem nieznoszącym sprzeciwu. W wyznaczonym dniu i o ustalonej godzinie zadzwonił domofon. W progu pojawił się ksiądz Stanisław wiekowy mężczyzna z siwą czupryną i długą brodą. Na szyi wisiał mu ogromny krucyfiks na grubym łańcuchu, a w rękach trzymał kropidło i starą, wysłużoną torbę. Każdemu z nas wręczył świecę i zaczął objaśniać przebieg obrzędu.
Drodzy moi powiedział z powagą zapalcie świece i idźcie za mną. Posłusznie ustawiliśmy się za księdzem, spodziewając się uroczystej i podniosłej chwili. Jednak gdy tata, pan Jerzy, próbował zapalić swoją świecę, spotkała nas niespodzianka świeca syczała, kopciła i za nic w świecie nie chciała się zapalić mimo wielokrotnych prób.
Po kilku nieudanych podejściach, ksiądz nagle zebrał swoje rzeczy i szybkim ruchem schował je do torby.
Uciekajcie stąd, uciekajcie szybko, musi tu być coś niedobrego… powiedział zdezorientowanym głosem. Można było wyczuć w jego tonie nutę niepokoju. Złapał swoją torbę i w mgnieniu oka opuścił mieszkanie, zostawiając nas zupełnie zaskoczonych i oszołomionych.
Ksiądz dziwny, a świeca jeszcze dziwniejsza zauważyła żona, Magdalena, przyglądając się, jak świeca księdza spalała się bez najmniejszego problemu.
Może po prostu był w kiepskim nastroju i dlatego nie wyszło mu z tym rytuałem rzuciła żartobliwie mama, próbując rozładować atmosferę.
Mówi pięknie, a potem ucieka. Może tam, gdzie idzie, nie ma internetu pomyślałem przewrotnie, szukając czegoś zabawnego w tej całej absurdalnej sytuacji. A tak w ogóle, gdzie my mamy uciekać? Przecież z tym miejscem jesteśmy związani kredytem na kolejnych piętnaście lat, splatamy się z rachunkami w złotówkach miesiąc w miesiąc dodałem z lekkim uśmiechem.
No dobrze, zostajemy tutaj, czy może szukać innego księdza? przypomniała nam o problemie babcia Jadwiga. Jej trzeźwy głos sprowadził nas na ziemię i sprawił, że zaczęliśmy myśleć, jak wybrnąć z tej niecodziennej sytuacji.



