Uciekając przed mężem z zapomnianej wioski, wpadłam w niedźwiedzią pułapkę i myślałam, że to koniec, tracąc przytomność…

Uciekając przed mężem z zapomnianej wsi, wpadła w niedźwiedzią pułapkę i pomyślała, że to koniec, tracąc przytomność
Ocknęła się w nieznanym pomieszczeniu. Głowa wirowała, jakby dostała w tył czaszki, a pamięć była pusta nie mogła przypomnieć sobie, co się stało. Całe ciało bolało, jakby leżała w jednej pozycji całe godziny. Gdy próbowała wstać, z przerażeniem odkryła, że jest skrępowana ręce i nogi mocno związane. Panika ścisnęła jej gardło, zaczęła się szarpać, wywołując skrzypienie łóżka.
No, w końcu się obudziłaś rozległ się zimny głos. Nic się nie martw. Posiedzisz jeszcze trochę. Zrozumiesz swój błąd, a potem cię wypuszczę. I wrócimy do domu.
Wtedy wszystko wróciło. Dogadała się z mężem, Ryszardem, co do rozwodu. Zgodził się, ale później cios. Nigdy nie zamierzał jej puścić. Jesteś moja mówił a jeśli tego nie rozumiesz, nauczę cię. Ale Zofia nie mogła już dłużej znosić jego zdrad. Po pierwszej wybaczyła, dała szansę. Po drugiej nie. Miłość dawno wygasła, pozostał tylko strach i obrzydzenie do tych toksycznych relacji, gdzie on był opętany, a ona samotna.
Puść mnie szepnęła, drżąc. To nic nie zmieni. Nie zmusisz mnie do kochania cię siłą. Rysiu, proszę
Pogódź się z tym. Teraz jesteś w fazie zaprzeczenia, ale zrozumiesz, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Dasz mi drugą szansę. A uciekać nie masz gdzie. Pamiętasz, jak opowiadałem o tej opuszczonej wsi, gdzie mieszkali moi dziadkowie? Nikt tu nie przyjeżdża. Nikt ci nie pomoże. I nie denerwuj mnie wiesz, do czego to może doprowadzić.
Zofia zadrżała. W oczach Ryszarda widziała obłęd to przerażało ją najbardziej.
Półtora tygodnia a może dłużej? spędziła w tym domu. Ryszard uwalniał ją tylko na kilka godzin dziennie, śledząc każdy ruch jak drapieżnik. Zofia wiedziała: nie ma przed sobą człowieka, ale chorego, który potrzebuje psychiatrycznej pomocy. Udawała jednak. Grała pokorną, udawała nadzieję na pojednanie, byle tylko wrócić do cywilizacji. W pracy nikt po nią nie zapyta szefowa marzyła, by się jej pozbyć, odkąd Zofia przyłapała ją z mężem. Rodziców nie było, przyjaciółki przyzwyczaiły się do jej długich zniknięć zazdrosny mąż wzdychały, nie zagłębiając się w szczegóły.
Pewnego dnia, gdy Ryszard się zagapił, uderzyła go ciężką figurą. Upadł nieprzytomny, ale oddychał. Nie miała czasu sprawdzać, czy się ocknie. Wiedziała: jeśli wróci, nie będzie szans. Mówił, że zostaną tu na długo, a ona nie mogła już żyć z kimś, czyj gniew był jak tykająca bomba w każdej chwili gotowa eksplodować.
Narzuciła na siebie, co znalazła w domu, i wybiegła na mróz. Zimno ciąło płuca, ale biegła. Samochody, drogi to wszystko było gdzieś daleko. Bała się, że Ryszard wyśledzi ją po śladach, ale musiała uciekać. Las, wilcze wycie w oddali wszystko to przerażało, ale lepiej paść ofiarą zwierza niż być więźniem maniaka.
Siły ją opuszczały. Nie wiedziała, ile czasu minęło, ani dokąd biegnie. Myśl, że może zamarznąć lub zabłądzić, dręczyła ją. Nagle ostry ból, krzyk. Noga wpadła w niedźwiedzią pułapkę. Krew zalała śnieg. Zofia upadła, próbując się uwolnić, ale szczęki pułapki nie ustępowały. Ból był nie do zniesienia. Świadomość zaczęła gasnąć.
I nagle głos:
Tylko nie poddawaj się, Królewno
Ocknęła się znowu w nieznanym miejscu. Powietrze pachniało ziołową herbatą ktoś uparcie wlewał jej ją w usta, gdy traciła przytomność.
Gdzie jestem? wyszeptała, siadając.
Przyszłaś do siebie? dobiegł głos z progu.
Przed nią stał mężczyzna spokojny, o łagodnych oczach, w grubym swetrze i ciepłych spodniach.
Pan mnie uratował?
Sam

Rate article
Fajna Tajna
Uciekając przed mężem z zapomnianej wioski, wpadłam w niedźwiedzią pułapkę i myślałam, że to koniec, tracąc przytomność…