Uciekając przed mężem z zapomnianej wioski, wpadła w niedźwiedzią pułapkę i pomyślała, że to koniec, tracąc przytomność
Ocknęła się w nieznanym pomieszczeniu. Głowa kręciła się, jakby dostała w tył czaszki, a pamięć była pusta nie mogła przypomnieć sobie, co się stało. Ciało bolało, jakby leżała bez ruchu przez wiele godzin. Próbując wstać, z przerażeniem odkryła, że jest skrępowana ręce i nogi mocno związane. Panika ogarnęła ją, zaczęła się szamotać, wywołując piskliwe skrzypienie łóżka.
No, w końcu jesteś przytomna rozległ się lodowaty głos. Nic się nie martw. Posiedzisz jeszcze trochę. Zrozumiesz, że się myliłaś, a potem cię wypuszczę. I wrócimy do domu.
Wtedy wszystko wróciło do niej. Umówiła się z mężem, Dominikiem, na rozwód. Zgodził się, ale potem cios. Nigdy nie zamierzał jej puścić. Jesteś moja mówił a jeśli tego nie rozumiesz, nauczę cię. Ale Weronika już nie mogła znieść jego zdrad. Pierwszą wybaczyła, dała szansę. Drugiej nie. Miłość dawno wygasła, pozostały tylko strach i wstręt do toksycznego związku, gdzie jedno cierpiało na obsesję, a drugie na samotność.
Puść mnie szepnęła, drżąc. To nic nie zmieni. Nie zmusisz mnie, żebym cię kochała. Dominik, błagam
Pogódź się. Teraz jesteś w fazie zaprzeczenia, ale zrozumiesz, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Dasz mi drugą szansę. A uciekać i tak nie masz gdzie. Pamiętasz, jak opowiadałem o opuszczonej wsi, gdzie mieszkali moi dziadkowie? Tu nikt nie przyjeżdża. Nikt ci nie pomoże. I nie denerwuj mnie wiesz, do czego to może doprowadzić.
Weronika zadrżała. W oczach Dominika widziała obłęd i to przerażało ją najbardziej.
Półtora tygodnia a może więcej? spędziła w tym domu. Dominik uwalniał ją tylko na kilka godzin dziennie, śledząc każdy ruch, jak drapieżnik śledzi ofiarę. Weronika wiedziała: przed nią nie człowiek, ale chory, który potrzebuje pomocy psychiatrycznej. Udawała jednak. Grała uległość, nadzieję na pojednanie, byle tylko wrócić do cywilizacji. W pracy nikt by jej nie szukał szefowa marzyła, by się jej pozbyć, gdy Weronika przyłapała ją z mężem. Rodziców nie było, przyjaciółki przyzwyczaiły się do jej długich nieobecności zazdrosny mąż wzdychały, nie zagłębiając się w szczegóły.
Pewnego dnia, gdy Dominik się rozproszył, uderzyła go ciężką figurą. Upadł nieprzytomny, ale oddychał. Nie miała czasu sprawdzać, czy się ocknie. Wiedziała: jeśli wstanie, nie będzie już szans. Mówił, że zostaną tu na długo, a ona nie mogła żyć z człowiekiem, którego gniew był jak wybuch nieprzewidywalny.
Narzuciła na siebie, co znalazła, i wybiegła na mróz. Zimno wbiło się w płuca, ale biegła. Samochody, drogi wszystko było daleko. Bała się, że Dominik wytropi ją po śladach, ale ucieczka była konieczna. Las, wycie wilków w oddali wszystko było przerażające, ale lepiej być ofiarą zwierząt niż więźniem maniaka.
Siły ją opuszczały. Nie wiedziała, ile czasu minęło, dokąd biegnie. Myśl, że może zamarznąć lub zgubić się, dręczyła ją. Nagle ostry ból, krzyk. Noga wpadła w niedźwiedzią puł


