Uciekaj, zanim będzie za późno…

Biegnij, póki nie jest za późno…

Wszystkie dziewczyny marzą o wielkiej i czystej miłości. O tym, by zakręciło się w głowie, a serce zamarło w piersi od czułych uścisków. By chłopak zrobił piękne i niezwykłe oświadczyny w najmniej spodziewanym momencie, tak by wszyscy widzieli i zazdrościli. By ślub był wyjątkowy. Pan młody w eleganckim garniturze, a obok ona – delikatna panna młoda w zwiewnej białej sukni, promieniejąca szczęściem. Każda dziewczynka niemal od kołyski wyobrażała sobie taki dzień. Lena nie była wyjątkiem.

W połowie roku szkolnego do klasy dziewiątej „A” trafił nowy uczeń – Krzysztof Nowak. Oczywiście na przerwie cała klasa go otoczyła, zasypując pytaniami: skąd przyjechał, dlaczego zmienił szkołę w środku semestru?

— Ojciec jest wojskowym, dostał nowy przydział, więc się przeprowadziliśmy — wyjaśniał Krzysztof.

— A strzelać umiesz? — padło pytanie.
— Zdarzało się.

— Z jakiego pistoletu?
— Ze służbowego… — chłopcy nie mogli się nacieszyć.

Krzysztof od razu zauważył Lenę. Stała z boku, jakby go w ogóle nie interesował. Po lekcjach postanowił ją odprowadzić. Tak się złożyło, że mieszkali w tej samej części miasta. Opowiadała mu o szkole i klasie, on zaś o miastach i garnizonach, w których stacjonował jego ojciec.

W dniu urodzin Leny przyniósł do klasy różę i wręczył jej na oczach wszystkich. W innych okolicznościach chłopcy pewnie by się z niego naśmiewali, rzucając głupie komentarze, ale ten gest wzbudził w nich szacunek, a w dziewczynach – zazdrość.

Lena przyjęła różę, jakby dostawała je codziennie. Jej spojrzenie mówiło: „Widzicie, jak za mną lata nowy? Zazdrościcie? To dopiero początek”. Traktowała go z lekceważeniem, choć bardzo jej się podobał.

Na krótko przed maturami Lena poznała starszego chłopaka, sportowca. Nad Wisłą odbywały się zawody wioślarskie. Zatrzymała się z przyjaciółką, by popatrzeć.

— Dziewczyny, chodźcie tutaj, stąd lepiej widać! — zawołał przystojny mężczyzna.

— A pan też startuje? — spytała Lena, przedzierając się przez tłum kibiców.

— Nie, trenuję zapasy. Startuje mój kolega. O, tam, płynie drugi. — Wskazał na wodę, ale jego wzrok nie schodził z Leny, wyraźnie wyróżniając ją spośród dwóch koleżanek.

Wiktor — tak miał na imię nowy znajomy — odprowadził Lenę do domu.

— Wiesz, co oznacza imię Wiktor? — zapytał.

Lena wiedziała, ale teraz wszystkie myśli wyleciały jej z głowy.

— Zwycięzca. W życiu zawsze wygrywam.

Spodobał się jej. Lena wsłuchiwała się w nowe uczucia, które ją pociągały, ekscytowały i trochę przerażały. W głowie miała mętlik. Krzysztof został natychmiast zapomniany. Gdzie mu tam do Wiktora Kowalskiego! Całą drogę zastanawiała się, czy ją pocałuje, i jak powinna zareagować, jeśli to zrobi. Pod drzwiami życzył jej tylko dobrej nocy i odszedł. Lena poczuła rozczarowanie.

Następnego dnia, gdy wyszła ze szkoły, z zaparkowanego przy chodniku luksusowego samochodu wysiadł Wiktor i otworzył przed nią drzwi od strony pasażera. Zanim wsiadła, Lena rozejrzała się, czy koleżanki to widzą. Dziewczyny na schodach stanęły z otwartymi ustami, a Krzysztof stał nieopodal, marszcząc brwi. Lena z triumfalną miną wsiadła do auta. Ale kiedy odjechali, ogarnął ją strach. Dokąd ją zabiera?

Wiktor pokazał jej tylko miasto, opowiadając o krajach, które odwiedził podczas zawodów. Uwaga starszego mężczyzny pochlebiała dziewczynie. Zachowywał się powściągliwie, nie pozwalając sobie na zbytnią poufałość. Przywoził jej perfumy i piękną biżuterię z podróży. Skromna róża odeszła w zapomnienie. Koleżanki w nabożnej ciszy oglądały prezenty, zielone z zazdrości. A Krzysztof? Krzysztofa Lena już nie zauważała.

Po maturze dostała się na studia. Wiktor niemal codziennie odbierał ją spod uczelni samochodem.

— Gdzie się podział twój Romeo? — pytały koleżanki, kiedy widziały Lenę idącą pieszo.

— Wyjechał na zgrupowanie — odpowiadała z uśmiechem.

Oświadczyny zrobił jej niespodziewanie, na środku rynku, klękając na jedno kolano i podając aksamitne etui z pierścionkiem — oczywiście z małym diamentem. Jak w filmie.

Niedaleko zatrzymał się radiowóz, i mało nie trafili na komisariat za zakłócanie porządku.

Lena żałowała tylko jednego — że żadna z koleżanek tego nie widziała, że nie można było cofnąć czasu jak taśmę wideo.

W urzędzie stanu cywilnego stała w obłoku koronek, olśniewająco piękna i szaleńczo szczęśliwa. A obok on — sportowiec, przystojniak, zwycięzca. Od muskułów garnitur niemal pękał w szwach. O czym więcej można marzyć?

Ze ślubu świeżo upieczony mąż zawiózł młodą żonę do swojego mieszkania.

Miesiąc później Lena zrozumiała, że jest w ciąży. I to w tak nieodpowiednim momencie. A co ze studiami?

— Myśl o synu. Później skończysz, jeśli zechcesz. Siedź w domu. Pieniędzy starczy, dobrze zarabiam — powiedział Wiktor.

— A jeśli będzie córka? — spytała Lena.

— Będzie syn. Jestem zwycięzcą, pamiętasz?

Lena urodziła syna. Gratulacje i prezenty szybko się skończyły. Wiktor jeździł na treningi, zawody i zgrupowania, a ona siedziała w domu z dzieckiem. Gdzieś przepadły wszystkie koleżanki. Matka zasugmowała, że będzie dzwonić, ale z odwiedzinami… No cóż, zięć nie życzył sobie jej ingerencji w ich życie.

Nie żeby Lena bardzo to przeżywała, ale szczęście czuje się pełniej, gdy ktoś je widzi. A tak — nikt nie widzi, nikt nie interesuje się nią. Lena czuła się odizolowana, jak trędowata. Powoli budziła się z pięknego snu.

Gdy syn podrósł, zrobiło się trochę lżej. Lena zapisała go na zajęcia przygotowawcze przed szkołą, głównie sportowe. Czekając na niego, rozmawiała z innymi matkami. Ciągle jednak czuła nad sobą obecność Wiktora, nawet gdy go nie było. Na ulicy rozglądaPewnego dnia, gdy słońce zachodziło nad Wisłą, Lena wzięła głęboki oddech i zrozumiała, że strach już nie ma nad nią władzy – a życie, choć naznaczone bliznami, wciąż może być piękne.

Rate article
Fajna Tajna
Uciekaj, zanim będzie za późno…