U babci Szury na wsi zdechł kot – zasłużony zwierz, co to niejedną kocicę uwiódł, rywali pokonał i g…

U ciotki Genowefy na wsi zdechł kot. Kot był zasłużonym obywatelem miał na swoim koncie wiele zwycięstw nad słabą kobiecą kocią częścią, tłumy pobitych rywali i mnóstwo złapanych myszy. Ale kot już staruszek, co tu dużo mówić dziewiętnaście lat bez większego przeglądu przeżył na tym świecie.
Genowefa zawinęła ulubieńca w białe, czyste prześcieradło, wzięła łopatę i poszła za ogród, aby go pochować. Jej mąż, Feliks Bolesławowicz, grzebał wtedy w rogu podwórka w piwnicy: coś tam na dole przymocowywał, reperował i przeklinał pod nosem tak niewyraźnie jak burza w listopadzie.
Po ostatnim pożegnaniu z kocim przyjacielem, Genowefa zasypała jamkę ziemią i wyszła z krzaków. W powietrzu niosła łopatę z ulepioną gliną. Obok przechodziła sąsiadka mieszczka Wiesia.
Zdrowia, pani Genowewo! rzekła Wiesia i kurtuazyjnie spytała: A co to robisz?
A nic, odparła Genowefa. Mein Feliks swój czas zakończył, biedaczysko. Pan Bóg go powołał. Popłakałam, zaszłam za ogród i pochowałam.
Wiesia się na to wieści aż przystanęła, choć szła do sklepu po śmietanę. Przecież dosłownie wczoraj widziała Feliksa w Społem, jak kupował cukier, fajki i małpkę żubrówki.
To niemożliwe! zawołała Feliks, twój mąż nie żyje? Jakże to, przecież jeszcze wczoraj rozmawialiśmy.
O tak, wczoraj jeszcze śmigał, potwierdziła Genowefa. Wesoły był, śledzika całego zeżarł. Nawet wieczorem na wersalce się jeszcze z nim bawiłam
Wiesi oczy się powoli rozszerzały, jakby łapały całą światłość dnia.
A dziś z rana już Feliks markotny i zniedołężniały dokończyła Genowefa. Usiadł na ławie, coś tam pomrukał, sapnął i ducha wyzionął.
Wiesia przeżegnała się odruchowo.
Cóż, tak bywa… rzekła cicho. Był Feliks i nie ma Ale powiedz, po co ci ta łopata?
Mówiłam już, że za ogródem go pochowałam powtórzyła Genowefa. W białe płótno zawinęłam, miejsce gałązką oznaczyłam, żeby nie zapomnieć.
Wiesia, mieszczka, wielu wiejskich zwyczajów nie znała. Dziwne jej się wydawało, że Genowefa tak zwyczajnie zakopała męża za ogródkiem i patyk wbiła na znak, gdzie leży.
Ty to troskliwa jesteś, Genowewo, nie powiem! mamrotała Wiesia w zmieszaniu Poszłaś i zakopałaś! A nie trzeba no wiesz, zgłosić np. sołtysowi czy jakiejś władzy?
Tym razem Genowefa spojrzała na Wiesię, jakby ujrzała lalkę bez głowy.
Aleś palnęła! roześmiała się. Feliks orzeł był, nie mówię, ale żeby po każdego Feliksa sołtysa wzywać? Policjant się nie narzuca za każdym zgonem. Może od razu wojewodę sprowadzę?
Wiesia zamilkła i patrzyła, jak Genowefa przerzuca łopatę na drugie ramię.
Może i u was w mieście tak się robi pojednała się Genowefa. Tam wszystko macie: urzędników, adwokatów, sądy A u nas po chłopsku. Umarł Władek, to i niech leży. Bierzesz łopatę i kopiesz. Za ogrodem trawy dużo.
No wymamrotała Wiesia, nerwowo poprawiając fartuszek. Czuję się, jakbym była w innym świecie Ale czemu za ogródkiem, w pokrzywach, a nie na cmentarzu?
Nierozgarniętość Wiesi zaczęła irytować Genowefę.
A gdzie mam go dać, jak zesztywniał? rzuciła gniewnie. Na cmentarz z prawosławnymi? Zbyt luksusowo! Od zawsze wszyscy za ogródkiem lądują.
Ciotka Wiesia ostrożnie przyklękła na kłodzie. Unikała wzroku Genowefy z łopatą w rękach. Strach ją ogarnął, kolana zaczęły się jej trząść.
Ale jesteś wyszeptała w końcu I wszystkich tak składasz za ogródkiem? Ilu ich już tam masz oprócz Feliksa?
Oj, była tu ferajna, zamyśliła się Genowefa. Przed Feliksem był Mietek. Cichy, ale łotr do szpiku. W nocy się przykradł do łóżka, a rano całe prześcieradło mokre Oj, ile ja go biłam! A jeszcze wcześniej był Stasiek Miły, czuły, ale też przyszedł czas i zdechł. Dużo ich się przewinęło.
I zamaszyście wbiła łopatę w ziemię jak wykrzyknik.
Teraz wszyscy w jednym rzędzie, za ogródkiem leżą! Feliks, Mietek, Stasiek chłopaki moje. Ale nie płaczę, Wiesia. Antosia mi obiecała młodego niebawem przynieść. Myślisz, że mi ich kiedyś zabraknie?
Trudno powiedzieć, co pomyślała Wiesia, bo w tym momencie z tyłu Genowefy pojawił się Feliks Bolesławowicz cały w ziemi, zły jak osa.
O śmierć mnie przyprawić chcesz, stara pyrko? wrzasnął na żonę. Przysypało mnie tam po uszy, krzyczę, rzucam się Ledwo się wydostałem, a ona tu plotkuje!
Wyrwał jej łopatę i dodał:
Dawaj narzędzie! Muszę po buty wrócić tam zostały z flaszką.
Wtedy Wiesia cichutko spłynęła z kłody i zemdlała. Flaszka z piwnicy bardzo się przydałaGenowefa spojrzała na leżącą Wiesię, potem na Feliksa otrzepującego spodnie z ziemi. Przez chwilę stała tak w absolutnej ciszy, tylko wróble na drzewie gaworzyły nad ich głowami.
Następnym razem sama tam pójdziesz, jak jeszcze komu bajki o mnie opowiesz, stara wiedźmo! naburmuszył się Feliks, ale w oczach już miał psotną iskierkę.
Genowefa nie odpowiedziała tylko chrząknęła cicho i odwróciła się do domu, jakby szła uwarzyć herbatę. Za jej plecami Feliks z triumfem podniósł swą butelkę z pokrzyw i ruszył do sieni.
A Wiesia leżała tak na kłodzie, z myślą, że chyba nigdy już nie zrozumie tej wsi gdzie koty, chłopy i plotki zakopuje się jedno przy drugim, a każdy wskrzeszony mąż podnosi się z ziemi po flaszkę i stare buty.
Zza ogrodu powiał wiatr, rozdmuchując świeżą ziemię na grządkach. Nad kępą pokrzyw zamiauczał chudy kociak, którego ktoś zostawił w pudełku na płocie.
Genowefa spojrzała w stronę kociaka i się uśmiechnęła. No widzisz, Wiesiu, mówię ci: zawsze tu coś lub ktoś się znajdzie.
A nad podwórkiem rozległ się cichy, szczery śmiech taki, co został jeszcze z dawnych lat, gdy i ludzie, i koty, i nawet plotki miały po dziewięć żyć.

Rate article
Fajna Tajna
U babci Szury na wsi zdechł kot – zasłużony zwierz, co to niejedną kocicę uwiódł, rywali pokonał i g…