TY TYLKO ZAWOŁAJ
Ogłaszam was mężem i żoną! dumnie zakomunikowała pani z urzędu stanu cywilnego, po czym nagle zadławiła się, zaciekle pokaszlując.
No i proszę To nie wróży niczego dobrego skomentowała moja mama ten niewłaściwy kaszel.
Zaproszeni goście zaszeptali, zaszumieli. My z Jolantą, młodzi i niepewni, spojrzeliśmy na siebie z przestrachem. Mieliśmy po osiemnaście lat. Dzieci właściwie. Ślub taki nagły, w biegu. Panna młoda wychodziła za mąż z wianem.
Za dwa miesiące miał przyjść na świat nasz nieplanowany syn. Suknię ślubną Jola wypożyczyła na szybko, buty dostała od swej najlepszej przyjaciółki zresztą, niecałe dziesięć lat później miałem z tą przyjaciółką przelotny romans.
Ale wtedy byliśmy młodzi, szczęśliwi.
…Pewnego razu spacerowaliśmy z Jolą alejką. Trzymałem żonę za talię. Nagle podszedł do nas obcy człowieczek i szepnął do mnie: Trzymaj żonę mocno, bo ci ją ktoś zabierze…
Rzucił zdanie i poszedł dalej. Roześmialiśmy się, wymazaliśmy to z głowy. Przecież cała przyszłość przed nami! Kto by nas rozdzielił? Niech spróbuje…
Przyjaciel, który był świadkiem na moim ślubie, potem ironicznie pytał:
Mirek, no serio, nie mogłeś znaleźć lepszej żony? Zobacz ile pięknych dziewczyn!
Machnąłem ręką:
Pewnie czekają na ciebie…
I cóż, doczekały się. Kolega cztery razy żenił się wyłącznie z urodziwymi, mądrymi kobietami.
…Urodziła się nasza córeczka Basia.
Potem czekała mnie służba wojskowa daleko od domu. Tęskniłem do żony, do córki. Jola przysłała kiedyś swoje zdjęcie trzymałem je długo pod poduszką, licząc, że pojawi się w moich słodkich snach.
Pewnego dnia wracam do koszar, a zdjęcie Joli leży na mojej szafce na widoku. Ktoś wulgarnie je pokreślił i podpisał. W złości rzuciłem się na chłopaka z łóżka obok. Pobity trafiłem na pruszkowską a zniszczone zdjęcie podarłem i wyrzuciłem. Sąsiad dostał sprawiedliwą karę.
Po powrocie z wojska stałem się twardszy. I bez powodu pełen gniewu wobec żony. Wbiłem sobie do głowy, że młoda kobieta musi mieć kochanka. Pewnie Jola mnie zdradzała przez te dwa lata służby. Taki miałem powód:
Żona, którą zobaczyłem po powrocie, była zupełnie kimś innym. Gdy odjeżdżałem do wojska, była nieśmiała, szara. Teraz stała przede mną olśniewająca, pewna siebie, nasycona głodem życia, pulsująca nieokiełznaną energią.
Jolu, jesteś nie do poznania! szeptałem jej do ucha.
Duma mnie rozpierała, ale wtedy w mojej głowie zaczęła się rodzić wątpliwość. Może naprawdę nie jestem jedyny?” Cóż, zawsze znajdą się amatorzy na taki miód. A gdzie miód, tam i muchy. Więc profilaktycznie znalazłem sobie kochankę. Żeby nie było mi przykro, jakby coś
Gdy Jola dowiedziała się o moich wyczynach, po trzech miesiącach ledwo ją przekonałem, by nie składała pozwu o rozwód. Wydała swój wyrok:
Mireczku, teraz nie miej pretensji…
Jola spaliła wszystkie listy z wojska. Przechowywała je w pudełku, czasem czytała. Od łóżka byłem odcięty na czas nieokreślony. Do obiadu już mnie nie wołano. Rozmowy tylko o sprawy domowe.
W skrócie: biłem się z żoną jeden dzień, płakałem przez rok. Musiałem raz jeszcze, poza wakacjami, wywieźć żonę i córkę do Kołobrzegu. Wino, jabłka, morze, słońce, wiatr… Tam się pogodziliśmy.
Powrót z nadmorskiego urlopu od razu zerwałem z kochanką.
Przez siedem lat mieliśmy z Jolą spokojne, przewidywalne życie rodzinne. Cicha przystań, choć żonie czegoś brakowało może włoskich namiętności?
…W moim zakładzie pracował wesołek, dusza towarzystwa. Bogdan umiał rozkręcić każdą rozmowę, był świetnym słuchaczem. Zbierał ludzi narzekających na życie, żony-wiedźmy, teściowe-potwory i globalny niepokój. Bogdan wysłuchiwał, doradzał. Pomyslałem: Może zaproszę Bogdana na urodziny Joli? Rozweseli wszystkich. Gdybym tylko wiedział, jakie to będzie miało konsekwencje
Bogdan przyjął zaproszenie, przybył z żoną. Tego wieczoru prześcignął siebie opowiadał żarty, wymyślał toasty, śmiał się głośno. Jola promieniowała podkładała gościom wiktuały, świergotała, jak skowronek. Urodziny były wspaniałe. Po miesiącu zaczęły się dla warszawskich rodzin piekielne kręgi!
…Bogdanowa zadzwoniła do mnie:
Mirek, nie wiedział Pan? Państwa żony się spotykają! Niech Pana piękna żonka sobie nie ostrzy zębów na mojego męża, będę walczyć o Bogdana! Mamy dwójkę małych dzieci.
A ja, osioł, niczego nie zauważyłem! Czyżby Jola tak bezmyślnie mściła się za moje wybryki?
Szczegółów nie opiszę. Bogdanowa śledziła Jolę wszędzie. Groziła, że połknie proszki i demonstracyjnie umrze. Ja zamykałem żonę na klucz, odcinałem telefon, straszyłem rozwodem wszystko na nic. Prawda miłości, ognia i kaszlu nie można ukryć. Wtedy pobiegłem po pomoc do najlepszej przyjaciółki Joli.
Powiedziała jak skalpelem: Mirek, tam miłość. Jola nie wróci. Drogi do niej dla ciebie zamknięte.
No i mnie chwyciło – z przodu, z boku. Z żalu zatrzymałem się u tej przyjaciółki na pół roku. Potrafiła na krótko mnie pocieszyć.
Jola i Bogdan wzięli ślub. Niczego nie widzieli poza sobą. Ich własny raj na ziemi. Wydawało się, że oddychają tym samym powietrzem. Wtedy nienawidziłem tej szalonej pary. Chciałem wyć, rwać włosy z głowy. Jak mogło się to stać? Ukradli mi żonę! Szczęście z nieszczęściem na jednym saniach jeżdżą.
…Mówią, że czas leczy. Nie wierzę. Moja rana pokryła się cieniutką, kruchą jak pierwszy lód, warstwą i często pulsuje bólem. Przyjaciele skrupulatnie dobierali mi nową żonę. Znaleźli… Piękną. Ożeniłem się szybko, żeby nie zdążyć zmienić zdania. Jesteśmy razem już siedemnaście lat. Zachwycić się urodą żony nigdy mi się nie udało. Próbuję wyglądać na szczęśliwego… Bez nadziei nie tracę nadziei. Ale gdyby ktoś zszedł do piwnicy mojej zmęczonej duszy! Tam na zawsze zamieszkała moja Jola! Zawołasz…?



