Tydzień po tym, jak pożegnała się z tatą, rano, w niezrozumiałym półśnie, gorączkowo przemierzała labirynt korytarzy. Biegła gdzieś, niczego nie pamiętała, wiedziała tylko, że musi znaleźć telefon. Bardzo go potrzebowała.
Było lato, a przyjaciółki Weronika i Jadwiga wybrały się nad Bałtyk na długo oczekiwane wakacje. Ich pokój był niewielki, ale położony tuż przy plaży. Całe dnie spędzały na opalaniu, ich skóra już nabrała brązowego odcienia, a pragnienie wylegiwania się na piasku tylko narastało. W południe słońce paliło niemiłosiernie, wszystko zdawało się topnieć, nawet powietrze. Było tak ciepło, jak w saunie, co sprawiało, że oddychanie było trudne.
– Ja już dłużej tego nie zniosę – powiedziała Weronika, podnosząc się z ręcznika. – Chodźmy gdzieś. Tutaj jest tak gorąco, że wkrótce zamienimy się w krakersy.
– Zgoda – odparła Jadwiga, proponując – Wybierzmy się do kawiarni. Tam odpoczniemy, a przy okazji zjemy coś, bo to już pora obiadowa.
Przyjaciółki ruszyły do lokalnej kawiarni, gdzie mogły schronić się w cieniu i skosztować pysznych smakołyków. W kolejce stało wiele osób – wszyscy czekali wytrwale.
Weronika, chroniąc się przed słońcem, zasłoniła głowę książką, ponieważ zapomniała kapelusza w domu, a promienie słońca zmuszały ją do mrużenia oczu.
– Wszystko w porządku? – zapytała Jadwiga. – Skoczę po lody, ochłodzisz się trochę.
– Może pójdę z Tobą? – zasugerowała Weronika.
– O nie! – stanowczo zaprotestowała. – Spójrz, ile ludzi. Zajmą nasze miejsce, zostań tutaj!
Jadwiga oddaliła się, a Weronika poczuła się znudzona. Stała przy rozgrzanym betonowym budynku w palącym słońcu. Kolejka pozostawała bez ruchu, więc zamykała oczy, próbując odpocząć.
Usłyszała w uszach dzwonienie, a w głowie wszystko było zamazane. Nagle znalazła się na otwartym morzu. Nie widziała brzegu. Unosiła się na wodzie, która nie była słona. Wypiła kilka łyków i od razu poczuła się lepiej. Na niebie malowała się ogromna tęcza, a woda iskrzyła w kolorach kalejdoskopu. Było tak pięknie. Czuła się lekka jak piórko kołyszące na falach, a szczęście wypełniało ją całą… Ludzie przechodzili po tęczy. Wśród nich dostrzegła swojego zmarłego rok wcześniej ojca. Uśmiechał się i machał do niej.
Nagle usłyszała krzyki z góry.
– Tutaj, tutaj! – nawoływali zgodnie. – Podaj rękę! Chwyć to.
Kilka rąk złapało i pomogło Weronice wsiąść do łodzi. Nie miała ochoty wracać, a głosy stawały się coraz wyraźniejsze, przeważnie kobiece.
– Czy ktoś ma amoniak? – nie ustawały pytania. – Podajcie więcej wody!
Weronika odzyskała przytomność, otworzyła oczy.
– Uff, moja droga – wypuściła z ulgą powietrze Jadwiga. – Przestraszyłaś mnie! Bałam się!
Weronika była zdziwiona i rozczarowana, widząc, że siedzi na werandzie kawiarni, a nie na morzu.
– To musiał być udar słoneczny, kochana! – mruczała przyjaciółka, dziękując innym za pomoc. – Mówiłam: „Weź kapelusz, weź kapelusz!”, a Ty zawsze: „Tak, dobrze!” No i masz!
Ludzie się rozeszli.
– Jadwigo – mówiła zamyślona Weronika. – Widziałam tam tatę. Nie ma go już prawie rok, a wciąż wygląda młodo.
Dziewczyny w końcu weszły do kawiarni i usiadły przy stoliku. Weronika wciąż myślała o tym niespodziewanym spotkaniu z ojcem.
Tydzień po tym, jak pożegnała się z tatą, rano, w niezrozumiałym półśnie, gorączkowo przemierzała labirynt korytarzy. Biegła do nieznanego pokoju. Ujrzała starodawny telefon na ścianie, stary i zniszczony. Z radością chwyciła za słuchawkę i krzyknęła:
– Witaj! Dzień dobry!
– Już dobrze! Weroniko, co się stało? – głos ojca brzmiał echem. – Uspokój się i opowiedz. Pomogę, jak tylko mogę.
Za życia ojciec nie był zbyt rozmowny, a gdy chciał o coś zapytać, zawsze zaczynał od krótkiego „Dobrze”. Weronika cieszyła się, że słyszy go tak wyraźnie z jego charakterystycznym tonem. Opowiadała szybko o wszystkim: o sobie, o matce, o kuzynce, jego siostrzenicy, która trzy dni po jego śmierci obroniła pracę magisterską. Nie doczekał tego dnia.
– Tato, wyobraź sobie – śmiała się. – Jak obiecała, obroniła z oceną celującą!
Potem zastygła, jakby się przebudziła.
– Halo, tato! – krzyczała do słuchawki. – Nie ma cię tutaj! Jak to możliwe, że ze mną rozmawiasz?
– Czasami – odpowiadał ojciec. – Gdy czegoś bardzo pragniesz, to się zdarza, kochana, to się zdarza.
Chociaż za życia ojciec nie wierzył w mistycyzm, był materialistą, teraz przekonywał ją inaczej. Weronika przebudziła się, przypominając sobie, gdy siedziała z Jadwigą w kawiarni. Wtedy widziała tęczę nad wodą.
A teraz… Wciąż ma nieodparte wrażenie, że ojciec jest obok niej i wspiera ją każdego dnia.



