Ty go nie kochasz, a nam było dobrze, spróbujmy zacząć od nowa, dobrze?
Rozwiedliśmy się trzy lata temu cisza, spokój, zero talerzy w ruchu, wszystko jak w podręczniku: niezgodność charakterów, jak wyznaczyliśmy w pisemku do sądu. Córka nasza Zuzia przez pierwsze tygodnie była przekonana, że to tylko mała sprzeczka i tata zaraz wróci z jakiejś tajemniczej delegacji.
W weekendy spotykali się i świetnie bawili. Po spacerze wracali wieczorem, siadaliśmy razem do kolacji. Potem Robert wychodził, a Zuza żegnała się z nim dłużej niż niektórzy żegnają Wielkanoc stała przy oknie i kontrolowała, czy tata aby nie zgubił drogi do samochodu.
Tydzień temu Zuzia skończyła sześć lat. Przez ostatni rok ona i Robert raczej nie zerwali łańcucha kontaktów, ale też nie przebili rekordów Messengera. Głównie dlatego, że Robert znalazł sobie nową wybrankę, i nie miał już monopolu na Zuziowe weekendy, a ja też nie siedziałam w domu na bezrobociu. Otóż pojawił się mój nowy znajomy Jacek. Poznaliśmy się na wycieczce do Puszczy Kampinoskiej. Zuzia i ja zgubiliśmy tempo grupy, a Jacek rozglądał się po ściółce jakby chciał znaleźć trufle, i sam zeszedł z trasy. Potem, już z przewodnikiem, zamieniliśmy kilka słów, wymieniliśmy się numerami i poszliśmy dalej, jakby nic się nie stało.
W porównaniu z Robertem Jacek był i jest typem ludzi, którzy nie rzucają słów na wiatr, tylko je połykają. Słowny, punktualny, zapamiętuje daty, imieniny, rozmiary butów. Z Robertem było raczej jak z jazdą pociągiem PKP nigdy nie wiesz, czy przyjedzie i kiedy. Prawdopodobnie dlatego też rozstaliśmy się z Robertem Z Jackiem nie było takich atrakcji.
Na imprezę urodzinową Zuzi miał przyjechać zarówno Robert, jak i Jacek. Stresowałam się, jak się dogadają czy będą jak dwa koguty w jednym kurniku, czy może każdy zajmie swój kąt przy serniku. Córka oczywiście czekała na ojca z taką niecierpliwością, z jaką czeka się na ostatni dzień szkoły.
Goście zjawili się punktualnie, tylko mój eks-mąż jak zwykle z modnym spóźnieniem. Zuzia nie chciała zaczynać bez Roberta, więc musiałam zapełnić lukę opowieściami typu Kiedyś w dzieciństwie i ploteczkami, które nawet sąsiadka z trzeciego piętra mogłaby pozazdrościć.
W końcu tata się pojawił z ogromną, błyszczącą paką prezentów i wielkim bukietem tulipanów dla mnie. Odebrałam to z lekkim zażenowaniem, bo Jacek patrzył z boku, a Robert jakby nigdy nic, przejął rolę gospodarza, sadzał gości, wydzielał porcje kompotu i instruował wszystkich przy stole tak fachowo, jakby od trzech lat wcale nie mieszkał osobno.
Zuzia trzymała się Roberta przez cały czas; Jacek wyglądał, jakby go lekko uwierały nowe buty mimo moich prób ratowania sytuacji czuło się w powietrzu lekką niezręczność.
Po jakiejś godzinie Jacek kulturalnie się pożegnał, tłumacząc się robotą, którą zabrał do domu i wyszedł. Robert natomiast rozpędził się jeszcze bardziej był mistrzem swobodnego zachowania. Gdy poszliśmy do kuchni po tort, poprosiłam go o odrobinę dystansu, na co on z uśmiechem szeptał:
Ty go nie kochasz, a nam było dobrze, spróbujmy zacząć od nowa?
Skwitowałam to solidną porcją konsternacji, ale potem zebrałam się na odwagę.
Nie, Robercie. My się nie sprawdziliśmy jako para, a Zuzia to nasza wspólna historia nic więcej. Doceniam to, że się nią zajmujesz i że ona na ciebie zawsze czeka, ale ja już nie czekam. Szczególnie od czasu, gdy zamieszkałeś z tą nową partnerką.
To zupełnie co innego i tak tylko na chwilę
Tym bardziej powinieneś szukać relacji, która naprawdę się sprawdzi, a nie
W międzyczasie goście zaczęli zbierać swoje prezenty i kurtki. Robert został do końca, pomógł ogarnąć kuchnię, położył Zuzę spać i widać było, że liczy na przełomową deklarację z mojej strony, by został na noc. Nie doczekał się, nie zburzył atmosfery, pocałował mnie w policzek, rzucił Dzięki, dobre ciasto, cześć i poszedł.
Szybko zadzwoniłam do Jacka, pytając, czy jutro wybierzemy się razem na piknik? Jacek, szczęśliwy jak dziecko na lodach, powiedział, że wszystko przełoży i przyjedzie pod nasze drzwi o dziewiątej rano.
Równo o dziewiątej rozległ się dzwonek, a Zuzia wykrzyknęła: Ojeju! Urodziny, wersja drugi sezon!
We trójkę spędziliśmy cudowny dzień nad Wisłą na kocu w kratę. Wracając do domu, zapytałam Zuzię:
Zuziu, co myślisz o tym, żeby Jacek z nami zamieszkał?
Córka popatrzyła na mnie całkiem serio i odpowiedziała:
Ty i tak na niego zawsze czekasz, a tak to będzie codziennie!
No i co tu dużo mówić, z ust dziecka prawda jak zawsze najszczersza.



