Ty go nie kochasz, a nam było dobrze, spróbujmy zacząć od nowa, dobrze?
Rozstaliśmy się z mężem trzy lata temu. Nasz rozwód przebiegł spokojnie, bez większych żalów czy kłótni w sądzie podpisaliśmy oświadczenie, że nie dogadujemy się charakterami. Nasza córka początkowo sądziła, że to chwilowa awantura i tata po prostu wyjechał na kilka dni.
W weekendy bawili się razem świetnie. Spotykali się, wracali wieczorem, siadałam z nimi do kolacji, potem Robert wychodził, a Zuzanna długo go żegnała w korytarzu i patrzyła za nim przez okno, dopóki nie zniknął za rogiem kamienicy.
Tydzień temu moja córeczka skończyła sześć lat. Przez ostatni rok ona i Robert nie widywali się już tak często. Były dwa powody Robert poznał nową kobietę i nie miał już tyle czasu na weekendy z Zuzią, a ja z kolei zaczęłam spotykać się z kimś nowym. Z Marcinem poznaliśmy się podczas wycieczki do Białowieskiego Parku Narodowego. Zuzia i ja zostaliśmy z tyłu za grupą, Marcin także gdzieś się zawieruszył. To sprawiło, że od słowa do słowa zaczęliśmy rozmawiać, wymieniliśmy się numerami telefonów i tak zaczęła się nasza znajomość.
W przeciwieństwie do Roberta, Marcin był raczej małomówny, ale bardzo solidny. Nigdy nie rzucał słów na wiatr, o niczym nie zapominał, zawsze był punktualny. Jeżeli coś obiecał, można było być pewnym, że dotrzyma. Z Robertem różnie bywało, co zapewne doprowadziło do naszego rozstania po prostu zbyt wiele niedomówień i rozczarowań.
Urodziny Zuzi wypadały w niedzielę. Zaprosiłam zarówno Roberta, jak i Marcina bałam się, jak się dogadają i czy w ogóle znajdą wspólny język. Zuzia oczywiście czekała najbardziej na tatę, choć Marcina też polubiła i traktowała go jak dobrego kolegę mamy.
Goście przyszli punktualnie, tylko mój były mąż się spóźnił. Zuzia prosiła, żeby poczekać jeszcze na tatę, a ja starałam się zagadać nieplanowaną przerwę wspomnieniami i śmiesznymi anegdotami.
Wreszcie pojawił się tata! Miał dla małej wielką, kolorową paczkę, a dla mnie bukiet pięknych róż. Było mi trochę niezręcznie. Marcin przedstawił się, a Robert, jakby trzy lata rozłąki nie minęły, od razu zaczął zachowywać się jak kiedyś kierował gości, nalewał kawę, podejmował rozmowę. Czułam się, jakby czas się cofnął.
Zuzia nie odstępowała taty na krok, a Marcin, widząc to wszystko, wydawał się coraz bardziej przygaszony, choć bardzo starałam się być dla niego serdeczna.
W końcu Marcin pożegnał się, tłumacząc się pilną sprawą w pracy, którą musi dokończyć w domu.
Po jego wyjściu Robert nabrał jeszcze większej pewności siebie. Gdy weszliśmy do kuchni po tort, poprosiłam go, żeby nie przesadzał, odpowiedział nagle:
Ty go nie kochasz, a nam było dobrze, może spróbujemy jeszcze raz?
Zatkało mnie na chwilę, ale potem powiedziałam spokojnie:
Robert, nie chcę. Przeszłość nie wróci. Łączy nas Zuzia i na tym powinno się skończyć. Dziękuję, że troszczysz się o nią, ona na ciebie czeka, ale ja już nie. Zwłaszcza po tym, co się wydarzyło, gdy zacząłeś spotykać się z tamtą kobietą.
To była inna sprawa, dla ciała, nie dla duszy… To nie to samo…
Tym bardziej powinieneś znaleźć kogoś, z kim naprawdę chcesz budować życie, a nie tylko…
Goście zaczęli się rozchodzić. Robert został do końca, pomógł przy zmywaniu, położył Zuzię spać, a później czekał, czy poproszę, żeby został na noc. Gdy zorientował się, że tego nie zrobię, nie wywołał awantury podziękował, pocałował mnie w policzek i wyszedł.
Zadzwoniłam do Marcina i zapytałam, czy jutro możemy wybrać się razem na piknik. Ucieszył się jak dziecko, zapewnił, że wszystko odstawi na bok i przyjedzie po nas o dziewiątej rano.
Punktualnie o dziewiątej zadzwonił dzwonek, a Zuzia zawołała: Hurra! Urodziny trwają dalej! Cała trójka spędziła cudowny dzień na łonie natury. Po powrocie zapytałam ją:
Zuzia, czy miałabyś coś przeciwko, żeby Marcin zamieszkał z nami?
Dziewczynka spojrzała poważnie i odpowiedziała:
Ty zawsze na niego czekasz, a wtedy będziesz go mieć codziennie…
I wtedy zrozumiałam, że życie to nie powroty do tego, co było, lecz budowanie szczęścia tu i teraz z tymi, którzy są naprawdę blisko.



