— Tutaj teraz będzie mieszkać Diana — ogłosił mąż, wracając z urlopu.

Słuchaj, kochana, muszę Ci opowiedzieć, co się stało w naszym domu w Warszawie.

Andrzej właśnie wrócił z wakacji. Dwa tygodnie był nieobecny pojechał nad Bałtyk, na Sopot, odetchnąć od wszystkiego, jak sam mówił. Od pracy, od miasta, a może i od nas. Grażyna nie wzięła sobie do serca, bo wiedziała, że człowiek się męczy i potrzebuje odpoczynku.

W czasie jego nieobecności Grażyna nie siedziała bezczynnie. Myła okna, porządkowała szafy, nawet balkon odkurzyła. Chciała, żeby po powrocie wszystko było przytulne i ciepłe.

Gdy drzwi pukały, Grażyna wyjrzała z kuchni, ocierając ręce o fartuch.

Andrzeju? zawołała.

W progu stał Andrzej, opalony, z walizką i torbą pełną pamiątek, uśmiechnięty, ale trochę nerwowy.

Cześć, odłożył buty.

Jak wyjechał? spytała, podchodząc bliżej. Chciała go przytulić, ale on już przeszedł do salonu.

Rewelacja, odparł zza drzwi. Morze, słońce, poznane ciekawe osoby.

Grażyna wyłączyła palnik i zawołała go na kolację. On usiadł przy stole i je w milczeniu, nie podnosząc wzroku.

Coś ci nie gra? zapytała ostrożnie. Coś się stało?

Andrzej odłożył widelec, spojrzał na nią i rzekł:

Grażyno, od dzisiaj będzie u nas mieszkać Elwira.

Grażyna zamarła.

Co? wyszeptała.

Elwira. Poznałem ją w Sopocie. Ma ciężką sytuację, zabrakło jej mieszkania. Zaprosiłem ją do nas tymczasowo.

Ty… nie mogła znaleźć słów. Zaprosiłeś obcą kobietę do naszego mieszkania?

Nie jest obca, odpowiedział spokojnie Andrzej. Stałyśmy się przyjaciółkami. To dobra osoba, zobaczysz, kiedy ją poznasz.

Mam to pojąć?! podniosła głos.

Grażyno, nie komplikuj. To na chwilę! Parę tygodni, maksymalnie miesiąc, dopóki nie znajdzie pracy i nie wynajmie własnego lokum.

Grażyna patrzyła na męża, którego już nie rozpoznawała. Ten człowiek, z którym spędziła siedem lat, właśnie powiedział, że wprowadzi do domu nieznajomą kobietę. I ona ma to zaakceptować.

Kiedy przyjedzie? spytała cicho.

Jutro rano odpowiedział Andrzej.

Grażyna wstała od stołu, zmyła naczynia, ręce drżały. W środku narastała zimna, ciemna fala.

Elwira przyjechała o dziesiątej rano, z dwoma walizkami i ogromną torbą na ramieniu. Jasna, zadbana, opalona skóra, lśniące włosy do ramion i śnieżnobiała uśmiech. Dżinsy przylegające jak druga skóra, złoty naszyjnik na szyi.

Grażyna stała w przedpokoju i patrzyła, jak Andrzej pomaga gościance zdjąć kurtkę, jak troskliwie przyjmuje jej rzeczy i uśmiecha się.

Wejdź, rozgość się powiedział Andrzej. Grażyno, poznaj Elwirę.

Cześć! wyciągnęła rękę Elwira, mocne i pewne uścisk. Dzięki, że mnie przyjęliście. Na krótko, naprawdę!

Grażyna skinęła głową, nie mając wyboru.

Pokój jest tutaj otworzył Andrzej drzwi do małego pokoju przy salonie. Rozkładany kanapa, czysta pościel. Jeśli coś będzie potrzebne, mów.

O, wszystko w porządku! wtrąciła Elwira, rozglądając się. Czy mogę później powiesić mój obraz? Dla atmosfery?

Grażyna poczuła, że coś w niej się kurczy.

Jasne odpowiedział Andrzej. Rozgość się jak u siebie.

Od pierwszego dnia Elwira zachowywała się, jakby naprawdę tu mieszkała. Wcześnie wstawała, wcześniej niż Grażyna, w krótkich szortach i topie, nalewała kawę i siadała naprzeciwko Andrzeja przy stole. Rozmawiali, śmiali się, wymieniali historie. Grażyna wchodziła, rozmowa przycichała.

Dzień dobry mówiła Elwira z uśmiechem. Czy mogę użyć twojej kawiarki? Twoja kawa jest wyśmienita!

Grażyna skinęła głową, po czym szła do pracy. Wieczorem wracała, a Elwira już siedziała w salonie przed telewizorem, nogi przewieszone na kanapie.

Grażyno, możesz uprasować tę bluzkę? poprosiła.

Pralka jest tam po lewej odpowiedziała Grażyna sucho. Umyj sama.

Elwira zmrużyła oko, uśmiech stał się nieco chłodny.

Dobrze, dobra. Przepraszam.

Potem Elwira zaczęła gotować. Rozkładała produkty po wszystkich półkach, zajmowała garnki i kuchenkę.

Andrzeju, spróbuj! wołała, podając mu talerz. Makaron jak we Włoszech!

Grażyna stała w drzwiach i patrzyła, jak Andrzej chwali jedzenie, nie zwracając na nią żadnej uwagi.

Grażyno, weź coś? pytała, podając łyżkę.

Nie, dziękuję odpowiedziała, odchodząc do sypialni.

Po półtora tygodnia podwórkowa sąsiadka, ciocia Lidia, zatrzymała Grażynę przy wejściu:

Co to za gość? Młoda, piękna. Mąż z wakacji przywiózł?

Grażyna przełknęła słowo.

Tymczasowo odpowiedziała. Przyjaciółka.

Przyjaciółka, mówisz mruknęła ciocia. No cóż, przyjaciółki bywają różne.

W domu Andrzej spędzał coraz więcej czasu z Elwirą: oglądali filmy, siedzieli nocą przy kuchni i rozmawiali o wszystkim. Grażyna próbowała się ubiegać:

Andrzeju, może już czas? Mówiłaś, że to tymczasowo. Minął miesiąc.

Daj jej jeszcze trochę czasu. Szuka pracy, mieszkania. Nie możemy jej wyrzucać na ulicę!

A mnie? wybuchła Grażyna. To mój dom! Nie wyraziłam zgody!

Andrzej spojrzał na nią zdziwiony.

Co ty mówisz? zapytał.

Że to mój dom! I ja nie zgodziłam się na tę sytuację!

Jesteś zbyt zazdrosna odparł sucho. Elwira to po prostu przyjaciółka. Nie komplikuj.

Grażyna czuła, że on nie dostrzega problemu. I to nie koniec.

Pewnego wieczoru wróciła do domu wcześniej niż zwykle. Otworzyła drzwi cicho i weszła do kuchni. Andrzej i Elwira stali przy oknie, blisko siebie, za bardzo blisko. Rozmawiali cicho, śmiali się, a Andrzej położył rękę na ramieniu Elwiry.

Grażyna zamarła.

Co się dzieje? spytała.

Obrócili się.

Ach, Grażyno! Andrzej cofnął rękę. Coś wstałeś za wcześnie.

Co się dzieje? powtórzyła, nie wierząc.

Nic się nie dzieje odpowiedział poirytowany. Po prostu rozmawiamy.

Elwira milczała, wpatrzona w podłogę. Grażyna odwróciła się i poszła do sypialni. Nie mogła już tego znieść.

Nie spała całą noc, leżała w ciemności, patrząc w sufit, słysząc, jak Andrzej szumi w łazience, a potem przychodzi do sypialni i kładzie się obok niej, nie próbując jej objąć, tylko odwracając się na bok.

Rankiem podjęła decyzję.

Andrzeju rzekła, kiedy on pił kawę w kuchni. Musimy pogadać we trzech.

On podniósł brwi.

O czym?

O wszystkim. Wieczorem. I przekaż to Elwirze.

Grażyno, nie spieraj się. Po prostu zrób to.

Wieczorem usiedli przy stole we trzech. Grażyna rozłożyła talerz.

Dziękuję, że mnie przyjęliście powiedziała Elwira niepewnie. Nie spodziewałam się tego.

Ja też nie spodziewałam się wiele przerwała ją Grażyna. Ale porozmawiajmy szczerze.

Spojrzała najpierw na męża, potem na Elwirę.

Mam jedno pytanie. Proste. I oczekuję szczerej odpowiedzi.

Grażyno, po co to? zaczął Andrzej.

Milcz. głos Grażyny był spokojny, lecz zdecydowany. Elwiro, jak tu żyjesz? Jako lokatorka, jak krewny, czy jako druga żona?

Zapanowała cisza. Elwira pobladła, Andrzej zamarł z kieliszkiem w ręku.

Ja zaczęła Elwira.

Mów szczerze nalegała Grażyna. Bo mam dość udawania. Dość podsłuchiwania waszych szeptów przy kąpieli, twoich śniadań dla niego, twojego korzystania z moich rzeczy i zachowywania się, jakbyś była właścicielką tego domu!

Grażyno, uspokój się próbował wtrącić się Andrzej.

Nie! uderzyła dłonią w stół. Cały miesiąc to wytrzymałam!

Elwira spuściła wzrok.

Nie chciałam

Nie chciała czego? Grażyna pochylała się. Nie chciała mieszkać tutaj? Nie chciała zająć mojego miejsca?!

Nie zajmuję twojego miejsca.

Zajmujesz!

Wtedy Elwira podniosła oczy, spojrzała w twarz Grażyny i odezwała się:

Dobra, chcesz prawdy? Oto ona. Andrzej i ja mamy romans. Zaczęło się w Sopocie. Nie zaprosił mnie tylko po nocleg poprosił, żebym przyjechała, bo go kocha.

Słowa zawisły w powietrzu. Grażyna poczuła, jak wewnątrz wszystko się rozpada.

Obróciła się w stronę męża:

To prawda?

Andrzej milczał, patrząc w stół.

Tak w końcu westchnął. Tak, Grażyno. To prawda.

Grażyna odsunęła się na krzesło, dłonie drżały, serce waliło jakby miało wyskoczyć z piersi.

Więc cały ten miesiąc kłamałeś? Mówiłeś, że to tylko przyjaciółka? Że komplikuję wszystko?

Nie chciałem cię ranić.

Nie chciałeś?! zaśmiała się gorzko. Przyniosłeś kochankę pod nasz dach! Zmuszyłeś mnie mieszkać pod jednym dachem! A ty mówisz, że nie chciałeś mnie ranić?!

Grażyno, przepraszam.

Zamknij się. wstała. Po prostu zamknij się.

Elwira wstała też.

Grażyno, rozumiem, że jest ci ciężko rzekła.

Nic nie rozumiesz! krzyknęła. Przyszłaś do mojego domu! Spałaś w moim mieszkaniu! Jeździłaś po mojej kuchni! Udawałaś się ofiarą, a w rzeczywistości

Nie dokończyła, odwróciła się i poszła do sypialni.

Andrzej podążył za nią:

Grażyno, porozmawiajmy spokojnie.

Porozmawiamy? otworzyła szafę i zaczęła wyciągać jego rzeczy. Teraz porozmawiamy. Zabierz swoje rzeczy. I jej też. I wyjdźcie. Obaj.

Grażyno, nie możesz.

Mogę! rzuciła koszulę na podłogę. To mój dom! Kupiłam go! Decyduję, kto w nim mieszka!

Ale

Bez ale! patrzyła na niego z nienawiścią, bólem, pogardą. Zdradziłeś mnie. Teraz wyjdź.

Andrzej stał, zdezorientowany, bezradny.

Grażyno…

Mówiłam: wyjdź!

Powoli zaczął pakować rzeczy. Elwira stała w drzwiach, milcząco obserwując. Po pół godzinie opuścili mieszkanie z walizkami, torbami i obrazem, którego Elwira nie zdążyła powiesić.

Pierwszy tydzień Grażyna prawie nie wychodziła z mieszkania. Leżała w łóżku, patrzyła w sufit, płakała, a potem przestała płakać po prostu leżała. Pustka w środku była tak ciężka, że trudno było oddychać.

Andrzej dzwonił, pisał wiadomości. Ona nie odpowiadała. Elwira też próbowała się kontaktować, przepraszać, wyjaśniać, a Grażyna zablokowała jej numer.

Pewnego ranka wstała, spojrzała w lustro bladą, z workami pod oczami, z rozczochranymi włosami. Pomyślała: Dość. Dość cierpienia, doZ nową siłą w sercu wyruszyła w świat, wiedząc, że jej własne życie jest teraz jedynym skarbem, którym chce się dzielić.

Rate article
Fajna Tajna
— Tutaj teraz będzie mieszkać Diana — ogłosił mąż, wracając z urlopu.