Dawno temu, w letnie wakacje, Jadwiga wraz z mężem zawieźli dzieci na wieś, niedaleko ich rodzinnego miasta. Odwiedzali je co weekend, czasem jechała sama. Wieś była oddalona o siedem kilometrów, więc gdy Teodor miał dyżur w soboty, Jadwiga mogła w piątek wieczorem od razu po pracy wsiąść do autobusu.
Może nie jeździłaby tak często, ale tęskniła za dziećmi, a po drugie, ojciec był po wylewie i chciała pomóc matce w ogrodzie. Tego piątku też zamierzała od razu po pracy pojechać na wieś.
Teo, jadę prosto do dzieci, więc zjedz coś bez mnie, w lodówce jest obiad. W niedzielę przyjedź po mnie, masz wolne, dziwne, że akurat w sobotę musisz pracować
Mamy tam istny armagedon tłumaczył mąż. Szef obiecał dopłacić.
Jadwiga była główną księgową w biurze. Tego dnia spieszyła się, by skończyć raport przed wyjazdem, i w pośpiechu popełniła błędy, wysyłając go przełożonym do województwa.
W sobotę po obiedzie zadzwonił szef, Artur Władysławowicz.
Jadwiga, coś ty narobiła z tym raportem? Dzwonią z góry i wrzeszczą. Natychmiast popraw, inaczej stracisz premię.
Jestem na wsi. Może jutro? Co ja tam mogłam nie dał jej dokończyć.
Nie obchodzi mnie, gdzie jesteś. Mówię: popraw! ryczał tak, że słyszała go stojąca obok matka.
Dobrze, zaraz jadę.
Córciu, kto tak krzyczy?
Mój szef, Artur. Coś namieszałam w raporcie. No trudno, muszę jechać.
Pożegnała się z trzynastoletnim synem i dziesięcioletnią córką.
Do następnego weekendu, kochani.
Wróciła do miasta i od razu poszła do biura. Otworzyła komputer i zabrała się za raport. Gdy dokładnie go przejrzała, dostrzegła dwie oczywiste pomyłki.
Jak mogłam to przeoczyć? Wszyscy pewnie się dziwią. Tylko przez ten pośpiech
Wieczorem wysłała poprawiony raport, zamknęła biuro i ruszyła do domu.
Teodor niedługo wróci z pracy. Będzie zdziwiony, że już jestem myślała, idąc powoli. Ostatnio dziwnie się zachowuje. Ciągle w telefonie, jakiś roztargniony. Musimy porozmawiać.
Gdy podeszła pod dom, zobaczyła światło w kuchni.
Teo już w domu!
Na trzecim piętrze serce zabiło jej mocniej. Przy drzwiach usłyszała romantyczną muzykę, której mąż nie znosił. To było dziwne. Otworzyła drzwi ostrożnie i w przedpokoju natknęła się na cudze sandały znajome, ale nie mogła sobie przypomnieć czyje.
Położyła klucze i zajrzała do pokoju. Półmrok, tylko świeciła lampka. W sypialni nikogo nie było, ale na balkonie zobaczyła dwa sylwetki. Palili papierosy.
Anka To Anka! przemknęło jej przez głowę. Te sandały to jej! Zrobiło jej się słabo. To była jej przyjaciółka.
Co ona tu robi? Ostatnio często wpadała, gdy Jadwiga była w domu. Pili razem herbatę, czasem wino. Jadwigę zaczęło trząść. Podeszła cicho do uchylonych drzwi balkonowych.
Teo, kiedy w końcu powiesz Jadzi o nas? usłyszała głos przyjaciółki.
Mąż odpowiedział zirytowany:
Anka, znowu o tym? Umówiliśmy się, że nie będziesz mnie naglić. Sam jeszcze nie wiem
Przez firankę Jadwiga zobaczyła, że mąż stał w bokserkach, a Anka w jego koszuli.
No i kiedy się zdecydujesz? wyrwało się jej, odsuwając zasłonę.
Teodor upuścił papierosa, Anka pisnęła pewnie upadł jej na stopę.
A ty co tu robisz? Miałaś przyjechać jutro! wrzasnęła Anka, wchodząc do pokoju. Może teraz wreszcie się zdecydujesz! Teodor milczał.
Jadwiga zdrętwiała, ale się nie rozpłakała.
Jadziu, mogłaś zadzwonić wyszeptał mąż.
Mam dzwonić, zanim wrócę do domu? odcięła się.
Anka patrzyła wyzywająco. Wtedy Teodor powiedział:
Ubieraj się i wynoś. Anka prychnęła, trzaskając drzwiami.
Jadziu, przepraszam. To z Anką to nic poważnego. Nie zamierzam zostawiać rodziny.
Myślisz, że jeszcze ją mamy?
Nie zaczynaj. To się zdarza, wiesz, u facetów. A tak w ogóle, to sama jesteś winna. W co ty się zamieniłaś? Nie dbasz o siebie, nie ubierasz się jak kiedyś. A ja jestem mężczyzną, lubię ładne kobiety. Dawniej jeździliśmy na wakacje, a teraz?
Teraz mamy dzieci, mój ojciec po wylewie, muszę pomagać matce! Dziwne, że o to pytasz. A moje ubrania? Twoja pensja spadła o połowę, a teraz wiem dlaczego skinęła w stronę drzwi. Trzeba utrzymywać inną kobietę.
Zawróciło ją z obrzydzenia. Wzięła klucze i wybiegła na deszcz. Biegła, mokra, nie wiedząc dokąd. Dotarła do biura i zasnęła na kanapie.
Obudził ją szarpnięcie i krzyk Artura Władysławowicza.
Oszalałaś? Co tu robisz?!
Wyjaśniła wszystko przez łzy. Szef zabrał ją do domu, gdzie jego żona, Halina, która sama przeżyła zdradę, nakarmiła ją i wysłuchała.
Co zamierzasz? spytała Halina.
Nie chcę go więcej widzieć.
Z dziećmi to nie takie proste. Może z czasem wybacysz
Jadwiga pojechała na wieś. Matka od razu zrozumiała, że coś się stało. Artur Władysławowicz dał jej urlop.
Mamo, rozwodzę się. Nie zniosę tej zdrady.
Dzieci stały po jej stronie. Teodor dzwonił, przyjeżdżał, prosił o przebaczenie.
Dzieci, to wasz ojciec. Kocha was mówiła, patrząc, jak biegną do niego.
Przyjeżdżał co drugi dzień, pomagał teściom. Prosił teściową, by wpłynęła na córkę, ale ta odmówiła:
Jadzia jest dorosła.
Jadwiga zebrała papiery, ale jeszcze ich nie zaniosła. Coś ją powstrzymywało. Wiedziała, że wciąż go kocha. Trudno przekreślić połowę życia.
Zostawiła decyzję na powrót do miasta.



