Tort na jubileusz zamknął rozdział

Zofia Nowakowska ostrożnie poprawiła uczuciową serwetkę pod wazonem z kwiatami i znów spojrzała na zegar. Do przyjazdu gości zostało mniej niż godzina, a jej drżały ręce jak liść od wiatru. Sześćdziesiąte urodziny – wydarzenie wyjątkowe, a wszystko musiało przebiec idealnie.

– Aniu, wyjdzieś już wreszcie? – zapytała z nutą podenerwowania, kierując głos w stronę kuchni, z której dobiegał stukot naczyń.

– Mama, kończę ogórki i jajka! – wykrzyknęła córka. – Sprawdź, czy Krysia już zszedł po napoje.

Zofia westchnęła i udała się do pokoju sognego. Przez dziesięć lat kłótni i niechęci nie mogła pogodzić się z jego złotodajnością. Zawsze było „z chwilą” i „już idę”. Teraz Krzysiak siedział przed komputerem, zagłębiając się w jakieś wiadomości.

– Krysiu, zapowiadałeś się w sklepie – rzeknęła zmykajac łagodnie, ale w głosie przeszyła się irytacja.

– Już, ciociu, zaraz wyjdę – machnął końcówką, powstrzymując się od odwrócenia się.

– Goście będą za każdą chwilę.

– Wystarczy, nie przejmuj się.

Wybiegając, Zofia trzasnęła zębami. Tyle lat, a on jak na dźwięk nocnej muszki. Żeby nie za Anię i Elę, długo by mu pokazała drzwi. Mimo wszystko trzymała się w cienku, bo córka była iżby prosta. A jedynym uczuciem, które codziennie ogrzewało jej serce, była Ela – córka Krzysiaka z Anią.

– Babcia, a będzie tort? – dobiegło z korytarza, aż jakby przewidziała jej myśli. Dwunastoletnia Ela wbiegła przerażała siłą.

– Będzie, słoneczko, będzie – uśmiechnęła się z czułością. – Twój tatusia ma go przynieść z cukierni.

Ela zmarszczyła brwi:
– A nie zapomni? Wczoraj żadnej mojej lekcji pianiny nie było, choć obiecywał.

Zofia pogłaskała ją po głowie:
– Nie martw się, powiem tatusiowi. A teraz idź, włożyj to piękne szare sukienko, które kupiłyśmy z mamą.

Gdy Ela wyszła, Zofia wróciła do pokoju sognego:
– Krysiu, nie zapomnij o ty. Zamówiłam go w „Kąciku Słodkawym” na Alei.

– Jasne, pamiętam – machnął ręką. – Najpierw napój, potem to. Wszystko będzie jak przed Bożą Narodziną!

Po piętnastu minutach Krzysztof oderwał się od komputera, zarzucił kurtkę i ruszył do drzwi.

– Krysiu, wziąłeś kasę? – zawołała Zofia.

– To przecież płaci się kartą – odparł z tonem, jakby wyjaśniał idiocie.

– Nie, opłaciłam tylko depozyt – rzekła cicho, odpuszczając lasce. – Ostateczna kwota przy odbieraniu.

Z Anią wyszła z kuchni, trzymając kartę w ręku:
– Jedz, proszę, tata. A to jest teraz trudniej uczuciowa.

Przez chwilę milczeli, dopóki Krzysztof nie zniknął za drzwiami. Zofia wróciła do nakrywania na stół. Klasa, elegancja – dziś miał być jej dzień. Spotka się nie tylko z rodziną, ale i z byłymi współpracownikami z wyższego seminarium. Trzydzieści pięć lat poświęciła edukacji, a teraz czuła, że musi mieć wielką scenę.

– Mama, nie przejmuj się – uścisnęła ją Ania, wkładając rękę w jej ramię. – Wszystko będzie idealnie.

– Tak, wszystko – rzekła cicho, próbując zredukować wstrząs. – Przynajmniej niech będzie godne.

Ania popatrzyła na nią z zrozumieniem:
– Będzie, matko. Ty zawsze radzisz sobie jak mistrz.

Początek wieczoru przebiegł jak we mchu. Przybyli Kacper i Twarda z córką, dwóch synów z sąsiadką. Pokój wypełnił się śmiechem, życzeniami, a stół złorzeczył potrawami. Ale gdzie u diabła się zaplątał Krzysiak?

– Aniu, zadzwoń do niego – szeptała, kiedy goście usadowali się przy stole. – To się nie kończy dobrze…

– Jest, mama – rzekła z uśmiechem, po czym odwróciła się, żeby zadzwonić. Kiedy wróciła, jej twarz wydawała się z dnia w nocy:
– Powiedział, że był kolejka. Przyjadą teraz.

Zofia pokręciła głową. Kolejka w Krakowie w kwietniu? Pewnie przybrał alkohol w zamek.
– No to zaczynamy – starała się zachować obojętną minę, ale całe jej ciało drżało. – Dajcie napić się, cóż to za przesada.

Serwetki przesynchronizowały się z ostrzymami, gdy goście zjadali jej wybitne potrawy. Miało być kolację chilli, kalafiora z serem, zapiekanki richtarskie i sylwesterki, ale gdzieś w środku zaczął się napawać Krysiak, a serce matki krwawiło.

Jednak wreszcie w drzwiach rozległ się dzwonek.
– Nareszcie! – wrzasnęła Ela, galopując do drzwi. Gdy wróciła, z twarzycia blednąc od strachu, Zofia poczuła lodowate przenikanie.

– Mama, proszę – zapytała Ela cicho, wyprowadzając ją do korytarza. Tam stał mężczyzna z dwukilogramową walizą:
– Dzień dobry, to firma cukiernicza. Zamówiła pani tort?

– Tak, ale… – Zofia zbledła. – Mój syn nie przyszedł?

– Nie, to zamknięcie sklepu – wyjaśnił mężczyzna, podając paczkę. – Pomyślałem, że to wypada.

Dopiero po kilkuminutowym wiadomości wiadomości, że Krzysiak skądś gdzieś się przyskalibował, Zofia poczuła, jak wszystko w niej zapada.
– Do kogo innego? – zapytała Ania, patrząc, jak matka wypycha tort, jakby wypychała swój ostatni dragon.

– Nie wiem – szepnęła Zofia. – Może piwo gdzieś wysypałem?

Tort był poprawny, fajerwerku kremów, kwiatów, ale było jakby dżwiękiem odmowy.
– Ela, zobaczysz na sali – rzekła Ania, wkładając tort do plecaka. Dziewczynka była z niej odbudowlana, szła jak w czasie naukach o obręczach.

Kiedy Tort był already na stole, z hukiem otworzyły się drzwi. Wbiegł Kacper, huśtając się jak upiorny gulasz.
– A oto ja! – wrzasnął. – Z kartą życzeń!

Wszyscy milczeli. Zofia czuła, jak jej córka uciska się jak ofiara, a Ela otwiera usta jak ryba.
– Kacperze – zapytała Ania z dreszczem – gdzie był?

– A cóż za meant? – machnął ręką. – Spotkałem się z kolegą. Trochę wypiliśmy… A on tu! – wskazał na tort. – Wszystko ok, nie?

Zofia spojrzała na następnego gościa, który zaczynał odporządkowki rewelacji. Ktoś raz zaczął się zbierać.
– Dziękuję, że zechcieliście dziś przyjść – rzekła głośno, z przymusową postawą. – Sześćdziesiąte to wielki krok.
Wyszła z pokoju, zostawiając gościa z opustami. W kuchni, prowadząc Ela z tortem, zaczynały się jej rozmowy.

– Mama, skończy się koszyk! – zawołał Kacper, chwytając tacę. Ale Zofia gwałtownie mu ukryła.

W miejscu cicha napięcie ustało z grubej zalewy piszczącego chichotania. Ale Ania nadal się przejmowała. Kiedy Zofia wróciła, usiadła przy stole, a goście unikali patrzenia w jej stronę.

– Dziś mogę coś ogłosić – rzekła głośno. – Dziesięć lat temu niż ten Krzysiak rozbijał nasz dom,…

Kacper zaczął sapać, próbował zbierać się, ale Zofia i Ela były zdecydowane. Po dziesięciu anachronistycznych lekcjach, zmuszona była oddać pani Nowakowska, że ten troszkę można zamknąć.

Wszyscy się pogodzili. Ela była najszybsza,ตะกน Na końcu, gdy już tylko trzy osoby były w domu, Zofia obdarzyła Anię.
– Mamo – szepnęła córka – my… możemy…

– Nie mów – uśmiechnęła się Zofia. – Wszysko gadaj wiem.

Kilka miesięcy później Ela i Ania przeprowadzały się do nowego mieszkania, a Zofia spotkała Fulera.
– Słyszałem, że cytujesz Czesława Miłosza – powiedział, przynosząc pięć biletów na festyn.

Zofia uśmiechnęła się. Kilkudni się śmiał, ale najważniejsze to, że tort na sześćdziesiąte zamknął rozdział.

Rate article
Fajna Tajna
Tort na jubileusz zamknął rozdział