Przez trzydzieści dwa lata Helena była tylko szczęśliwą matką. Mieszkała razem z synem, Janem, który pracował jako kierownik w niewielkiej firmie. Cały jej świat kręcił się wokół Janka. Gdy nadchodził weekend, mieli wiele obowiązków. Musieli iść na targ. Chociaż Jan nie przepadał za takimi wycieczkami, z pokorą znosił wszystko dla matki. Helena zawsze przechadzała się alejkami targu, wybierając ostrożnie warzywa, choć szybciej poszłoby im w zwykłym sklepie ale dla niej liczył się ten rytuał, to wspólne tuptanie z synem między straganami. Potem jechali na działkę na wsi, gdzie godziny całe spędzali w ogrodzie.
Zaczynał się sezon robienia przetworów chociaż ani Helena, ani Janek nie przepadali za ogórkami kiszonymi i pomidorami w słoikach. Robili to jednak dla przyjaciół i rodziny. Wszystko układało się dobrze i Helena cieszyła się, że 32-letni syn wciąż był przy niej. Ale pewnego dnia wszystko się zmieniło. Jan oznajmił: Mamo, zamierzam się ożenić. Jego wybranką okazała się spokojna, skromna dziewczyna o imieniu Małgorzata, młodsza od niego o siedem lat. Jan i Małgosia kupili mieszkanie, lecz matka Małgosi przekonała ich, by wynajmowali je, bo: Przydadzą się wam dodatkowe złote jako młodej rodzinie. Zgodzili się.
Helena znowu była szczęśliwa, bo Jan nadal mieszkał z nią. Lecz radość była przedwczesna. Syn spędzał już teraz cały wolny czas z żoną. Wieczorami wychodził z Małgosią na miasto, a po kilku miesiącach Helena dowiedziała się, że Małgosia jest w ciąży. Nagle poczuła, że Jankowi przydadzą się rzeczy po nim, które przez lata przechowywała z czułością kocyki, buciki, czapeczki. Ale synowa powiedziała, że stare ubranka nadają się tylko na zdjęcia i chce wybrać wszystko sama dla swojego dziecka. Kiedy młodzi odłożyli potrzebną sumę, postanowili wyprowadzić się do własnego mieszkania.
Helena nie mogła uwierzyć, że ktoś naprawdę może ją zostawić. W sercu miała żal nie do opisania czuła się porzucona przez własnego syna, który, jej zdaniem, zamienił ją na młodą żonę.



