Wzięliście mieszkanie na kredyt? zawołała uradowana Janina. To cudownie, córeczko! Po prostu wspaniale!
Larysa zaśmiała się na drugim końcu słuchawki, a Janina usłyszała, jak zięć coś mruczy w tle.
Mamo, nie krzycz tak, sąsiedzi cię jeszcze usłyszą…
Niech słyszą! parsknęła Janina. Kiedy mogę przyjechać zobaczyć mieszkanie? Dziś, jutro? Upiekę szarlotkę, tę z jabłkami, którą lubi Kuba.
Larysa przez chwilę milczała.
Przyjedź w sobotę, akurat ustawimy meble.
W sobotę Janina stanęła pośrodku jasnego salonu i powoli obracała się wokół własnej osi, podziwiając wysokie sufity, szerokie okna, świeżo położony tynk. Pachniało farbą i drewnem nowo wybudowane mieszkanie.
Kuchnia ogromna, wyobrażasz sobie? Larysa poprowadziła mamę przez korytarz. I mamy zabudowany balkon, później zmieści się tam wózek dziecięcy.
Ale pięknie! Janina przejechała dłonią po ścianie. Kubo, dobra robota!
Zięć tylko wzruszył ramionami.
Staramy się, pani Janino.
Przy obiedzie Janina nałożyła sobie drugi kawałek szarlotki i wreszcie powiedziała to, co chodziło jej po głowie od rana.
Tak się o was martwiłam, nawet nie wyobrażacie sobie. Laryska w siódmym miesiącu, a wy w wynajmowanym mieszkaniu, właścicielka mogła w każdej chwili kazać się wyprowadzić. Przecież to nie do pomyślenia!
Larysa spojrzała na Kubę i ich spojrzenia się spotkały. Janina zauważyła, jak córka lekko zaciska usta.
Mamo, radziliśmy sobie.
Radziliście… Janina odłożyła widelec. A ja nocy nie przesypiałam, bo myślałam, co z wami będzie, jak coś się wydarzy? Dziecko musi mieć dom, stabilizację.
Kuba chrząknął i odsunął talerz.
Rata nie jest mała. Ale wszystko policzone.
Duża? spytała z niepokojem Janina.
W sam raz szybko odpowiedziała Larysa. Jak na Warszawę to normalne.
Janina spojrzała na córkę, widząc jej napięte ramiona, a Kuba uważnie patrzył na obrus od razu zorientowała się, że oboje się boją, tylko nie chcą się do tego głośno przyznać.
Słuchajcie Janina była poważna. Będę wam pomagać, nie ma dyskusji. Rodzice Kuby też dołożą?
Obiecali kiwnął Kuba. Mama mówiła, że co miesiąc dorzuci, ile da radę.
Widzicie! Janina odetchnęła głęboko, opadając na oparcie krzesła. Poradzicie sobie. Razem. Nikt nie jest na świecie sam.
Larysa uśmiechnęła się blado, ale Janina widziała w jej oczach niepokój…
Marcin urodził się w marcu duży, głośny, zdrowy. Janina przyjeżdżała co tydzień, gotowała zupy, prała pieluszki, wyprowadzała wnuka w nowym wózku po osiedlu.
Życie weszło w spokojny rytm. Kuba dostał awans, a Larysa zaczęła mówić o drugim dziecku.
Po dwóch latach pojawiła się Zuzia, znów mieszkanie wypełniło się dziecięcym śmiechem, zabawkami i nieprzespanymi nocami. Janina patrzyła na szczęśliwą córkę i myślała, że wszystko jest na swoim miejscu.
Aż pewnego dnia Kuby zwolniono.
Janina dowiedziała się o tym przypadkiem. Larysa wymigiwała się od rozmów, powtarzała, że wszystko dobrze, że są zmęczeni. Prawda wyszła na jaw, gdy Janina przyjechała bez zapowiedzi i znalazła córkę zapłakaną nad stertą dokumentów.
Nie dajemy rady, mamo Larysa szeptała. Trzy miesiące zaległości. Bank codziennie dzwoni.
Janina pomagała, jak umiała. Zbierała pieniądze po rodzinie i znajomych, ale to było kropla w morzu. Rodzice Kuby ledwo wiązali koniec z końcem, po tym jak teść trafił do szpitala.
Po pół roku mieszkanie odebrano
Janina siedziała u przyjaciółki, Małgorzaty, i nie mogła zmusić się do wypicia herbaty.
Teraz mieszkają w kawalerce ścisnęła kubek. Dwoje dzieci, Małgośka, Marcin ma cztery lata, Zuzia dwa. Nie mają gdzie rosnąć, gdzie biegać, cały czas na sobie! Cztery osoby na jednym pokoju!
Małgorzata pokręciła głową.
Matko święta, Janina, to straszne!
Przecież ja im mówiłam Janina otarła łzy mówiłam, że dadzą radę! Obiecałam pomagać. Ale co z tego. Emerytura marna, dorobek dorywczy. To ja ich przekonałam, że będzie dobrze!
Nie mogłaś przewidzieć, jak się życie poukłada.
Ale czy to ma znaczenie? Janina odstawiła herbatę. Czy dzieciom od tego lżej? Czy Larysie?
Janina ukryła twarz w dłoniach. Myślała, że życie córki i jej rodziny się ułożyło. A wyszło jeszcze gorzej. Wcześniej byli sami w wynajmie a teraz z dwójką dzieci!
Mijały tygodnie…
Larysa i Kuba wreszcie spłacili dług wobec banku. To była najlepsza wiadomość od dawna.
I co teraz? zapytała Janina.
Znowu odkładamy na własne mieszkanie wyznała Larysa. Może tym razem coś skromniejszego.
Ważne, żeby było wasze Janina kiwnęła głową, choć córka tego nie widziała.
Minęły dwa lata. Marcin miał już sześć lat i Janina przyjechała na jego urodziny z ogromnym pudłem pod pachą. Klocki wybierała przez trzy godziny połowa sklepu przejrzana, aż znalazła te wymarzone, z samochodzikami i garażem, o których Marcin marzył od zimy.
Babciu! chłopiec rzucił się na Janinę i zawisł jej na szyi. Dla mnie?
Dla ciebie, skarbie Janina pocałowała go w czoło. I jeszcze coś…
Wyjęła z torebki kopertę i podała Marcinowi. Zajrzał do środka i zaniemówił.
Ile tu jest?
Dziesięć tysięcy złotych przykucnęła przy wnuku. Chciałeś nowy telefon, prawda? Zaczniesz odkładać. Babcia pomoże.
Marcin przytulił kopertę do piersi i pobiegł pochwalić się Zuzi. Larysa stała w drzwiach kuchni i bez słowa patrzyła na tę scenę. Janina nie zauważyła dziwnego wyrazu twarzy córki.
Dwa tygodnie później Janina wybrała numer wnuka. Marcin odebrał po trzecim sygnale.
Halo, babciu!
Cześć, kochanie! Jak tam, wszystko dobrze?
Super! zaczął trajkotać Marcin. Mam nowe spodenki na lato, koszulki i buty, nawet takie świecące!
Janina zmarszczyła brwi.
Skąd rodzice mieli pieniądze na nowe ubrania?
Mama wzięła te pieniądze, które mi dałaś odparł beztrosko Marcin. Powiedziała, że telefon kupimy później, a ubrania bardziej potrzebne.
Janina zdrętwiała. Coś ciężkiego narastało jej w środku.
Daj mi mamę, proszę powiedziała cicho.
Jest teraz zajęta.
Dobrze Janina z trudem się uśmiechnęła. Pa, kochanie.
Po rozmowie Janina długo nie mogła się ruszyć. Chyba znowu będzie musiała wychowywać córkę!
Następnego ranka zjawiła się u Larysy.
Jak mogłaś? denerwowała się Janina. Te pieniądze były dla Marcina! Dla niego, nie dla ciebie!
Larysa zmrużyła oczy ze zmęczenia.
Mamo, uspokój się.
Co? Janina podniosła głos. Dziecko marzyło o telefonie! Specjalnie mu dałam, miał odkładać! A ty wszystko wydałaś!
Twarz Larysy zastygła w nieprzeniknionej masce.
Zrobiłam to, co uważałam za słuszne.
Za słuszne? Janina aż się zakrztusiła z oburzenia. Wydać cudze pieniądze na spodenki?
Dziecku potrzebne były nowe ubrania na lato spokojnie rzuciła Larysa. Nie mieliśmy dodatkowych pieniędzy.
A nie można było mnie zapytać? Skonsultować?
Nie, mamo pokręciła głową Larysa. W swoim domu będę decydować o pieniądzach tak, jak uznam za stosowne. I to nie twoja sprawa.
Nie moja sprawa?! Nie obchodzę się tym, jak wydajecie pieniądze? Już raz nie daliście rady z kredytem, mieszkanie straciliście! Wiadomo, że jesteście niezaradni!
Larysa zbledła, ale nic nie odpowiedziała.
Teraz jeszcze dzieciom odbieracie pieniądze Janina nie potrafiła przestać. Wstyd! Hańba!
Idź już, mamo powiedziała cicho Larysa. Proszę, wyjdź.
Janina odwróciła się i wyszła bez pożegnania. Cała płonęła złością. Córka zrobiła źle, a jeszcze ją wyrzuciła! Nic, jeszcze przyjdzie do niej po wybaczenie!
Mijały tygodnie, a Larysa nie dzwoniła, nie odpisywała na SMS-y.
Janina znów siedziała u Małgorzaty w kuchni, miętosiła papierową serwetkę.
Odrzuciła mnie Janina kiwała głową. Własna córka! Do wnuków nie dopuszcza, telefonu nie odbiera.
Małgorzata dolała jej herbaty.
A co jej wtedy powiedziałaś?
Powiedziałam prawdę! obruszyła się Janina. Że nie umieją gospodarować pieniędzmi, że są niezaradni! Przecież taka prawda!
Małgorzata milczała, patrząc przez okno.
Janina, dałaś pieniądze wnukowi, prawda?
No tak.
Dałaś, czyli oddałaś Małgorzata odwróciła się do przyjaciółki. To już nie były twoje pieniądze.
Ale dałam na telefon!
A oni wydali na ubrania Małgorzata wzruszyła ramionami. Trzeba było ubrać dziecko na lato ważniejsze niż telefon.
Janina chciała coś powiedzieć, ale Małgorzata uniosła dłoń.
I tej sprawy z kredytem też nie powinnaś wypominać. Przez lata spłacali dług, ciężko pracowali, dzieci wychowywali. A ty nazwałaś ich nieudacznikami.
Przecież z troski, z martwienia się! westchnęła Janina. Wszystko robię z dobrego serca.
Z troski, to prawda kiwnęła Małgorzata. Ale tak ich tylko ranisz. Może jednak zadzwonisz, przeprosisz?
Janina uparcie zacisnęła usta i odwróciła wzrok. Nie. Jest starsza. I przecież chciała dobrze.



