Tak to już bywa
Na Jędrka rodzice czekali z wielkim utęsknieniem. Niestety, ciąża była bardzo ciężka i chłopiec przyszedł na świat przedwcześnie. Leżał długo w inkubatorze. Wiele jego narządów nie było jeszcze w pełni wykształconych. Oddychanie wspomagane respiratorem. Dwie operacje. Oderwanie siatkówki.
Dwa razy pozwolono się z nim pożegnać. Ale Jędrek przeżył.
Dość szybko jednak okazało się, że prawie nie widzi i ledwo słyszy. Rozwój fizyczny powoli ruszył do przodu Jędrek zaczął siadać, sięgał po zabawki, potem stawiał pierwsze kroki trzymając się poręczy. Umysłowo bez zmian.
Początkowo rodzice się nie poddawali walczyli razem. Później ojciec, Andrzej, jakby rozmył się w tle, aż w końcu został tylko cień, a matka, Zosia, walczyła dalej sama.
Dzięki jakiejś refundacji udało jej się załatwić dla Jędrka implanty ślimakowe, gdy miał trzy i pół roku. Usłyszał świat, lecz rozwój nie ruszył naprzód. Zosia biegała z nim po logopedach, psychologach, rozmaitych specjalistach. Przychodziła do mnie nieraz po poradę.
Spróbujmy może tego, jeszcze tamtego… rzucałem sugestie. Ona próbowała wszystko. Efektów brak. Przez większość czasu Jędrek siedział cicho w kojcu, kręcił czymś w ręku, uderzał o podłogę, podgryzał sobie dłoń lub coś innego. Czasem zawodził monotonnym tonem, czasem zmieniał intonację. Zosia przekonywała mnie, że poznaje ją po głosie, woła ją swoim specyficznym buczeniem i bardzo lubi, gdy mu drapie plecy i nóżki.
W końcu jakiś starszy psychiatra powiedział Zosi:
Jaki tu diagnoza? Warzywo, które chodzi. Pogódź się z tym i zdecyduj, co dalej. Albo oddaj go do ośrodka, albo zajmuj się nim dalej przecież już potrafisz. Nie ma co mieć złudzeń, progresu nie będzie. I nie widzę sensu, byś zatraciła się obok tego kojca.
To był pierwszy tak wyraźny głos w jej życiu. Po namyśle Zosia oddała Jędrka do specjalnego przedszkola, sama zaś wróciła do pracy.
Po pewnym czasie kupiła sobie motocykl zawsze o tym marzyła. Znalazła grupę motocyklistów, z którymi jeździła po Warszawie i poza miasto. Gdy warczał silnik, wszystkie smutki znikały. Andrzej płacił alimenty, a ona wydawała je w całości na opiekunki na weekendy Jędrek nie był trudny w opiece, jeśli przywyknąć do jego jęków. Jeden z motocyklistów, Kuba, któregoś wieczoru powiedział:
Wiesz co, Zosiu? Mam na ciebie niezłą fazę, coś w tobie przyciąga
Chodź, coś ci pokażę odparła z uśmiechem.
Myślał, że zaprasza go do swojego łóżka. W rzeczywistości zaprowadziła go do Jędrka. Akurat miał dobry humor, wył z przejęciem i mruczał coś po swojemu może rozpoznał matkę albo zaniepokoił się obecnością obcego.
O kurde! rzucił Kuba.
A czego się spodziewałeś? odpowiedziała Zosia.
Po pewnym czasie nie tylko wspólnie jeździli na motocyklach, ale też zamieszkali razem. Motocyklista Kuba do Jędrka się nie zbliżał (tak ustalili), Zosia nie nalegała. Potem Kuba powiedział:
Może zrobimy sobie dziecko?
A jak znowu urodzi się takie będziesz chciał? odpowiedziała Zosia ostro.
Kuba zamilkł prawie na rok. W końcu znowu zaczął namawiać.
Urodziła mu się Zosia (imienniczka mamy, taka tylko w polskiej rodzinie). Na szczęście zdrowa. Kuba znowu:
A może oddamy Jędrka gdzieś, skoro mamy teraz zdrową córkę?
Prędzej ciebie bym oddała syknęła Zosia.
Kuba natychmiast wycofał się: “Tylko pytam…”
Kiedy mała Zosia nauczyła się raczkować, od razu zainteresowała się Jędrkiem. Kuba się denerwował: “Nie puszczaj jej do niego, to niebezpieczne!”. Ale był ciągle zajęty: praca, motocykl. Zosia pozwalała dzieciom być razem. Gdy mała była przy Jędrku, ten cichł, przestawał zawodzić. Czuła, że coś zmienia się w jego zachowaniu. Mała przynosiła bratu zabawki, pokazywała mu jak się nimi bawić, pomagała mu układać palce.
Pewnego weekendu Kuba rozchorował się i został w domu. Zobaczył: mała Zosia dreptając wyraźnie coś do Jędrka pokazuje, a on, jak cień, podąża za nią wcześniej w ogóle nie wychodził z kąta w swoim pokoju. Kuba wszczął awanturę, kazał “chronić moje dziecko przed twoim idiotą, albo trzymać ich pod nadzorem”. Zosia po prostu wskazała mu drzwi.
Wystraszył się. Pogodzili się. Przyszła do mnie:
Jest drewniany jak Pinokio, ale kocham go wyznała. To chyba chore, prawda?
To naturalne odparłem. Kocha się dziecko, niezależnie od…
Ja o Kubie mówiłam doprecyzowała Zosia. A Jędrek, czy to zagrożenie dla Zosi?
Odpowiedziałem, że to Zosia jest liderką tego duetu, ale trzeba mieć oko na zabawy. I tak zostaliśmy przy tym.
W półtora roku Zosia nauczyła Jędrka układać wieże z klocków. Sama budowała coraz trudniejsze konstrukcje, śpiewała piosenki, pokazywała rymowanki typu “Wlazł kotek na płotek”. Zosia spytała mnie: Jest wyjątkowa, co? Kuba kazał się upewnić pęka z dumy, synowie ich znajomych w tym wieku ledwo mówią “mama”.
Podejrzewam, że to przez Jędrka odparłem. Mało które dziecko musi być motorem rozwoju dla rodzeństwa w tym wieku.
No właśnie! Powiem temu swojemu drągali z oczami zaśmiała się.
Co za rodzina, myślałem warzywo, Pinokio, matka na motocyklu i mała geniuszka. Jak tylko Zosia nauczyła się korzystać z nocnika, niemal pół roku zajęło jej nauczenie tego Jędrka. Pomóc mu jeść, pić z kubka, ubierać się i rozbierać tym już zajęła się Zosia-mama, stawiając to córce jako zadanie.
Kiedy Zosia miała trzy i pół roku, zadała pytanie na serio: A co jest w końcu z Jędrkiem?
Nie widzi.
Widzi, tylko słabo. To zobaczy, a tamtego już nie. I światło ma znaczenie w łazience nad lustrem pod lampą widzi najwięcej.
Oftalmolog był zaskoczony, gdy do rozmowy o stanie wzroku Jędrka przyprowadzono trzyletnie dziecko, ale wszystko zanotował, zlecił badania, a w wyniku wypisał leczenie i specjalne okulary.
Z przedszkolem Zosi się nie ułożyło. Ona się nadaje do szkoły, taka mądrala! irytowała się wychowawczyni. Z nikim nie można jej dać rady, wszystko wie najlepiej.
Byłem przeciwny szybkiej szkole: niech Zosia chodzi na kółka, niech wspiera rozwój Jędrka. Kuba, o dziwo, poparł mnie:
Zostań z nimi, po co trzymać ją w tym śmiesznym przedszkolu? A przy okazji, zauważyłaś, że Jędrek już prawie rok nie zawodzi?
Po kolejnych sześciu miesiącach Jędrek wypowiedział swoje pierwsze słowa: mama, tata, Zosia, daj, pić i miau-miau. Do szkoły poszli razem Zosia i Jędrek. Córka bardzo się martwiła: jak on tam sobie poradzi beze mnie? Czy nauczyciele ze specjalnej szkoły są dobrzy? Czy go zrozumieją? Dziś w piątej klasie Zosia najpierw robi lekcje z Jędrkiem, a dopiero potem swoje.
Jędrek mówi prostymi zdaniami, potrafi czytać i obsługiwać komputer. Lubi gotować i sprzątać (rodzeństwo lub mama nim kierują), lubi siedzieć na ławce na podwórku i obserwować, słuchać, wąchać świat. Zna wszystkich sąsiadów i zawsze się z nimi wita. Lubi lepić z plasteliny, składać i rozkładać klocki.
Ale najbardziej cieszy się, gdy całą rodziną ruszają na motocyklach na mazowieckie drogi on z mamą, Zosia z tatą, i wszyscy, jak dzieci, krzyczą coś do wiatru…
Dziś wiem już jedno: czasem szczęście wygląda zupełnie inaczej niż sobie wyobrażamy. Czasem wyje z kąta, czasem kręci się wokół naszej codzienności, a czasem robi wyścigi na motocyklu wtedy człowiek docenia, że właśnie tak ma być.


