To przez ciebie wszystko się zaczęło

— Ewa Kowalska, tam na placu zabaw jakiś obcy mężczyzna zaczepiał twoją Zosię.

— Co znaczy „zaczepiał”? Marysia, co ty mówisz? Gdzie on jest? Kto to?

— Skąd mam wiedzieć! Podeszłam go spytać, kim jest, a ten dał nogę, tylko mu buty migały.

— Nie podoba mi się to. Zosia! Córeczko, chodź tu!

Pięcioletnia dziewczynka z niesfornymi warkoczykami podbiegła do Ewy i rozpromieniła się uśmiechem.

— Mamo! Widziałam tam takie słodkie szczeniaczki!

Ewa wpatrywała się w twarz córki, próbując zrozumieć, co się stało na placu zabaw pod jej nieobecność. Zosia wyglądała jak zwykle, ale serce matki i tak biło niespokojnie.

— Gdzie widziałaś szczeniaczki? Kto ci je pokazywał?

Zosia spojrzała na mamę jak na kosmitkę.

— Nikt nie pokazywał, sama widziałam. Były trzy: dwa czarne, a jeden w białe łaty. Chodź, pokażę ci!

Ewa chwyciła córkę za rękę i spytała stanowczo:

— Kto do ciebie podszedł? Jakiś pan? Co ci mówił? Zaczepiał cię?

Twarz Zosi wyciągnęła się jeszcze bardziej z dezorientacji.

— Mamo, o co ci chodzi? Masz drżącą dolną wargę. Żaden pan mnie nie zaczepiał, skąd ci to przyszło do głowy? Tylko podszedł miły pan i spytał, czy znam Ewę Kowalską.

Serce kobiety zamarło. Kto to mógł być? Czyżby on? Kto inny pytałby o nią, znając dokładnie jej imię i nazwisko?

— Jak wyglądał? Ten „miły pan”?

Lecz Zosia nie zdążyła odpowiedzieć, bo telefon Ewy zadrżał w kieszeni. Dzwonił mąż, a nie odebrać — nie wypadało.

— Tak, kochanie?

Myśl o tajemniczym „miliym panu”, który zagadał do jej córki, nie dawała spokoju. Nie zamierzała mówić mężowi o obcym zaczepiającym Zosię, a dziewczynce surowo zabroniła wspominać o tym ojcu.

— Żeby tata się nie martwił niepotrzebnie — wyjaśniła, a Zosia nie pytała więcej.

Całą noc przewracała się w łóżku, walcząc z bezsennością. Rano wstała z potwornym bólem głowy i wrażeniem, że ktoś ją przejechał walcem. Każdy ruch wywoływał migrenę, więc Ewa postanowiła, że ten dzień poświęci sobie, rezygnując z obowiązków domowych.

— To może pójdziemy dziś do restauracji? — zaproponował mąż, a Ewa ucieszyła się jak dziecko.

Ten drugi związek był tak inny od poprzednich. Z Markiem czuła się bezpieczna jak za kamiennym murem, starała się nie martwić go, a w zamian dostawała czułość i oddanie.

— Świetny pomysł! — odparła, uśmiechając się.

Nastrojowi powoli wracała równowaga, jednak gdy wychodzili z domu i wsiadali do samochodu, Ewa dostrzegła na schodach sąsiedniego bloku podejrzanie znajomą męską sylwetkę. Zamarła w miejscu, słysząc łomot serca i wytężając wzrok.

— Ewuniu, no co ty? — dobiegł ją głos Marka z auta.

— Mamo, wsiadaj! Na co tam tak patrzysz?

Ewa powoli zajęła miejsce pasażera, nie odrywając wzroku od nieznajomego stojącego kilka metrów dalej. Gdy samochód ruszył, w środku zostało nieprzyjemne uczucie. Jakby serce zaczęło boleć, utrudniając oddychanie.

W restauracji Ewa nie potrafiła się zrelaksować. Gdy Marek odszedł od stolika, by odebrać telefon, z mrocznych myśli wyrwał ją głosik Zosi.

— Mamo, dziś znowu widziałam tego miłego pana.

Ewa ledwo powstrzymała okrzyk. Spojrzała na córkę i wtedy dotarło do niej, że ten człowiek — który sam wyrzucił ją ze swojego życia ponad dziesięć lat temu — znów się w nim pojawił. Myśli o nim były ciężkie, gęste, pełne sprzeczności. Jak teraz z tym żyć?

— Widziałaś go wieczorem? — spytała machinalnie, a Zosia skinęła głową.

— Tak, kiedy jechaliśmy do restauracji. Stał przy sąsiednim bloku i patrzył na nas.

Po kolacji, która nagle stała się nie do zniesienia, Ewa z ulgą wstała od stołu. Marek delikatnie wziął ją za rękę i zapytał cicho:

— Co się stało, Ewciu? Jesteś jakaś nieswoja.

Chciała milczeć, ale nie dała rady. Zbyt kochała męża, by ukrywać przed nim gnębiące ją myśli.

— Marku, Krzysiek wrócił.

Mąż zatrzymał się, wypuścił jej dłoń i spojrzał zaniepokojony:

— Krzysiek? Dzwonił do ciebie?

— Mamo, a kto to jest Krzysiek? — wtrąciła się Zosia.

— To mój… dawny znajomy — wymijająco odpowiedziała Ewa, po czym spojrzała na męża. — Nie dzwonił. Widziałam go wczoraj i dziś koło naszego domu. To na pewno on.

Marek nic nie odpowiedział. Wrócili do samochodu. Gdy podjeżdżali pod blok, Ewa zrozumiała, że spotkanie z Krzyśkiem jest nieuniknione. Stał na schodach, wpatrując się w przejeżdżające auta, aż w końcu ją zobaczył.

— Masz rację — mruknął Marek. — To chyba on. Znalazł cię.

— Pozwolisz, żebym z nim porozmawiała? — spytała drżącym głosem. — Jeśli nie chcesz, nie muszę…

— Ewciu — Marek dotknął jej dłoni. — To twój syn. Nie mogę ci zabronić z nim rozmawiać.

Ewa skinęła głową, po czym odwróciła się i zobaczyła śpiącą na tylnym siedzeniu Zosię. Marek zrozumiał bez słów i, uśmiechając się lekko, powiedział:

— Idź, my z Zosią zrobimy kilka kółek po osiedlu. Śpi, nie ma sensu jej budzić.

Ewa spojrzała na niego z wdzięcznością i wyszła z samochodu. Podeszła do Krzyśka, wpatrując się w jego twarz. Nie widzieli się od ponad dziesięciu lat. Syn bardzo się zmienił — na czole pierwsze zmarszczki, włosy przerzedzone, wyraz twarzy inny niż dawniej. W oczach nie było już wściekłości i nienawiści.

— Cześć — odezwała się pierwsza, a Krzysiek ledwo skinął głową.

— Szukałem cię — odparł. — Chciałem pogadać. A potem się dowiedziałem, że nie dość, że wyszłaś za Marka, to jeszcze urodziłaś mu córkę.

Głos syna stał się twardy i Ewa zrozumiała, żeEwa spojrzała na niego z zimnym spokojem i odwróciła się, wiedząc, że niektóre drzwi powinny pozostać zamknięte na zawsze.

Rate article
Fajna Tajna
To przez ciebie wszystko się zaczęło