Syn mojego przyjaciela to wspaniały chłopak. Uczył się pilnie, skończył studia, poszedł do pracy, ciężko harował. Teraz to zamożny właściciel firmy, ma dom pod Warszawą, mieszkanie w centrum mówię wam, prawdziwy cud, nie człowiek.
Ale jak to zawsze bywa, jest ALE ożenił się z dziewczyną. Dziewczyną okropną, z rozbitej rodziny, wiecznie zła, zazdrosna i złośliwa. To nie są słowa mojej przyjaciółki, która oddała jedynego syna w jej szpony to po prostu fakty.
Na początku ta harpia pozbyła się wszystkich jego przyjaciół. “Po co ci oni, przychodzą tylko pić, naciągają cię na pieniądze po co ci tacy ludzie w życiu żerują na tobie”.
Potem stopniowo odcięła go od rodziny. Rodzina chłopaka jest duża, zżyta wspólne święta, telefony niemal codziennie taka mocna więź.
Żona najpierw przewracała oczami na każde zaproszenie od teściów, wymyślała tysiąc spraw, gdy to oni mieli do nich wpaść, a przy rodzinnych odwiedzinach zawsze nagle miała migrenę.
W końcu już tylko matka czasem ich odwiedzała, bo bardzo chciała widywać wnuczkę. I oczywiście tęskniła za synem.
Za każdym razem żona wszczynała awanturę.
Nie historycznie i z krzykiem, tylko chłodno, z sykiem Mówiłam Ci już pięćset razy, ale widzę, że nic do Ciebie nie dociera nie przynoś tanich prezentów, my używamy tylko markowych rzeczy, a Ty przychodzisz z byle czym.
Syn stał obok i tylko kiwał głową: Mamo, na litość boską
Wczoraj spotkałem się z nią i jeszcze jedną znajomą. Koleżanka płakała i pokazywała SMS-a, ręce jej się trzęsły. Synowa napisała, że ona i jej mąż zdecydowali, iż lepiej, żeby już więcej nie przychodziła.
Zapłakana mówiła, że syn zadzwonił i powiedział: Mamo, denerwujesz moją żonę. Po Waszej wizycie dochodzi do siebie trzy dni.
A przecież nie o to chodzi. Siedzieliśmy, wzdychaliśmy, biedna, jakie nieszczęście. Jaka zła synowa.
I wtedy nasz wspólny przyjaciel rzucił: Ale co ona ma do rzeczy? To Ty wychowałaś takiego syna bezdusznego i podłego.
Zaczęliśmy krzyczeć, że nie rozumie, że co on może, jeśli ona taka jest? Robi to dla spokoju w domu, dla dobra rodziny, trzeba było widzieć, jaki był cudowny w podstawówce, jak w szóstej klasie sam narysował kartkę na Dzień Kobiet dla mamy.
Mogę wam pokazać, tam jest serduszko i kwiat, które sam zrobił. Gdyby nie ta żona
A przyjaciółka tylko wzruszyła ramionami: jeśli facet z natury nie jest podły, żadna żona nie zmusi go do czegoś złego. I odeszła.
I nagle poczułem, jakby opadły mi klapki z oczu.
Przez całe życie myślałem: dobry chłopak trafia na złą żonę.
A tu proszę.
Okazuje się, że ktoś jest podły, bo taki jest. A nie dlatego, że jakaś zła żona go do tego zmusiłaZrozumiałem, że przez lata broniliśmy go, karmiliśmy się wspomnieniami o jego dziecięcych rysunkach i medalach, a dorosłego człowieka wymawialiśmy z własnej odpowiedzialności jakby człowieczeństwo było czymś, co można komuś zedrzeć i przywłaszczyć. Uczucie rozczarowania mną samym uderzyło mnie mocniej niż cała ta historia.
Tego wieczoru, gdy matka wracała do pustego mieszkania, nie szukała już winnych wokół. Czuła smutek, lecz postanowiła, że nie będzie już siebie przekonywać, że Zły Syn to tylko ofiara cudzej woli. Może i zbudowała na nim nadzieję, ale to on zadecydował, kim naprawdę będzie.
Czasami i my, patrząc na dorosłych ludzi, musimy pozwolić im być sobą nawet jeśli boli przekonanie się, kim są naprawdę. I czasami trzeba po prostu przestać pisać fałszywe bajki o cudownych synach, szczęśliwych rodzinach i złośliwych żonach.
Bo nie ma nic bardziej wyzwalającego niż zobaczyć rzeczy takimi, jakimi są. Nawet jeśli trzeba przełknąć własną gorycz a potem wstać i iść dalej.



