— Nie jesteście do siebie stworzeni — powiedziała Rita do siostry. — Jest młodszy i bardziej do mnie pasuje. Ślub trzeba odwołać.
Daria mieszkała w przestronnym trzypokojowym mieszkaniu w dobrej dzielnicy Warszawy. Mieszkanie otrzymała po babci. Poza młodszą siostrą cioteczną nie miała bliskiej rodziny. Ale z Ritą się nie przyjaźniły.
Jakoś tak się złożyło, że Daria została sama w wieku trzydziestu pięciu lat, ale za to z własnym mieszkaniem. Dobrze się uczyła i ukończyła prestiżowy uniwersytet, znalazła wysoko płatną pracę w dużej firmie i wszystko układało się dobrze z wyjątkiem jednego…
— Powinnaś wyjść za mąż, Daria — mówiła Rita, dzwoniąc od czasu do czasu, aby dowiedzieć się, jak się trzyma.
W wieku trzydziestu lat siostra zdążyła urodzić troje dzieci i dwa razy się rozwieść. Mieszkała z synami na przedmieściach z alimentów, próbując ułożyć sobie życie, ale to jej nie wychodziło.
— Powinnam, ale za kogo… — odpowiadała Daria. W pracy skoncentrowana była na obowiązkach, a wolnego czasu prawie nie miała. Ale pewnego dnia los sprawił jej niespodziankę, w postaci nowego sąsiada z góry. Poznali się, gdy Daria przypadkowo stuknęła jego samochód na parkingu… i zaczął się między nimi romans.
Wojtek był o pięć lat młodszy od Darii, ale nie przeszkadzało to zakochanym. Daria była porządna i nie chciała zamieszkać z mężczyzną przed ślubem, więc już po dwóch miesiącach znajomości Wojtek podarował jej pierścionek.
Zamiast sukni ślubnej, Daria kupiła biały kostium, a zamiast wystawnej uczty, młodzi postanowili wyjechać w podróż. Wszystko szło zgodnie z planem… aż do momentu, gdy zadzwoniła Rita tydzień przed ślubem.
— Cześć, siostrzyczko… czy możemy się u ciebie trochę zatrzymać? Wynajem mieszkania jest drogi, a my nie mamy pieniędzy. A sprawa jest pilna.
— Co się stało?
— Potrzebuję pilnej, kosztownej operacji. Wszystko ci wytłumaczę — powiedziała cicho, budując napięcie.
— Jeśli to takie poważne… przyjeżdżajcie — Daria nie była zadowolona, ale nie mogła odmówić. Wiedziała, jak trudno jest, gdy nie ma się do kogo zwrócić.
Rita przyjechała następnego dnia z walizkami i trójką dzieciaków, każde młodsze od poprzedniego. Daria nie przepadała za dziećmi, jedno jeszcze mogłaby wytrzymać, ale trójkę wiecznie jęczących malców…
— Ustalmy od razu, na jak długo przyjechaliście — powiedziała Daria, odbierając młodszemu dziecku kredkę do oczu, którą rysowało po ścianie.
— Nie wiem… jesteśmy dla ciebie ciężarem, prawda? — obraziła się Rita. — Przepraszam… trzeba było zatrzymać się w hostelu. Na hotel nas nie stać… do tego lekarze, badania…
— Przepraszam. Nie jesteście ciężarem. Co z tobą? — zarumieniła się Daria, czując wstyd za swoją brak gościnności. W końcu to rodzina.
— To skomplikowane… — machnęła ręką Rita. — Problemy ze wzrokiem.
— Co z oczami? — Daria była przyzwyczajona do widoku siostry w okularach, ale nie myślała, że to coś poważnego.
— Nie zaprzątaj sobie tym głowy, to moje problemy. Najważniejsze, że znalazłam lekarza z dobrymi opiniami. Opowiedz mi lepiej o sobie. Jak sprawy się mają?
— Wychodzę za mąż — powiedziała Daria z dumą.
— I nic nie powiedziałaś?!
— Postanowiliśmy nie robić wesela.
— Jak to tak?! Z takimi pieniędzmi oszczędzać na ślubie?!
— Rito…
— Przepraszam. Znowu się wtrącam w nie swoje sprawy — Rita przygryzła język. — Kto to twój narzeczony? Poznasz nas?
— On mieszka obok i chciał wpaść na herbatę.
— Super! No to przygotuj stół, a ja umyję głowę. Po tej podróży pociągiem jestem spocona jak szczur.
— Ręcznik jest w łazience.
— Dobrze. Nie zajmie mi to dużo czasu. Popatrz na dzieci, ok?
Daria skrzywiła się. Miała zamiar upiec ulubione ciasto czekoladowe Wojtka, nie zajmować się trójką chłopców.
Rita wyszła, a Daria, widząc, że dzieci cicho bawią się samochodzikami, chwyciła mąkę, jajka… i zabrała się do pieczenia.
Dzieci bawiły się krótko. Nic się nie udało upiec. Jedno rozsypało mąkę, drugie ukradło czekoladę przeznaczoną na ciasto i pobrudziło siebie i ściany. A trzecie było cicho. Milcząc, zrywało liście z ulubionego fikusu Darii i wyrzucało ziemię z doniczki.
— Rita! Twoje dzieci… — zaczęła Daria, wchodząc do łazienki, by oddać trójkę ich matce. Ale Rita nic nie słyszała. Z przymkniętymi oczami i słuchawkami na uszach kąpała się w jej wannie zamiast szybko wziąć prysznic i wrócić do dzieci.
— Rita!
— Dlaczego krzyczysz? Coś się stało?
— No tak… już półtorej godziny się kąpiesz. Muszę się przygotować na spotkanie, a jestem cała w czekoladzie i mące. W kuchni bałagan! Nie wiem, za co się złapać!
— No to nie moja wina, że nie umiesz sobie radzić z dziećmi — wzruszyła ramionami Rita. W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Daria musiała otworzyć swojemu narzeczonemu ubrana w brudny fartuch.
— Cześć… — Wojtek zauważył jej wygląd. — Co się z tobą stało?
— Siostra przyjechała. W niefortunnym momencie.
— Rozumiem. Mam sobie pójść?
— Nie, zostań. Jesteśmy przecież prawie rodziną — uśmiechnęła się Daria, odbierając od niego tort. To dobrze, że Wojtek przyszedł nie z pustymi rękoma.
— Jeśli ci nie będę przeszkadzać, to w porządku.
Wojtek był porządnym facetem. Pomógł Darii posprzątać w kuchni, a nawet znalazł wspólny język z dziećmi Rity.
A Rita wciąż nie wychodziła z łazienki…
— Gdzie jest twoja siostra?
— Zmywa z siebie dzieci — zażartowała Daria. W tym momencie Rita weszła do kuchni. Była tylko w ręczniku.
— Witam… Wojtek — wystawiła przed siebie długą nogę, przyjmując najbardziej efektowną postawę. Daria była zaskoczona takim zachowaniem siostry. Po co przyszła do kuchni półnago?
— Dobry wieczór — uśmiechnął się do niej.
— Mój ulubiony tort! — bez skrupułów starła śmietanę małym palcem i oblizała go, wprawiając Darię w osłupienie.
— Rito, planujemy pić herbatę. Jeśli chcesz, dołącz do nas, ale nie w ręczniku.
— Zdejmę? — zgryźliwie zapytała, ignorując Darię.
Wojtek był równie zdziwiony, ale udawał, że nie zauważa zachowania Rity. A Daria uznała jego milczenie za zainteresowanie i poczuła się dotknięta.
Herbatę pili w milczeniu. Rita zachowywała się dziwnie, a Daria pilnowała, by dzieci nie popsuły remontu.
— Dziękuję, będę się zbierać — powiedział Wojtek, gdy atmosfera stała się napięta.
— Dlaczego od razu odchodzić, zostańcie — zasugerowała Rita.
— Nie mamy takich relacji z Wojtkiem — ucięła Daria.
— Jaka bzdura! To już niemodne. Nie martw się, nauczę Cię, jak obchodzić się z mężczyznami. W końcu ślub już blisko, a Ty nic nie umiesz.
— Miło było cię poznać, do widzenia — pobladł Wojtek.
— Ja też się cieszę! Do zobaczenia — krzyknęła za nim Rita.
Daria przez cały wieczór nie rozmawiała z nią.
— Słuchaj, nie pasujecie do siebie — stwierdziła Rita następnego dnia.
— Tak? Dlaczego?
— On młody, a ty już nie.
— To nie taka znowu duża różnica.
— Ale zauważalne.
— Co chcesz przez to powiedzieć?
— Cóż… bardziej do mnie pasuje.
— Doprawdy?
— I z chłopakami od razu się dogadał. I tak na mnie patrzył… a przecież chciał u nas zostać!
— Nie u nas. U mnie! — nie wytrzymała Daria, ze złością patrząc na siostrę.
— Dobra, dobra! Żartuję tylko. Chciałam cię sprawdzić.
— Jak tam twoja operacja? — Daria zmieniła temat.
— Zaplanowano na jutro. A teraz jadę do lekarza na badanie. Możesz zostać z dziećmi?
— Pracuję.
— Przecież jesteś kierownikiem!
— I co z tego?
— Jesteś sobie panią. Weź wolne. — Rita patrzyła na Darię, jak gdyby nie rozumiała problemu. — W ogóle po operacji będę potrzebować kilku dni spokoju i odpoczynku. Będziesz musiała przejąć wszystkie obowiązki związane z opieką nad nimi.
To, co odpowiedziała Daria, zaskoczyło Ritę…



