To nawet nie podlega dyskusji
Nina będzie mieszkała z nami, to nawet nie podlega dyskusji powiedział z powagą Zbigniew, odkładając łyżkę na stół. Do kolacji nawet nie tknął, jakby specjalnie się przygotowywał na poważną rozmowę. Mamy pokój, właśnie skończyliśmy remont. Więc za dwa tygodnie córka się do nas przeprowadzi.
O niczym nie zapomniałeś? spytała Monika, w myślach licząc do dziesięciu. Na przykład o tym, że ten pokój przygotowywaliśmy dla NASZEGO wspólnego dziecka? Albo może umknął ci fakt, że Nina ma matkę, z którą powinna mieszkać?
Pamiętam, że rozważaliśmy dziecko Zbigniew skinął głową, marszcząc czoło. Liczył na to, że żona po prostu przyjmie jego decyzję bez sprzeciwu i dalszych dyskusji nie będzie. Ale to może poczekać jeszcze kilka lat. Zwłaszcza, że musisz skończyć studia, a to nie czas na dzieci. Poza tym, Nina nie chce rodzeństwa. Jeśli chodzi o jej matkę… Zbigniew wykrzywił usta w uśmiechu będę zabiegać o odebranie jej praw rodzicielskich. Dla dziecka niebezpiecznie jest być pod jednym dachem z tą kobietą!
Dla dziecka? Monika uniosła brwi ze zdziwieniem. Przecież ona ma dwanaście lat. To całkiem dorosła dziewczyna. I w czym to niby jest niebezpieczne? Że twoja córka nie może wychodzić na dwór po dziesiątej wieczorem? Albo że musi robić zadania domowe, bo mama grozi, że zabierze jej telefon albo wyłączy internet? Twoja była żona to święta kobieta, skoro jeszcze nie sięgnęła po pasek!
Nic nie wiesz warknął przez zęby Zbigniew. Nina parę razy pokazywała mi siniaki, czytałem wiadomości z wyzwiskami i groźbami! Nie pozwolę zniszczyć życia swojej córce!
Właśnie to robisz: idziesz na jej zachcianki.
Monika spokojnie wstała od stołu, zostawiając niedojedzoną zupę. Już nie miała apetytu, a widok niezadowolonego męża tylko przyprawiał ją o ból głowy. Ostrzegali ją przecież nie spiesz się z zamążpójściem! Zamieszkajcie razem, sprawdźcie się Ale ona wiedziała swoje! Musiała wyprzedzić koleżanki
Dlaczego znajomi byli przeciwni szybkiemu ślubowi? Powody były proste to już drugie małżeństwo Zbigniewa, jest od niej starszy o piętnaście lat i ma prawie nastoletnią córkę, w której jest zakochany po uszy. Osobno żaden z tych powodów nie wydaje się znaczący, ale razem katastrofa.
Pierwsze dwie rzeczy szczególnie Monice nie przeszkadzały. Wręcz przeciwnie podobało jej się, że mąż jest starszy i ma życiowe doświadczenie. Wiedziała zresztą z pierwszej ręki, że rozwód z Beatą był za porozumieniem i nie było żadnych pretensji z jej strony.
Ale ten trzeci powód Nina. Rozpuszczone, zbuntowane dziecko, które większość czasu spędzało u babci, bo rodzice pracowali na jej lepszą przyszłość. Rozwód nie zrobił na niej wielkiego wrażenia, bo wiedziała, że ojciec jej nie opuści, nawet gdy się ożeni po raz drugi. Czego nie przemyślała to nowego męża mamy. Dziewczyna nie była na to gotowa.
Nowy ojczym zabrał się poważnie za jej wychowanie, mama, która zmieniła pracę i coraz więcej czasu spędzała w domu, stanęła po jego stronie.
Godzina policyjna, lekcje, korepetycje, bo Nina miała zaległości w szkole Wszystko ją to drażniło. Przyzwyczajona była do telewizora i komputera od dziecka. Tak ją to wkurzało, że zaczęła wymyślać historie i nerwowo podburzała nimi ojca.
Tak, Nina chciała mieszkać z tatą dobrze wiedziała, że przez jego pracę będzie mieć sporo swobody. Moniki nie brała kompletnie pod uwagę. Nie zamierzała słuchać macochy, która była starsza tylko o dziewięć lat.
I dla “wolności” była gotowa na wszystko.
**********************
Nina przyjedzie dziś wieczorem. Przygotuj jej pokój i proszę cię, nie denerwuj jej, już i tak sporo przeszła Zbigniew postawił Monikę przed faktem, dobierając krawat do nowego garnituru. Gdybym wiedział wcześniej, że Beata dla nowego mężczyzny zacznie gnębić własną córkę… Ale co tu teraz roztrząsać, czasu się nie cofnie.
Czyli naprawdę nie zmieniłeś zdania? Naprawdę chcesz zabrać córkę do nas? Monika do końca miała nadzieję, że mąż coś jeszcze wymyśli. Kto niby będzie się nią opiekował? Przecież najwcześniej wracasz do domu o ósmej.
Ty będziesz się nią opiekować wzruszył ramionami. Nie ma trzech lat, jest już samodzielna.
Najwyżej mam teraz sesję, sam mówiłeś, że muszę się skupić na nauce zgryźliwie się uśmiechnęła. Niech Nina siedzi cicho i mi nie przeszkadza. Mam nadzieję, że potrafi zmywać i zamiatać, bo przez najbliższe dwa tygodnie to będzie jej obowiązek.
Przestań, to nie służąca
Tak samo jak ja przerwała mu Monika. Skoro będzie z nami mieszkać, to musi pomagać. Warto by było ustalić zasady współżycia.
************************
Tata, pozwolisz jej mnie tak traktować? Nawet spotkać się z koleżankami nie mogę, twoja żona wszystko zrzuca na mnie, a sama rozsiada się przed telewizorem z uśmiechem.
Monika usłyszała przypadkiem tę rozmowę i skrzywiła się z ironią. Akurat zmusić Ninę do roboty w domu? Co to, to nie!
Pogadam z Moniką, obiecuję. Ale ty również musisz spróbować się z nią dogadać. Wiem, że ci ciężko, ale po prostu nie mogę cały czas cię pilnować. Spróbuj znaleźć z nią wspólny język, pokaż, że jesteś grzeczna.
No dobrze, spróbuję mruknęła Nina, widząc, że niczego więcej od ojca nie wyciągnie. A to prawda, że kupiłeś jej samochód?
No tak, a co?
Nic, zupełnie nic A mi powiedziałeś, że nie masz na razie pieniędzy, żeby mnie wysłać na obóz za granicę na wakacje! Tak o tym marzyłam!
Sama nie pojedziesz, masz dopiero dwanaście lat. Pojedziemy wszyscy razem, latem, całą rodziną.
Nie chcę z całą rodziną! Wcale mnie nie kochasz, co? dziewczyna się rozpłakała. Po co mnie w takim razie zabrałeś od mamy? Przeszkadzam twojej żonie, ty ciągle zajęty
Reszty Monika już nie chciała słuchać. Była pewna, że Nina swój cel osiągnie. Dotyczyło to nie tylko wyjazdu. Sprytna dziewczyna postanowiła wyeliminować kolejną konkurentkę do tataowych pieniędzy. I chyba jej się uda.
Monika miała już dość pretensji męża i podjęła decyzję jeszcze jedna kłótnia i rozwód. Pod koniec zamierzała jeszcze trochę popsuć Ninie satysfakcję, mówiąc że po rozwodzie Zbigniew i tak będzie musiał płacić jej alimenty.
**********************
No i Monika miała rację wieczór zaczął się od listy zarzutów. Wysłuchała wszystkiego i spokojnie oznajmiła, że składa pozew o rozwód.
Chcę żyć spokojnie, a nie słuchać ciągle obelg pod swoim adresem. Uprzedzałam cię, że uleganie kaprysom córki to zły pomysł widząc triumfujący uśmiech Niny, Monika postanowiła ją trochę przytemperować. A ty się nie ciesz za bardzo. Jeszcze nie wiadomo, jak się twoje życie potoczy. Na przykład mogę postawić twojemu ojcu ultimatum: jeśli chce się widywać z naszym dzieckiem pogładziła się po brzuchu będzie musiał cię oddać z powrotem do matki. Albo coś w tym rodzaju.
Nina nie wiedziała, co powiedzieć, a Zbigniew przetwarzał jeszcze całą sytuację. Monika zabrała spakowaną walizkę i wyszła z mieszkania. Tak naprawdę dziecka nie miała, chciała tylko przestraszyć upartą dziewczynę, a Zbigniewowi dać lekcję, jak niewiele wie o psychologii dziecięcejZa drzwiami, na klatce schodowej, Monika wzięła głęboki oddech. Dzwonki tramwajów i samochodowe klaksony dochodziły z ulicy; byli tacy, którzy się śpieszyli, walczyli o swoje. Poczuła dziwną ulgę jej świat, choć trzaskał się właśnie z hukiem, wreszcie należał do niej.
W mieszkaniu cisza trwała kilkanaście sekund. Nina patrzyła na ojca, po raz pierwszy niepewna zwycięstwa. Zbigniew, nadal oniemiały, wstał i wpatrywał się w drzwi, jakby miał nadzieję, że Monika zaraz wróci z uśmiechem i żartem na ustach, gotowa udawać, że to była tylko awantura jakich wiele.
Tym razem nie wróciła.
Nina przez chwilę chciała coś powiedzieć, ale słowa nie chciały przejść jej przez gardło. Po raz pierwszy zrozumiała, jak bardzo świat dorosłych różni się od jej wyobrażeń. Nie było tu wygranych nie dziś, nie teraz.
Zbigniew powoli podszedł do okna i spojrzał w ciemność, jakby tam chciał znaleźć odpowiedź. W głowie miał echo dawnych rozmów z Moniką, jej żartów o wspólnych dzieciach, ich planów, na które nie było miejsca dla kaprysów, dla wyścigu o uwagę.
Tato szepnęła Nina cicho, wyciągając niepewnie dłoń. Może wrócę na jakiś czas do mamy. Tak będzie lepiej. Dla wszystkich.
A potem, bez łez i bez gniewu, po prostu wyszła do swojego pokoju, zamykając cicho drzwi.
Zaś za ścianą, gdzie pachniała jeszcze farba po niedawnym remoncie, pokój przygotowany dla “wspólnego dziecka” pozostawał pusty. Ale być może nie na zawsze. Bo czasem trzeba pozwolić, by pewne rzeczy się rozsypały, zanim cokolwiek uda się zbudować na nowo.
Monika, idąc przez nocne miasto, uśmiechnęła się do siebie z ulgą i nadzieją. Bo wiedziała już jedno: lepiej być samą niż wiecznie drugą. A życie właśnie na nowo się zaczynało.



