To musi pozostać tajemnicą

Nie powinien wiedzieć.

Krystyna stała przed starym blokiem z wielkiej płyty, nie mogąc się zdecydować, by nacisnąć dzwonek domofonu. W kieszeni płaszcza miała pomiętą kartkę z adresem, który wyciągnęła od wspólnych znajomych. Dwanaście lat Całe dwanaście lat minęło od dnia, gdy porzuciła nowo narodzonego syna.

Co ty robisz? szepnęła do siebie. Myślisz, że czekają tam na ciebie z otwartymi ramionami?

Ale nogi jakby wrosły w asfalt. Nie mogła ani odejść, ani wejść. W głowie wirowały wspomnienia tamtego strasznego dnia, gdy jako dwudziestodwuletnia głupia dziewczyna dała się ponieść emocjom i zrobiła coś, czego żałowała przez całe życie.

Jej były mąż, Andrzej, był klasycznym przykładem, jak nie wybierać sobie towarzysza życia. Przystojny, czarujący, dowcipny i całkowicie nieodpowiedzialny. Po ślubie okazało się, że miał dwie pasje: alkohol i hazard. Mieszkanie, które rodzice Krystyny podarowali im w prezencie ślubnym, przepuścił w ciągu pół roku.

Nie martw się, kotku mówił, całując ją w czoło. Wszystko odzyskam, zobaczysz. Tylko trochę pecha miałem.

Gdy Krystyna dowiedziała się o ciąży, Andrzej zniknął na trzy tygodnie. Wrócił poturbowany, nieogolony, z rozciętą wargą.

Spłacałem dług burknął w odpowiedzi na jej łzy. Słuchaj, może dajmy spokój temu dziecku? Nie czas teraz na to.

To był ostatni gwóźdź do trumny ich małżeństwa. Krystyna rozwiódła się, będąc w siódmym miesiącu. Rodzice ją wsparli, ale pod warunkiem zerwania wszelkich kontaktów z Andrzejem.

Poród był ciężki. Chłopiec urodził się słaby, lekarze walczyli o jego życie przez pierwsze dni. A potem, gdy minął kryzys, do sali wtargnął pijany Andrzej.

Ochrona wyprowadziła go, lecz wrócił następnego dnia trzeźwy, z kwiatami i zabawkami.

Krystyna, wybacz mi mówił, klęcząc w szpitalnym korytarzu. Zmienię się, przysięgam. Tylko daj mi szansę.

Matka, która od zawsze była przeciwna temu małżeństwu, urządziła awanturę.

Albo zrzekasz się dziecka i wyjeżdżasz z nami do innego miasta, albo przestajemy cię znać! krzyczała. Wybieraj my czy ten bękart pijaka!

Krystyna miała dwadzieścia dwa lata. Właśnie przeszła ciężki poród, rozwód, zdradę. Nie miała pracy, mieszkania, ani siły, by walczyć. I popełniła największy błąd w swoim życiu.

Przypomniawszy sobie, jak matka Andrzeja, Wanda Stanisławówna, zabierała chłopca, Krystyna poczuła, jak w gardle ściska ją gul. Kobieta patrzyła na nią z taką pogardą, że chciała zapaść się pod ziemię.

Podpisz tu powiedziała sucho, podsuwając dokumenty. I możesz być wolna.

Następne lata Krystyna starała się zapomnieć. Wyjechała z rodzicami do Krakowa, skończyła kursy księgowej, znalazła pracę. Potem rodzice zginęli w wypadku samochodowym, zostawiając jej małe mieszkanie i mnóstwo długów. Radziła sobie, jak mogła.

Życie osobiste nie układało się. Dwa razy próbowała związać się z kimś, ale gdy dochodziło do rozmów o dzieciach, uciekała. Jak wytłumaczyć mężczyźnie, że ma syna, którego porzuciła?

A potem, pół roku temu, usłyszała diagnozę. Operacja się udała, ale lekarz powiedział wyraźnie:

Dzieci już pani nie będzie, Krystyno Janówno. Bardzo mi przykro.

Wtedy zrozumiała musi spróbować. Choćby zobaczyć go, upewnić się, że wszystko u niego w porządku.

Drzwi klatki zatrzasnęły się, wyszedł z nich nastolatek w sportowej kurtce. Krystyna zastygła. To był on te same piwne oczy, ten sam uparty podbródek. Tylko już nie niemowlę, a dwunastoletni chłopak.

Kogoś pani czeka? zapytał, przytrzymując drzwi.

Ja tak to znaczy nie wybełkotała Krystyna.

Chłopiec wzruszył ramionami i poszedł dalej. A ona stała i patrzyła za nim, niezdolna się poruszyć.

Hej, Krzysiek! krzyknął ktoś z placu zabaw. Szybciej, zaczynamy bez ciebie!

Krzysiek. Ma na imię Krzysiek. Nawet tego nie wiedziała.

Krystyna odwróciła się i odeszła, lecz po kilku krokach przystanęła. Nie, tak nie można. Musi spróbować.

Wróciła i nacisnęła domofon. W słuchawce odezwał się znajomy głos:

Kto tam?

Wando Stanisłaówno? To to Krystyna. Mogę wejść?

Długa cisza. W końcu kliknięcie zamka.

Mieszkanie prawie się nie zmieniło. Te same tapety, ten sam zapach mieszanka waleriany i świeżego ciasta. Wanda Stanisławówna postarzała się, ale trzymała się prosto.

Po co przyszłaś? zapytała bez wstępów.

Ja chciałam się dowiedzieć, jak on. Jak Krzysiek.

Skąd wiesz, jak ma na imię?

Właśnie widziałam go na dole. Koledzy go wołali.

Wanda Stanisławówna uśmiechnęła się kącikiem ust:

No dobrze, chodź do kuchni. Skoro przyszłaś pogadamy.

Przy herbacie wyszło na jaw wiele. Andrzej nigdy się nie zmienił. Pił, grał, wchodził w długi. Dwa lata temu znaleziono go martwego w bramie może serce nie wytrzymało, może ktoś pomógł.

Ja sama go wychowałam mówiła Wanda Stanisławówna. Emerytura mała, ale dawaliśmy radę. Krzysiu to złoty chłopak dobrze się uczy, chodzi na basen. Trener mówi, że ma przyszłość.

A on wie coś o mnie?

Wie, że mama zmarła przy porodzie. I nie waż się nawet myśleć, by mu cokolwiek mówić! głos kobiety stał się twardy. Swój wybór zrobiłaś dwanaście lat temu.

Wiem. Nie chcę niczego burzyć. Tylko chciałam się upewnić, że ma dobrze.

A co byś zrobiła, gdyby było źle? Wanda Stanisławówna patrzyła jej prosto w oczy. Pojawiłabyś się jak zbawczyni?

Krystyna milczała. Co mogła odpowiedzieć?

Miałam raka odezwała się nagle. Wszystko wycięli. Dzieci już nie będzie. I pomyślałam

Że można sobie

Rate article
Fajna Tajna
To musi pozostać tajemnicą